Info

avatar


Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mój Giant, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi.


Przejechałem już: 50800.48 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 25.75 km/h .
Więcej o mnie.

DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS

WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2013

Dystans całkowity:1571.46 km (w terenie 86.00 km; 5.47%)
Czas w ruchu:64:13
Średnia prędkość:24.47 km/h
Maksymalna prędkość:61.28 km/h
Suma podjazdów:8167 m
Suma kalorii:42421 kcal
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:92.44 km i 3h 46m
Więcej statystyk
  • DST 148.50km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:25
  • VAVG 27.42km/h
  • VMAX 39.98km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Kalorie 3843kcal
  • Podjazdy 769m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na koniec miesiąca Licheń

Sobota, 31 sierpnia 2013 · dodano: 31.08.2013 | Komentarze 3

A więc ostatni duży wyjazd w te wakacje. W sumie dzięki Miłoszowi jedziemy w tą trasę, bo samemu chyba by mi się nie chciało. A więc wyjeżdżamy o 6 rano. Troszkę mi się przysnęło i chwile trwało zanim doszedłem do siebie. Rano dość chłodno, na termometrze zaledwie 12 stopni. Na niebie chmury, ale bez wiatru, więc chłód nie taki dokuczliwy. Jedziemy przez Chocz, Grodziec w kierunku Konina. Wybieramy boczne drogi, ponieważ krajówką raczej nie ma sensu. Jak się potem okazuje to dość ruchliwy szlak rowerowy, gdyż mijamy wiele grup rowerzystów. Dojeżdżamy do Konina około 9 i staramy się jak najlepiej przez niego przebić. Na całe szczęście prawie przez całe miasto prowadzą ścieżki rowerowe, więc przeprawa nie jest zbyt ciężka. Do Lichenia dojeżdżamy około 10.30. Tam już pogoda piękna, nie ma chmur, ciepło, dużo słońca. Odpoczęliśmy tam około pół godziny, wzbudzając nie małe zainteresowanie ludzi. Chyba wyglądaliśmy na pielgrzymów rowerowych :) Wracamy tą samą drogą. Powoli zaczyna ruszać się wiatr. Odbijamy tylko na inny most w Koninie, tak aby zahaczyć o stare miasto. Potem już znanym szlakiem. Znowu mijamy dość duże dwie grupy rowerzystów. Niestety po drodze Miłoszowi odnawia się kontuzja kolana i część drogi powrotnej to walka z bólem. Pod koniec kilka małych postojów na odpoczynek i rozciągnięcie nóg. Wszystko w towarzystwie stałego ostatnio kompana wyjazdów czyli wiatru. Tak zakończyłem miesiąc. W te wakacje zaliczyłem wszystkie planowane miejsca i zrobiłem w sierpniu swoje 1500km. Po za tym odnotowałem najdłuższy wyjazd i swoje pierwsze 200km. Merida spisuje się fantastycznie i jeździ bezawaryjnie z czego jestem bardzo zadowolony.


Pierwszy odpoczynek w lesie w Choczu © tomstar

Merida w lesie © tomstar

W Grodźcu mieliśmy klienta na czekolade © tomstar

Przejazd nad A2 © tomstar

Trasa A2 © tomstar

Most do Konina © tomstar

Na moście © tomstar

Na moście przed Koninem © tomstar

Kamień w Licheniu na którym objawiła się Matka Boska © tomstar

Dzwony w Licheniu © tomstar

Bazylika w Licheniu © tomstar

Zdobyliśmy Licheń © tomstar

Plaża w Licheniu © tomstar

Stary rynek w Koninie © tomstar

Analiza czasu i trasy © tomstar

Odpoczynek w Grodźcu w drodze powrotnej © tomstar

Mała pauza w lesie w Choczu © tomstar


  • DST 62.12km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 26.62km/h
  • VMAX 43.54km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 1831kcal
  • Podjazdy 238m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wieczorne łapanie kilometrów

Czwartek, 29 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 3

Ten tydzień mam jakiś dziwny. Ciężko mi się było zorganizować na jakiś wyjazd. Albo pogoda do kitu i wiatr, albo brak czasu. Postawiłem sobie plan na ten miesiąc zrobić 1500km. Brakuje mi tylko 140km, a tutaj coraz bliżej końca miesiąca. Dziś rano miałem wyskoczyć na małą trzydziestkę to zaspałem. W poniedziałek wieczorem miała być pięćdziesiątka, to znowu strasznie wiało i zrezygnowałem. Musiałbym tym samym w sobotę wybrać się na trasę 140km, a nie miałbym na tyle czasu. Szczęście jednak się dziś do mnie uśmiechnęło, ponieważ żona nie poszła na wieczorny fitness, więc mogłem wyskoczyć. Nie zastanawiałem się długo i o 19 już pędziłem w drogę. Warunki wyśmienite, jechało się super i gdyby nie późna pora i jutrzejsza praca pojechałbym więcej. W międzyczasie zadzwonił do mnie Miłosz, ma wolną sobotę, więc zaproponował Licheń... Cóż nie mogę odmówić :) także i tak 140km w sobotę padnie, muszę się tylko jakoś zorganizować :)


Zachód słońca nad Grodziskiem © tomstar

Widoczek w Tursku © tomstar

Kolejny widoczek w Gołuchowie © tomstar

Pięknie oświetlony kosciół w Kucharkach © tomstar

Gdzieś tam jest oświetlona droga :) © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 90.21km
  • Teren 8.00km
  • Czas 03:41
  • VAVG 24.49km/h
  • VMAX 41.38km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 2446kcal
  • Podjazdy 252m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bardzo dziki zachód

Niedziela, 25 sierpnia 2013 · dodano: 25.08.2013 | Komentarze 0

Oj ciężko się dziś wstawało. Budzik zadzwonił o 6 rano, wstałem, wyłączyłem go i ległem się z powrotem do łóżka. Leżałem tak jeszcze przez godzinę na zmianę drzemiąc chwilę i walcząc ze sobą żeby się podnieść. W końcu o 7 zwlekam się z łóżka i już o 7.20 siedzę na rowerze. W sumie nie mam zaplanowanej trasy, wiem tylko tyle, że chce pojechać przez las w Choczu. Gdy tam dojeżdżam postanawiam odbić na chwilę do Wioski Indiańskiej. Jeszcze tam nie byłem, więc skoro była okazja tam zajrzeć postanowiłem to wykorzystać. Świetne miejsce, bardzo dużo atrakcji, zachowany klimat i nastrój dzikiego zachodu. W sumie jeszcze nie było otwarte, ale mogłem na chwilę przejść się po "mieście". Super miejsce i na prawdę warto tam pojechać. Potem wracam się kawałek i jadę przez las do Grodźca. Tam miałem wykręcić na Rychwał i dalej przez Zagórów i Pyzdry do domu, postanawiam jednak pojechać od razu do Gizałek. Zapowiadali dziś dość mocny wiatr, a nie miałem ochoty znowu z nim walczyć. Droga do Gizałek świetna i rozwinąłem tam ładną prędkość. Na miejscu kawka i batonik na stacji, rozmyślenia nad trasą, która budowała się w trakcie jazdy. Wykręciłem jeszcze do Kotlina i Fabianowa. Potem już długa prosta do domu. W sumie wyszło 90km, tylko o około 20km mniej niż planowałem.


Widok na Chocz i Prosnę © tomstar

Rynek w Choczu © tomstar

Wjazd do wioski indiańskiej © tomstar

Sklep pioniera © tomstar

Chata kowboja © tomstar

Jeszcze jeden sklep kowbojski © tomstar

Wioska indian © tomstar

Skład amunicji © tomstar

Las za Choczem © tomstar

Las za Choczem 2 © tomstar

Kawa na stacji w Gizałkach i analiza trasy © tomstar

Odpoczynek na stacji w Kotlinie © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 83.74km
  • Czas 03:30
  • VAVG 23.93km/h
  • VMAX 61.28km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 2225kcal
  • Podjazdy 415m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śmiełów raz jeszcze

Sobota, 24 sierpnia 2013 · dodano: 24.08.2013 | Komentarze 3

Tym razem z Dorotą i Miłoszem. Mieliśmy jechać we dwójkę, ale wieczorem udało się namówić Miłosza żeby pojechał z nami. Start o godzinie 9.00. Jedziemy spokojnie do Żerkowa, tam mamy zawitać do Śmiełowa i z powrotem przez Jarocin i Dobrzycę do domu. Po drodze podjeżdżamy pod górę gdzie był start i zjazd mistrzostw Polski w MTB w lipcu. Chcieliśmy zobaczyć jak to jest, wjechaliśmy na górę i zjechaliśmy dróżką, którą zjeżdżali zawodnicy. Powiem jedno - masakra. Prawie cały czas na hamulcu uważając na każdy kamień i nierówność. Po raz kolejny upewniam się, że wyścigi MTB to nie jest zabawa dla mnie :) Potem na chwilę do Śmiełowa. Na długim zjeździe za Żerkowem rozwijamy tym razem prędkość maksymalną 61km/h, potem niestety trzeba pod tą górę podjechać. W Jarocinie kawa i spokojna droga do Dobrzycy. Oczywiście nie mogłoby być inaczej gdyby nie zaczął wiać wiatr. Ostatnie 15km to istna mordęga. Ale jakoś dojechaliśmy i muszę przyznać, że niby dystans krótki, ale wyczerpujący.


Ekipa na starcie © tomstar

Góra mtb w Żerkowie © tomstar

Jedziemy © tomstar

... i dojechaliśmy :) © tomstar

Razem z żonką :) © tomstar

Na punkcie widokowym © tomstar

Śmiełów © tomstar

Odpoczynek w Śmiełowie © tomstar

Batonik na rynku w Żerkowie © tomstar

Kawa na stacji w Jarocinie © tomstar

Jedzie ekipa :) © tomstar

W parku w Dobrzycy © tomstar


  • DST 204.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 08:52
  • VAVG 23.01km/h
  • VMAX 43.84km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 5258kcal
  • Podjazdy 1856m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Operacja Jeziorsko czyli 200km w nogi

Środa, 21 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 6

W końcu się udało. Wstaję rano, patrzę przez okno i jest dość ładnie. Prognozy wczoraj mówiły o słonecznym niebie bez chmur. Niestety te prognozy można było schować między bajki, bo choć nie padało niebo cały czas było zasłonięte ciemnymi chmurami. Umawiam się z Miłoszem na 6.30 i wyruszamy. Jedziemy na tamę na jeziorze Jeziorsko, mamy tam 85km. Po za tym chcemy objechać jezioro i zrobić w sumie trasę 200km. Droga do Jeziorska przebiega nam bardzo spokojnie. Za Opatówkiem ruszył się trochę wiatr, który utrudniał jazdę. Chyba wchodzimy w taką porę roku, że deszcz albo wiatr będzie nieodzownym kompanem wyjazdów. Na tamie kilka fotek i dłuższy odpoczynek. Potem zjeżdżamy z drogi i jedziemy dookoła jeziora przez teren i dzikie plaże. Okolica piękna, żeby nie powiedzieć przepiękna. Świetne ścieżki, plaże i skarpy. Wszystko pół dzikie i nieopanowane przez człowieka. Praktycznie co chwila można by robić świetne zdjęcia. Objeżdżamy tak mniej więcej połowę jeziora, potem wbijamy już na drogi asfaltowe i już spokojnie dojeżdżamy do Warty z drugiej strony jeziora. Tam odpoczynek i czas na drogę do domu. Kierujemy się bokami do Błaszek i potem do Kalisza przez okoliczne wioski. Unikamy głównych dróg żeby jechało się przyjemniej. Docieramy do Kalisza od strony Szałe. Jak zwykle kawa na stacji, mały odpoczynek i ruszamy w ostatni odcinek do domu. Dojeżdżamy około 19.00, cały wyjazd trwał 12,5 godziny. Dostaliśmy ostro po tyłku i przyznaję się bez bicia, że jestem wykończony. Najbardziej bolą kolana i dupa od siodełka :) Daliśmy razem z Miłoszem rade i jestem dumny z naszego wyczynu. Rekord trasy na ten rok chyba na razie nie do pobicia. Wyprawa się udała, jestem bardzo zadowolony, szczęśliwy i zachwycony terenami w Jeziorsku. Kiedyś na pewno tam wrócę.


Takie ścieżki rowerowe są w Kaliszu © tomstar

Odpoczynek w Opatówku © tomstar

Na rynku w Koźminku © tomstar

Koźminek © tomstar

Przejazd przez tamę w Jeziorsku © tomstar

Tablica informacyjna na prakingu przy tamie © tomstar

Granica województwa, Łódzkie - trzecie do kolekcji © tomstar

Odpoczynek na środku tamy © tomstar

Zdobyliśmy Jeziorsko © tomstar

Widok na tamę © tomstar

Rzeka Warta z drugiej strony tamy © tomstar

Teren dookoła jeziora © tomstar

Zjazd na jednej ze ścieżek © tomstar

Skarpa przy jeziorze © tomstar

Piękne widoczki © tomstar

Cały w trawie :) © tomstar

Na jednej z dzikich plaż © tomstar

Przecudowne miejsca © tomstar

Mała zatoczka utworzona z kamieni © tomstar

Widoków ciąg dalszy © tomstar

Trafiliśmy za konie na wybiegu przy plaży © tomstar

Miłosz nakarmił chyba wszystkie konie :) © tomstar

Odpoczynek w Warcie © tomstar

Na tamie na Szałe w Kaliszu © tomstar

Kawa na stacji w Kaliszu © tomstar


  • DST 30.47km
  • Czas 01:11
  • VAVG 25.75km/h
  • VMAX 38.01km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 865kcal
  • Podjazdy 107m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dżdżysty poranek w cieniu walki z autami

Wtorek, 20 sierpnia 2013 · dodano: 20.08.2013 | Komentarze 3

Postanowiłem zebrać się na mały wypad żeby rozciągnąć trochę nogi. Nastawiony byłem na duży wyjazd, jednak ze względów technicznych trzeba go było przełożyć na jutro. Ale nogi chcą deptać, więc chociaż te 30km dziś przejechałem. W sumie dobrze się stało, bo chłodno, mokro, cały czas mżawka i wiatr. Niezbyt przyjemne warunki do jazdy. Podobno jutro już słońce bez deszczu, mam nadzieję, be szykujemy się z Miłoszem na 200km.
Swoją drogą dziś wyjątkowo upierdliwi byli kierowcy samochodów. Już nie raz zauważyłem całkowity brak szacunku kierowców do rowerzystów. Niektórzy traktują nas jak intruzów na drodze, a niektórzy całkowicie udają, że nas nie widzą. Dziś trzy przypadki na tak krótkiej trasie. Jadę dość szybko główną drogą, a tutaj z bocznej podporządkowanej wprost na mnie wyjeżdża sobie samochód. Jakby mnie w ogóle na tej drodze nie było. Musze hamować i zjechać prawie na chodnik. A ten jakby nigdy nic jedzie sobie dalej. Kolejny podobny przypadek niecałe kilka kilometrów dalej. Tym razem tir, który także z podporządkowanej wyjeżdża przede mną, bo przecież rower to nie środek transportu, który może poruszać się po drogach. Wyjeżdża sobie taki wielki tir wprost przede mnie, muszę ostro hamować i czekać aż wielkie cielsko z przyczepą się rozbuja, bo wyprzedzić nie ma jak. Identyczna sytuacja gdy wracam, tym razem z samochodem osobowym. O wyprzedzaniu mnie przez auta w odległości 10cm od ramienia nie wspomnę. Nieźle się czasem można wystraszyć jak nagle coś śmignie koło ciebie z prędkością 80km. Nachalne trąbienie na mnie gdy jadę sobie spokojnie blisko pobocza, bo przecież jestem zawalidrogą i jeden z drugim musi trochę zwolnić... Eh... przykłady można mnożyć w nieskończoność. Ale końce już marudzić, to pewnie przez tą pogodę :)


Rynek w Dobrzycy © tomstar

Na rynku w Dobrzycy © tomstar
Kategoria DO 50KM|, SAMOTNIE|


  • DST 98.24km
  • Teren 18.00km
  • Czas 03:56
  • VAVG 24.98km/h
  • VMAX 42.41km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 2719kcal
  • Podjazdy 335m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały wypad od rana

Niedziela, 18 sierpnia 2013 · dodano: 18.08.2013 | Komentarze 0

Skoro niedziela, skoro poranek i na dodatek bardzo ładny nie pozostaje nic innego jak wsiąść na rower i ruszyć przed siebie. Zaplanowane małe 100km. Namówiłem Miłosza na wypad (w sumie nawet namawiać nie musiałem) i o 6.30 ruszyliśmy razem. Bez kombinowania znanymi trasami, przez lasy w Taczanowie do Krotoszyna, potem przez Koźmin i Dobrzycę. W Dobrzycy wskoczyliśmy do parku i tam postanowiliśmy dodać sobie jeszcze parę kilometrów i odbić na Kotlin. Od Czermina zaczęło trochę wiać, ale na całe szczęście byliśmy już blisko domu. Teraz odpoczynek i zbieranie sił na wtorek, ponieważ atakujemy tamę w Rzymsku i jezioro Jeziorsko. Cała trasa to 200km, siły będą potrzebne :)


Pierwszy odpoczynek w lesie w Taczanowie © tomstar

Pałacyk w Bugaju © tomstar

Kawka na stacji w Krotoszynie © tomstar

Rynek w Krotoszynie © tomstar

Fontanna na rynku w Krotoszynie © tomstar

Ryneczek w Koźminie © tomstar

W parku w Dobrzycy © tomstar

W Dobrzycy byliśmy w porze obiadowej, trzeba było coś złapać na ruszt :) © tomstar

Kolejne zdjęcie w parku w Dobrzycy © tomstar

Ostatnia pauza w Czerminie © tomstar


  • DST 89.04km
  • Czas 03:30
  • VAVG 25.44km/h
  • VMAX 54.59km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 2508kcal
  • Podjazdy 370m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śmiełów Muzeum Adama Mickiewicza

Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 17.08.2013 | Komentarze 2

Dziś krótki wypad do Śmiełowa. Trasę wytyczyłem przez Dobrzycę i Jarocin, pojechałem także do Żerkowa. Pogoda sprzyjała i w porównaniu z wyjazdem do Kobylej Góry jechało sie o wiele lepiej. Wiał lekki wiaterek, ale był bardziej przyjemny niż dokuczliwy. Gdy wyjechałem z Jarocina minąłem wielu rowerzystów, te tereny chyba mają coś do siebie :) Przed Żerkowem duży podjazd, a zaraz za nim wysoki zjazd na którym rozwinąłem prędkość 54.59, a kilometr przejechałem w czasie 1.20. Miałem śmierć w oczach :D W Śmiełowie tylko chwila, ponieważ nie można tam jeździć rowerem po parku, więc tylko parę fotek i zbieram się dalej. Zrobiłem małe koło i wróciłem do Żerkowa. Potem już znaną drogą do domu przez Czermin. W między czasie ktoś chyba włączył jakiś wielki wiatrak, bo wiatr zaczął wiać bardzo mocno i znowu przyszło mi z nim walczyć. Niby ciepło, świeci słońce, nie ma chmur, ale wiatr uprzykrza jazdę. Nie wiem co gorsze wiatr czy deszcz :)


Chwila odpoczynku w parku w Dobrzycy © tomstar

Ruiny kościoła w Jarocinie © tomstar

Ryneczek w Żerkowie © tomstar

Punkt widokowy za Żerkowem © tomstar

Punkt widokowy © tomstar

Muzeum Adam Mickiewicza w Śmiełowie © tomstar

Odpoczynek w drodze powrotnej © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 178.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 07:45
  • VAVG 22.97km/h
  • VMAX 45.64km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Kalorie 4580kcal
  • Podjazdy 1324m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szczyt Wielkopolski - Kobyla Góra 284 m n.p.m.

Środa, 14 sierpnia 2013 · dodano: 14.08.2013 | Komentarze 4

Zaczęło się źle, a potem było już tylko gorzej :) Ale może od początku. W planach na dziś był wyjazd na najwyższy szczyt Wielkopolski czyli Kobylą Górę. Budzik zadzwonił jak zawsze o 5.00. Zwlekałem się z łóżka około 40 minut :/ Strasznie ciężko szło mi dziś wybudzanie, chęci bardzo mało i jeszcze mniej siły. Ale zmusiłem się. Pogoda ładna, świeciło słońce i co jakiś czas pojawiały się chmury. Za to wiatr był straszny. W mieście jeszcze nie taki odczuwalny, ale po za miastem, na polach przeszkadzał bardzo mocno. Gdzieś do Odolanowa czyli 45km walczyłem ze sobą. Na zmianę wracałem i jechałem dalej, na całe szczęście wszystko odbywało się w mojej głowie, a nogi deptały bez przerwy i połykałem kolejne kilometry. W Odolanowie była ostatnia szansa na powrót bądź skrócenie trasy. Ale przemogłem się i pojechałem dalej. Wiatr, wiatr, wiatr i jeszcze raz wiatr odbierał chęci do życia i pedałowania. Walczyłem nie tylko z sobą ale i z nim. Momentami tak zwiewało z boku, że prawie podcinało mi rower. W taki to oto sposób dojechałem do Kobylej Góry. Tam już trochę lepiej, wyszło słońce, wiatr się trochę uspokoił i zrobiło się nawet przyjemnie. Czas zaatakować szczyt. Troszkę pobłądziłem po okolicy, bo nie miałem mapy, ale pytając ludzi o drogę w końcu trafiłem na Górę Krzyża. Zjazd okazał się łatwiejszy ponieważ pojechałem dobrze oznakowanym szlakiem rowerowym. Wykręciłem jeszcze nad jezioro, które objechałem dookoła. Potem odbiłem jeszcze do Ostrzeszowa żeby złapać jakiś hot-spot na rynku żeby załadować mapy. Coś mi telefon dziś nawalał i nie chciał złapać sieci. Z Ostrzeszowa już tą samą trasą do domu. Cała droga powrotna przebiegała pod znakiem walki z wiatrem, gdyby nie on pokusiłbym się nawet na zrobienie 200km, ponieważ dużo nie brakowało :) W końcu docieram do domu, zmęczony, ale w sumie zadowolony, że się nie poddałem i zrobiłem nowy rekord trasy, zdobyłem najwyższy szczyt Wielkopolski i wygrałem ze sobą :)


Ławeczka przemyśleń w Odolanowie :) © tomstar

Ciekawa reklama tartaku przy drodze © tomstar

Ryneczek w Kobylej Górze © tomstar

Gdzieś na szlaku w lesie © tomstar

W drodze na Górę Krzyża © tomstar

U stóp Góry © tomstar

Na szczycie Góry Krzyża 284 m n.p.m © tomstar

Pomnik millenijny © tomstar

Dzwon na szczycie © tomstar

Zdobyłem najwyższe wzniesienie Wielkopolski © tomstar

Wracamy na dół © tomstar

Jezioro w Kobylej Górze © tomstar

Jezioro w Kobylej Górze widok numer dwa © tomstar

Wzniesienia dookoła jeziora © tomstar

Wzniesienia dookoła jeziora widok 2 © tomstar

Rynek w Ostrzeszowie © tomstar

Kawałek baszty w Ostrzeszowie © tomstar

Święty Marcin w Odolanowie droga powrotna © tomstar

Ostatni odpoczynek w Raszkowie - zmęczony ale zadowolony © tomstar


  • DST 109.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 05:13
  • VAVG 20.89km/h
  • VMAX 48.24km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Kalorie 2624kcal
  • Podjazdy 749m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Super wycieczka z żoną

Niedziela, 11 sierpnia 2013 · dodano: 11.08.2013 | Komentarze 4

Udało mi się namówić żonę na dużą wyprawę. Dystans odważny, bo planowaliśmy zrobić co najmniej 100km. Dorota trochę się bała czy da rade, ale chciała się zmierzyć z taką trasą. Wybraliśmy bezpieczną drogą dookoła miasta, tak aby w razie czego można w każdej chwili wrócić, ale nie było potrzeby myśleć o powrocie. Trasa wiodła przez Ostrów i Kalisz. Pogoda od rana była wyśmienita, świeciło słońce, nie było wiatru, warunki idealne. Spokojnie dojechaliśmy do Ostrowa, tam dłuższa chwila na umoczenie nóg w jeziorze i chwila opalania. Potem bokami do Kalisza. Puściliśmy się przez las, gdzie momentami droga była strasznie piaszczysta, trochę nas to kosztowało wysiłku. Dorota mimo zmęczenia dawała dzielnie radę :) Dojechaliśmy do Kalisza, wykręciliśmy na chwilę nad Szałe, ale niestety tam już nie było tak ładnie jak w Ostrowie. Po za tym zbierały się ciemne chmury i trzeba było poszukać jakiegoś dachu. Bardzo szybko zaczęło mocno wiać i padać. Schroniliśmy się na małym przystanku autobusowym. W pewnej chwili waliło bardzo mocno. Gdy deszcz trochę osłabł postanowiliśmy ruszyć dalej. Deszcz kapał na nas z góry, a z dołu woda z kół :) Burza tak szybko jak się pojawiła znikła i z drugiej strony Kalisza świeciło już piękne słońce. Wjechaliśmy na stację na kawę i hot-doga. Bardzo szybko zdążyliśmy wyschnąć w ciepłym słońcu. Niestety ruszył się trochę wiatr, który przeszkadzał w jeździe. Dorota zrobiła swoje pierwsze 100km. Jestem z niej bardzo dumny, bo pokazała niesamowitą wytrzymałość i silną wolę. Jak do tej pory na raz przejechała około 40km. Cała wyprawa trwała trochę ponad 7 godzin. Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni :)


Pierwszy przystanek w Raszkowie © tomstar

Kawa na stacji w Ostrowie © tomstar

Na plaży w Ostrowie © tomstar

Focia z ręki musi być © tomstar

Moczenie nóg i batonik :) © tomstar

W lesie za Ostrowem © tomstar

Dorotka walczy z piaskiem na drodze :) © tomstar

Przerwa na kukurydzę © tomstar

Ładne tereny gdzieś za Ostrowem © tomstar

Plaża na Szałe © tomstar

Na przystanku w czasie deszczu © tomstar

Zmoczona Dorotka :) © tomstar

Na przejeździe przez śluzę na Prośnie w parku w Kaliszu © tomstar

Z drugiej strony Kalisza już piękne słońce © tomstar

Żubr w Gołuchowie © tomstar

Uzupełnianie płynów © tomstar

Dorotka i jej pierwsze 100km !! © tomstar