Info

avatar


Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mój Giant, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi.


Przejechałem już: 50800.48 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 25.75 km/h .
Więcej o mnie.

DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS

WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

POWYŻEJ 200KM|

Dystans całkowity:2787.85 km (w terenie 20.00 km; 0.72%)
Czas w ruchu:111:10
Średnia prędkość:25.08 km/h
Maksymalna prędkość:63.30 km/h
Suma podjazdów:18262 m
Suma kalorii:61002 kcal
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:214.45 km i 8h 33m
Więcej statystyk
  • DST 202.00km
  • Czas 07:16
  • VAVG 27.80km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 3483kcal
  • Podjazdy 435m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pierwsze w tym roku 200km

Czwartek, 28 lipca 2022 · dodano: 28.07.2022 | Komentarze 0

Nadszedł czas na pierwsze w tym roku 200km. Do końca tygodnia mam urlop, a pogoda na weekend nie zapowiada się zbyt dobrze, dlatego postanowiłem dziś zrobić 200km. Pogoda jest idealna, jest ciepło, słonecznie i przede wszystkim bez wiatru. Postanowiłem pojechać na Powidz. Już kiedyś robiłem tam dwusetkę, więc dobrze znam tamte drogi. Wyjeżdżam o 7 rano. Od rana jest dość chłodno, mimo że świeci słońce. Przyjemnie zrobiło się dopiero po 9. Jadę boczkami do Zagórowa. Potem kieruję się na Słupcę. Po drodze robię dwie małe pauzy. Potem kieruję się już na Giewartów i kawałek dalej na Kosewo. Tutaj robię dłuższą przerwę na plaży. Jest cudownie, cisza, spokój, zero ludzi. Piękna, czysta woda. Posiedziałem trochę na pomoście i ruszyłem do domu. Jeszcze małe kółeczko po okolicy, żeby wyszedł odpowiedni dystans. Boczkami wracam do Lądu. Tutaj zrobiłem sobie jeszcze jedną pauzę pod Dino. Zjadłem dwa lody i wypiłem zimną colę. Wracam do Zagórowa i znanymi boczkami kieruję się do domu. Wiatr zrobił mi psikusa, bo nie wiał tak, jak pokazała pogoda. Gdy wracałem, momentami miałem pod wiatr, na całe szczęście nie był taki mocny, żeby przeszkadzać. Gdy jechałem do Giewartowa, troszkę się oszczędzałem, bo nie wiedziałem na ile wystarczy mi mocy. Okazało się, że siła i chęci były. Ku zdziwieniu jechało mi się bardzo dobrze i spokojnie mogłem przyspieszyć. Wracało się super, dlatego nie robiłem dużych pauz i utrzymywałem dobre tempo. Jestem zmęczony, ale zadowolony.


Słoneczniki
Słoneczniki © tomstar
A2
A2 © tomstar

Rynek w Słupcy © tomstar
Jezioro Powidzkie
Jezioro Powidzkie © tomstar
Jezioro Powidzkie
Jezioro Powidzkie © tomstar
Nogi
Nogi © tomstar
Selfik
Selfik © tomstar
Droga
Droga © tomstar
Droga
Droga © tomstar


  • DST 209.40km
  • Czas 07:37
  • VAVG 27.49km/h
  • VMAX 42.70km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Kalorie 4168kcal
  • Podjazdy 704m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sram Rival 22

Sobota, 1 sierpnia 2020 · dodano: 01.08.2020 | Komentarze 0

Jak pisałem wcześnie rowerek dostał nowy osprzęt. Już od dawna o tym myślałem i w końcu przyszedł czas aby dokończyć przemianę. W czwartek szwagier wszystko i przełożył i dziś przyszedł czas na duże testy. Sram ma kilka innych rozwiązań niż Shimano. Przede wszystkim inaczej zmienia się biegi. Szczerze mówiąc nie wiedziałem o tym i troszkę się tej zmiany obawiałem. Ale okazało się, że nie potrzebnie. W Klamkach Sram za zmianę biegów odpowiada tylko jedna, mała dźwignia. Nazywa się to DoubleTap. Krótkie wychylenie zmiana na małe biegi, długie na większe biegi. Generalnie wszystko chodzi jak w Shimano, tylko tam robią to dwie dźwignie, a tutaj jedna. Dla kogoś kto jeździ już na szosie zmiana jest nieodczuwalna. Od razu się przestawiłem i prawdę mówiąc mógłbym na zmianę jeździć na Shimano i na Sramie i bym się nie pomylił. Według mnie Sram jest lepszy, precyzyjniejszy i szybszy. Sprężyna w tylnej przerzutce jest mocniejsza i nie pozwala trzaskać łańcuchowi o ramę. Przednia przerzutka przerzuca z małego na duży blat bez zastanowienia. W Shimano czasem zdarzało mi się, że trochę pomieliła, potrzaskała i dopiero łańcuch wszedł na zęby. Trochę musiałem przyzwyczaić się do klamek, bo mimo tego, że wyglądają podobnie, mają prawie identyczny kształt to jednak ręka leży w nich troszkę inaczej. Musiałem je podnieść w stosunku do poprzednich. Trochę się na trasie docieraliśmy, ale ostatecznie mam wszystko ustawione dobrze. Jestem bardzo zadowolony z wymiany. Sprzęt na prawdę wysokiej klasy i nie żałuję, że przeszedłem z Shimano na Sram. Zobaczymy jak sprzęt będzie się spisywać po kilkunastu jazdach.

Odnośnie wyjazdu. Poleciałem dziś sam, bo Baka wyjechał na dłuższy wyjazd. Poleciałem na Powidz, bo wiatr mamy na południe. Zrobiłem standardową trasę na Słupcę, potem bokami na Giewartów i z powrotem w stronę Konina. Zaliczyłem sobie przy okazji ostatnią gminę w okolicy, która mi została. Potem Przez Zagórów do domu. Na koniec wykręciłem jeszcze do szwagra na doregulowanie przerzutki i wróciłem do domu. Wyszedł ładny dystans.




Widoczek za Choczem
Widoczek za Choczem © tomstar
Parówa na stacji w Słupcy
Parówa na stacji w Słupcy © tomstar
Na plaży w kosewie
Na plaży w Kosewie © tomstar
Na plaży w Kosewie
Na plaży w Kosewie © tomstar
Wiatrak w
Wiatrak w Budzisławiu Kościelnym © tomstar
Na polach kukurydzy
Na polach kukurydzy © tomstar
Giant Contend SL 2 na osprzęcie Sram Rival 22
Giant Contend SL 2 na osprzęcie Sram Rival 22 © tomstar


  • DST 201.94km
  • Czas 07:32
  • VAVG 26.81km/h
  • VMAX 63.30km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Kalorie 4057kcal
  • Podjazdy 877m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dwusetka z przygodami

Sobota, 25 lipca 2020 · dodano: 25.07.2020 | Komentarze 0

Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie 200km. Nie może być sezonu żebym nie wyjechał na 200. W końcu przyszedł czas, mamy bardzo dobre warunki, nie za ciepło, nie ma wiatru, trzeba jechać. Umawiamy się z Baką na 7 rano. Mamy lecieć na Gostyń i potem kółeczkiem przez Dolsk do domu. Jedziemy na Dobrzycę i potem robimy boczki żeby dojechać do Gostynia. Pierwszą pauzę robimy w Borku. Odpoczywamy chwilę na rynku i lecimy na Potarzycę. Z Potarzycy do Gostynia. Tam robimy pauzę na stacji żeby coś zjeść. Potem objeżdżamy Gostyń, nie chcemy lecieć przez miasto, bo jest duży ruch. Teraz już wbijamy na boczne drogi żeby objechać jezioro Cichowo. Zawijaskami dojeżdżamy do Mościszek i tam niespodzianka. Skończył nam się asfalt. Dwie różne mapy wskazywały, że będzie tam droga. Co prawda jest, ale tylko utwardzona. Wysypany lekki żwirek i dobrze ubity. Postanowiliśmy przejechać. Jeździliśmy już po gorszych dziurach i wszystko było ok. Odcinek bez asfaltu miał około 2km. Przejechaliśmy. Gdy znowu wróciliśmy na asfalt zatrzymaliśmy się żeby zweryfikować trasę. I wtedy okazało się, że mam z tyłu flaka. Jednak oponka nie dała rady. Nie byłoby w tym nic strasznego gdybyśmy mieli dętkę i pompkę. Ale pechowo dziś żaden z nas nic nie zabrał. Nie ma co rozpaczać. Jest 12:20 i 10km do Śremu. Szybkie wyszukiwanie w googlach i znaleźliśmy sklep rowerowy w Śremie. Szybki telefon i Baka rusza z kopyta żeby kupić wszystko co potrzeba. Ja zostaję na przystanku i czekam. W międzyczasie ściągnąłem koło i oponę i przygotowałem wszystko do zmiany dętki. Baka zdążył, wszystko kupił i wrócił. Wymiana trwała może 10 minut. Gdy ruszyliśmy śmialiśmy się ze swojej głupoty. Jak można wyjechać na tak duży dystans bez sprzętu? Mamy nauczkę na przyszłość, aż za bardzo zaufałem swoim oponom. Już teraz nie wyjadę bez zapasowej dętki i pompki. Straciliśmy 1,5h. Ale nie jest źle mamy czas i chęci więc spokojnie jedziemy dalej. Teraz lecimy do Dolska, tam piwko na stacji i lecimy na Książ Wielkopolski. Z Książa jest świetna droga więc nadrabiamy trochę na średniej. Potem Żerków. Tam pauza na rynku i już bez przerwy do domu. Mimo wszystko wyjazd super, generalnie nic złego się nie stało i sprawnie sobie z problemem poradziliśmy. W sumie to pierwsza moja pana na szosie, pierwsza przez dwa lata. Pierwsza dwustówka w tym roku zaliczona.


Rynek w Borku
Rynek w Borku © tomstar
Ścieżka dookoła Gostynia
Ścieżka dookoła Gostynia © tomstar
Przejazd pod starym wiaduktem kolejowym za Gostyniem
Przejazd pod starym wiaduktem kolejowym za Gostyniem © tomstar
Piękny widok za Gostyniem
Piękny widok za Gostyniem © tomstar
Baka kurde skończył się asfalt. Jedziemy? Jedziemy, po gorszych dziurach jeżdziliśmy. Przejedziemy.
Baka, kurde skończył się asfalt. Jedziemy? Jedziemy, po gorszych dziurach jeździliśmy. Przejedziemy. © tomstar
...ups. No nie przejechaliśmy, a ja nie mam zapasowej dętki ;)
...ups. No nie przejechaliśmy, a ja nie mam zapasowej dętki ;) © tomstar
Na rynku w Dolsku
Na rynku w Dolsku © tomstar
Widoczek za Dolskiem
Widoczek za Dolskiem © tomstar
Rynek w Książu Wielkopolskim
Rynek w Książu Wielkopolskim © tomstar


  • DST 211.59km
  • Czas 07:55
  • VAVG 26.73km/h
  • VMAX 49.90km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Kalorie 4100kcal
  • Podjazdy 923m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Porządna dwusetka

Sobota, 20 lipca 2019 · dodano: 20.07.2019 | Komentarze 0

Zapowiada nam się piękna sobota. Cieplutko, zero wiatru i deszczu. Nie mogliśmy sobie odmówić takiego dnia na wyjazd i to wyjazd nie byle jaki, bo mierzymy w 200km. Planujemy pojechać w stronę Kobylej Góry. Trasa dowolna, mamy parę opcji, ale ostatecznie decydujemy się na drogę przez Milicz. Prowadzi Baka. Startujemy o 7 rano. Lecimy na Dobrzycę i Boczkami na Krotoszyn. Tam mała pauza na rynku, kilka fotek i lecimy dalej. Potem ładnymi terenami w stronę Milicza. Tutaj przelatujemy przez jeziora piękną groblą, na której zrobiona jest ścieżka. Tam też pstrykamy kilka fotek. Potem dalej bokami w stronę Międzyborza. Tereny są tutaj piękne niestety drogi już gorsze i czasem nie można cieszyć się z widoczków, bo trzeba uważać na dziury. Ale i tak cieszymy się okolicą. W Międzyborzu wbijamy na stację żeby zjeść parówę i napić się radlerka. Obmyślamy tez jak dalej pojedziemy. Padł pomysł na 250km, ale całe szczęście się opamiętaliśmy. Stwierdziliśmy, że dziś 200km wystarczy. I ostatecznie okazało się, że dobrze zrobiliśmy. Z Międzyborza jedziemy na Kobylą Górę, jednak omijamy ją bokiem i kierujemy się na Ostrzeszów. Tam chcemy zrobić pauzę, jednak miasto tak samo rozkopane jak Pleszew i gdzie by się nie chciało wjechać tam zamknięta droga. Jedziemy więc dalej i pauzę robimy dopiero w Mikstacie. Zrobiło się już bardzo gorąco. Tak więc na rynku znowu bezalkoholowy radlerek. Z Mikstatu są świetne drogi, ładne górki i widoki. Robimy jeszcze małe kółeczko i od strony Lewkowa lecimy na Raszków. Tam jeszcze ostatnia, mała pauza żeby doładować cukier w postaci coca coli. Teraz już prosto do domu. Wyszło ładne 210km, na dziś wystarczy. Dobrze, że nie pojechaliśmy na 250, bo pod koniec byliśmy już zmęczeni. Zrobiła nam się ładna wycieczka.

Zobacz trasę w Traseo
Pauza w Krotoszynie
Pauza w Krotoszynie © tomstar
Fontanna w Krotoszynie
Fontanna w Krotoszynie © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Widoczek na jeziorach Milickich
Widoczek na jeziorach Milickich © tomstar
Rowerki na grobli
Rowerki na grobli © tomstar
Kolejny widoczek w Miliczu
Kolejny widoczek w Miliczu © tomstar
Pauza w Międzyborzu
Pauza w Międzyborzu © tomstar
Radlerek na stacji
Radlerek na stacji © tomstar
Pauza w Mikstacie
Pauza w Mikstacie © tomstar


  • DST 204.38km
  • Czas 07:37
  • VAVG 26.83km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Kalorie 2385kcal
  • Podjazdy 587m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pierwsza dwusetka w tym roku

Sobota, 1 czerwca 2019 · dodano: 01.06.2019 | Komentarze 0

Plan na dziś - pierwsza dwusetka w tym roku, no i w sumie pierwsza dwusetka na tej szosie. Pogoda jest super, nie wieje, ciepło, mam cały dzień wolny, więc nie może być inaczej jak duży, porządny wyjazd. Umawiam się z Baką na 8 rano. Trasę planuje Baka. Mamy jechać na północ, w stronę Ślesina. Baka prowadzi, bo jak to na niego przystało jedziemy jakimiś bokami i wioskami. Ale jedzie się super i bez problemów. Jest bardzo przyjemnie. Testuje dziś nowe wkładki do butów, ponieważ nie wiadomo czemu po pięciu latach nagle zaczęły mnie uwierać i drętwieje mi stopa. Może przez to, że są już dość mocno zużyte, a może przez lekką moją ingerencję w podeszwę. Nie zmienia to faktu, że musiałem coś wymyślić, bo nie chciałem kupować nowych butów. Wkładki spisały się super, stopa nie zdrętwiała, kolano nie boli. Tak więc zakup nowych butów odkładamy, ale chyba i tak w tym sezonie będę musiał kupić nową parę, bo obecne są już mocno ściuchrane. Pogoda mówi nam, że w Ślesinie około 11 ma przejść burza. Nie boimy się, bo do Ślesina mamy wjechać o 13. Jednak burza miała inne plany i dokładnie o 13 mocno lugnęło. Zabrakło nam raptem, kilometra do stacji żeby przeczekać burzę. Jednak nie jest źle, zmokliśmy tylko lekko. Na stacji jemy parówe i pijemy kawę oraz robimy czyszczenie rowerów z błota. Deszcz przestaje padać i bardzo szybko robi się sucho. Teraz wracamy już do domu. Zrobiło się bardzo gorąco i duszno. Robimy jeszcze małą pauzę na stacji w Lądzie. Pijemy radlerka i bez przerwy lecimy do domu. Dobry, mocny wyjazd.

Ładna droga za Stawiszynem
Ładna droga za Stawiszynem © tomstar
Most na starym mieście w Koninie
Most na starym mieście w Koninie © tomstar
Warta w Koninie
Warta w Koninie © tomstar
Widoczek za Licheniem
Widoczek za Licheniem © tomstar
Baka czyści rower
Baka czyści rower © tomstar
Gdzieś w polach
Gdzieś w polach © tomstar
Trasa
Trasa © tomstar
Radler na stacji
Radler na stacji © tomstar


  • DST 205.90km
  • Czas 08:10
  • VAVG 25.21km/h
  • VMAX 48.48km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Kalorie 4282kcal
  • Podjazdy 686m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pierwsze dzwieście w tym roku

Sobota, 27 maja 2017 · dodano: 27.05.2017 | Komentarze 0

Kolejny weekendowy wyjazd. Tym razem na 200 km. Umawiam się z Baką na 5 rano. Nie ma co marnować dnia, bo pogoda ma być super, dlatego chce szybko wrócić do domu. Trzeba wydłużyć dystans, bo 100km przychodzi mi już bez problemu, więc muszę sprawdzić się na 200km. Do wyjazdu zostało dwa tygodnie, więc formę trzeba szlifować. Lecimy do Powidza. Kierujemy się na Słupcę. Od rana dość chłodno. Musimy mieć długie bluzy, a i palce dość zmarzły. W Słupcy na stacji pijemy kawę i jemy parówę. Potem lecimy na Powidz. Tam odpoczywamy chwilę na plaży. Robi się już ciepło, więc ściągamy bluzy. Lecimy dalej kółeczkiem na Przybrodzin i potem na Kleczew. W Jutrosinie robimy dłuższą pauzę. W takim słońcu nie chce się deptać. Przez Licheń przelatujemy, a pauzę robimy dopiero w Starym Koninie. Tu też chwilę odpoczywamy. Potem po uzupełnieniu zapasu wody pojechaliśmy w stronę domu. Jeszcze musimy odbić z powrotem na Gizałki i potem już do domu.
Na stacji w Słupcy
Na stacji w Słupcy © tomstar
Powidz
Powidz © tomstar
Rowerki w Powidzu
Rowerki w Powidzu © tomstar
W Jutrosinie
W Jutrosinie © tomstar
Na rynku w Koninie
Na rynku w Koninie © tomstar


  • DST 223.71km
  • Czas 09:01
  • VAVG 24.81km/h
  • VMAX 44.26km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 5854kcal
  • Podjazdy 4891m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

No to jedziemy do Leszna

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 · dodano: 15.08.2016 | Komentarze 0

Mamy dziś dzień wolny, nic do roboty, więc nie ma co marnować tak ładnego dnia i trzeba wyskoczyć na większy wyjazd. Planowałem pojechać do Uniejowa i Turku, ale pogoda zapowiada dziś mocny wiatr na wschód, więc cała drogę powrotną, czyli jakieś 120km mielibyśmy pod wiatr. Trzeba więc pojechać w drugą stronę. Nie byłem jeszcze w Lesznie. Wyznaczam trasę i okazuje się, że tutaj także można wykręcić idealne dwieście kilometrów, tak jak planowałem. Umawiam się z Baką na 6 rano. Lecimy na Jarocin, potem bokami na Dolsk. Strasznie nam się nie chce, jedziemy wolno, bo około 22 km/h, całą drogę gadamy i się wygłupiamy. Stwierdzam nawet, że jakoś dzisiaj nam nie idzie. Mamy pod wiatr, ale na całe szczęście od rana jest on słaby. W Dolsku robimy większą pauzę na plaży, analizujemy jeszcze drogę i lecimy na Leszno. Tutaj trochę przyspieszamy, wpadamy na drogę wojewódzką, więc dobry asfalt i można pośmigać na lemondkach. W Lesznie mamy na licznikach już 120 km. Z tego co wyliczyłem wyjdzie nam więcej niż 200 km. Odpoczywamy na rynku i jedziemy w stronę miasta Poniec. Leszno duże, duży ruch, ale mają tutaj bardzo dobre ścieżki. Także przebijamy się w miarę szybko przez miasto i wylatujemy na Pawłowice i Poniec. Ktoś odwalił tutaj kawał dobrej roboty, bo całą drogę mamy świetną, asfaltową ścieżkę, bardzo szeroką i równą. W dodatku prowadzącą przez las. Duży tutaj ruch rowerowy, ale ścieżka szeroka i można szybko lecieć. Teraz bokami kierujemy się na Krobię i Pępowo. Wiatr mamy w plecy, więc jedzie się o wiele lepiej. I dobrze, bo dziś raczej słaby dzień i mało mamy mocy. Nie wykrzesałbym za dużo siły gdybym miał dymać pod wiatr. Z Pępowa jedziemy na Pogorzelę, tam kiełbacha na stacji i teraz już bez przerwy do domu. Dojechaliśmy punktualnie o 18. Muszę przyznać, że jestem wydymany. Od samego rana nie miałem energii, ale mimo wszystko dobrze, że wyjechałem, bo zaliczyliśmy kilka nowych gmin.

Zobacz trasę w Traseo
Wschód słońca
Wschód słońca © tomstar
Na rynku w Dolsku
Na rynku w Dolsku © tomstar
Na pomoście w Dolsku
Na pomoście w Dolsku © tomstar
Baka analizuje mape
Baka analizuje mapę © tomstar
Jeioro w Dolsku
Jezioro w Dolsku © tomstar
Rynek w Lesznie
Rynek w Lesznie © tomstar
Na rynku w Lesznie
Na rynku w Lesznie © tomstar
Droga na Poniec
Droga na Poniec © tomstar
Na rynku w Krobi
Na rynku w Krobi © tomstar


  • DST 203.55km
  • Czas 07:44
  • VAVG 26.32km/h
  • VMAX 54.27km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 5682kcal
  • Podjazdy 1273m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podróż sentymentalna

Wtorek, 12 lipca 2016 · dodano: 12.07.2016 | Komentarze 3

Plany na wyjazd były na jutro. Chciałem wyskoczyć na 200km i spróbować wciągnąć w ten wyjazd Miłosza. Jednak analizując pogodę wyszło na to, że to dziś będzie najlepszy dzień na wyjazd. Bez wiatru, bez deszczu, lekkie chmury, temperatura na 20 stopni. Po prostu idealnie. Postanowiłem zatem wszystko przełożyć. Załatwiłem babcie do maludy i uszykowałem się na 6 rano. Niestety Miłosz nie mógł ze mną pojechać więc wybrałem się sam. Postanowiłem pojechać do Jeziorska. Dawno tam nie byłem, a i jest to nasza stara trasa, którą pokonałem trzy lata temu z Miłoszem. Było to wtedy nasze pierwsze 200 km. Także wyszła taka mała trasa wspominkowa. Wyjechałem o 6 rano i poleciałem na Kalisz. Udało mi się przez niego przebić w miarę sprawnie i pojechałem na Opatówek. Na całe szczęście zrobili tutaj dobrą ścieżkę rowerową i można już jechać bezpiecznie. Dojechałem do Opatówka, tutaj zrobiłem sobie pierwszą, małą przerwę. Potem odbiłem już na Rzymsko. Zaczęły się boczne drogi i zrobiło się spokojniej. Zrobiłem tylko jeszcze małą przerwę w Koźminku i bez zbędnych pauz doleciałem już na tamę w Jeziorsku. Zatrzymałem się na środku, na punkcie widokowym i zrobiłem sobie śniadanie. Zabrałem ze sobą w pudełku cztery naleśniki, które teraz ze smakiem wciągnąłem. Posiedziałem jeszcze chwilę i poleciałem dalej. Tym razem nie jechałem po terenie, wzdłuż plaży, bo rower nie jest na to przygotowany. Pojechałem asfaltem co jakiś czas dojeżdżając pod brzeg. Gdy objeżdżałem zalew zaczęło lekko kropić i w ciągu parunastu minut zaczęło padać dość mocno. Niestety pogoda się nam nie sprawdziła, ale mi to nie przeszkadzało i jechałem sobie tak w deszczu aż do samego miasta Warta. Tam na stacji chwilę odpocząłem, wytarłem się i zjadłem i wypiłem coś ciepłego. Dalej już prosta droga na Błaszki. Co jakiś czas jeszcze kropiło, ale był to raczej malutki kapuśniaczek niż deszcz. Za Błaszkami odbiłem z głównej drogi i już cały czas fajnymi bokami jechałem do Kalisza. Przebiłem się ponownie przez miasto i poleciałem w stronę domu. Musiałem jeszcze delikatnie wykręcić, bo zabrakłoby mi 6km do 200km, ale przy okazji wskoczyłem do pracy po paczkę. Jechało mi się rewelacyjnie i muszę przyznać, że nie jestem wcale tak mocno zmęczony. Nogi dały radę, więc jestem zadowolony. Genialna trasa.
Pierwsza pauza w Opatówku
Pierwsza pauza w Opatówku © tomstar
Mała pauza w Koźminku
Mała pauza w Koźminku © tomstar
Widok na zalew Jeziorsko
Widok na zalew Jeziorsko © tomstar
Na tamie w Jeziorsku
Na tamie w Jeziorsku © tomstar
Naleśniczki na tamie
Naleśniczki na tamie © tomstar
Widok z drugiej strony zalewu
Widok z drugiej strony zalewu © tomstar
Pochmurny zalew Jeziorsko
Pochmurny zalew Jeziorsko © tomstar
Boczna droga przed Kaliszem
Boczna droga przed Kaliszem © tomstar
Leśna droga przed Kaliszem
Leśna droga przed Kaliszem © tomstar


  • DST 247.27km
  • Czas 10:47
  • VAVG 22.93km/h
  • VMAX 52.56km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Kalorie 6102kcal
  • Podjazdy 1781m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Liberec - dzień 3

Piątek, 6 maja 2016 · dodano: 07.05.2016 | Komentarze 4

Nadszedł czas na powrót. Wstajemy o 5 rano. Ubieramy się i robimy sobie śniadanie. Jak zwykle jajecznica z kiełbasą i kawa. Zawieszamy na rowerach sakwy i szykujemy się do drogi. Od rana bardzo zimno. Mimo, że ma być dzisiaj ponad 20 stopni, to rano w górach bardzo chłodno i mgliście. Zakładamy czapki, rękawice i wiatrówki. Przebijamy się przez poranne miasto i lecimy na trasę w stronę Jawora. Jedzie się źle, bo straszny ruch i dużo tirów. Bardzo szybko się rozbieramy, bo na podjazdach szybko się rozgrzewamy. Na całe szczęście najgorsze podjazdy mamy na początku. Trzeba dojechać do Jawora, a potem będzie już dobrze. Jedziemy trasą do Bolkowa, zatrzymujemy się żeby zrobić zapasy na drogę i odbijamy na Jawor. Bardzo dobrze, bo ruch był za duży. Teraz się uspokaja i lecimy już bez przeszkód. Pogoda jest genialna, robi się coraz cieplej i przede wszystkim bez wiatru. Rafał walczy ze swoimi kolanami, nafaszerował się przeciwbólami, maściami i założył ściągacze, ale kolanka dają mu się we znaki. W Jaworze zastanawiamy się czy nie pojechać inną trasa przez Legnicę i Rawicz, bo mapa pokazuje o 30km mniej, ale nie chcemy ryzykować, bo cała droga trasą krajową i musielibyśmy przebijać się przez dwa duże miasta w sam środek dnia. Jedziemy więc tak samo jak w poprzednią stronę. Zmieniamy tylko odrobinę trasę w jednym miejscu żeby ominąć straszne dziury i kostkę. Potem już dalej na Wołów. Zatrzymujemy się znowu w Lubiążu na pauzę. Niestety kolana Rafała nie chcą współpracować i coraz bardziej bolą. Przejeżdżamy jeszcze kilka kilometrów i na jednym z podjazdów wysiadają już na amen. Rafał stwierdza, że dalsza jazda nie ma sensu, bo nabawi się jeszcze poważnej kontuzji i będzie źle. Nie chce nas także spowalniać i każe nam jechać dalej. Ma zaklepany transport, więc ktoś po niego przyjedzie, ale mimo wszystko ciężko zostawiać przyjaciela na trasie. Chwilę się naradzamy i z bólem serca podejmujemy kolejną męską decyzję. Jedziemy we trójkę dalej, a Rafał spokojnie spacerkiem dojdzie sobie do Wołowa. Transport już po niego jedzie. Mnie kolano także boli jednak nie na tyle mocno żeby przeszkadzało w jeździe, a ból się nie pogłębia, więc jest dobrze. Dojeżdżamy do Wołowa. Standardowa kiełbasa i kawa na stacji oraz zapas energetyków. Wyznaczamy sobie inną drogę do domu. Nie pojedziemy na Milicz, tylko kilka kilometrów przed nim odbijemy na Jutrosin, a do domu wrócimy przez Koźmin. Teraz lecimy już bez przygód, pogoda jest super, nastroje dopisują. Jedziemy na Żmigród, potem w stronę Milicza i odbijamy na wspomniany Jutrosin. Cały czas jesteśmy w kontakcie telefonicznym z Rafałem, który mija nas samochodem na kilka kilometrów przez Sułowem. Wiemy, że bezpiecznie jedzie już do domu. Zmęczenie daje się we znaki, kilometry robią swoje, krótkie noce i zmęczone mięśnie, ale jedziemy. Każdy myśli już o domu. Planujemy być na 22 w Pleszewie. Robimy kolejne pauzy w Jutrosinie, potem chwile przed Koźminem, w Koźminie na kawie i w Dobrzycy. Gdy zaszło słońce zrobiło się chłodno, więc ubieramy się w wiatrówki i zapalamy lampki. Do domu coraz bliżej. Gdy dojeżdżamy do Pleszewa robimy jeszcze pamiątkowa fotkę przy tablicy i każdy leci już do domu. Przy szpitalu żegnamy się z Miłoszem, a na Sienkiewicza z Adamem. O 22:10 jestem w domu. Jestem wykończony, a kolano boli. Chociaż jestem pod wrażeniem ile te nasze nogi wytrzymały na tym wyjeździe. Łącznie zrobiłem 650km przez 3 dni. W tym ponad 7000 metrów podjazdów. Ale najważniejsze, że się udało. O własnych siłach dojechaliśmy w góry, pokonaliśmy je i wróciliśmy pedałując do domu. Wielkie gratulacje dla chłopaków i szacunek za podjęcie wyzwania, bez Was na pewno bym tego nie zrobił. Jesteście wielcy!
Wschód słońca na Jelenią
Wschód słońca na Jelenią © tomstar
 Wschód słońca nad Jelenią Górą
Wschód słońca nad Jelenią Górą © tomstar
Rowery gotowe do drogi
Rowery gotowe do drogi © tomstar
Rowery w świetle wschodzącego słońca
Rowery w świetle wschodzącego słońca © tomstar
Gotowi do powrotu
Gotowi do powrotu © tomstar
Po pierwszym podjeździe, widok na Jelenią
Po pierwszym podjeździe, widok na Jelenią © tomstar
Żegnamy się z Jelenią Górą
Żegnamy się z Jelenią Górą © tomstar
Trasa na Jawor, chłopaki w pędzie
Trasa na Jawor, chłopaki w pędzie © tomstar
Widok w stronę Lubiąża
Widok w stronę Lubiąża © tomstar
Na widoczku
Na widoczku © tomstar
Opactwo cystersów
Opactwo cystersów © tomstar
Przed opactwem w Lubiążu
Przed opactwem w Lubiążu © tomstar
Widoczek za Wołowem
Widoczek za Wołowem © tomstar
Chłopaki
Chłopaki © tomstar
Na pauzie na Żmigrodem
Na pauzie na Żmigrodem © tomstar
Na pauzie
Na pauzie © tomstar
Przed Jutrosinem
Przed Jutrosinem © tomstar
Za Jutrosinem
Za Jutrosinem © tomstar
Selfik musi być
Selfik musi być © tomstar
Zachód słońca przed Koźminem
Zachód słońca przed Koźminem © tomstar
Miłosz w jeździe
Miłosz w jeździe © tomstar
I wszyscy razem
I wszyscy razem © tomstar
Jesteśmy w domu
Jesteśmy w domu © tomstar


  • DST 268.08km
  • Czas 12:02
  • VAVG 22.28km/h
  • VMAX 56.49km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 5534kcal
  • Podjazdy 2464m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Liberec - dzień 1

Środa, 4 maja 2016 · dodano: 07.05.2016 | Komentarze 0

Na dużą wyprawę rowerem za granicę szykowałem się od dawna. Były różne plany. Myślałem o Berlinie lub ewentualnie o Czechach. Już w zeszłym roku przymierzałem się do takiego dystansu, ale niestety jakoś nie wypaliło. Na całe szczęście w tym roku już nic nie stało na przeszkodzie. W dodatku na wyjazd chętni byli także Adam, Miłosz i Rafał. Plan był na trzy dni. Mieliśmy dojechać do Jeleniej Góry, drugiego dnia pojechać do Liberca i wrócić, a trzeciego dnia wrócić do domu. Załatwiłem nocleg w Jeleniej Górze i wszystko zaklepałem. Kupiliśmy sobie sakwy i wszystko co potrzebne na wyjazd. Nie pozostało nam nic innego jak pojechać. Cały długi weekend było bardzo ładnie i niestety na dzień wyjazdu pogoda miała się popsuć, a my mieliśmy jechać w deszczu. Ale oczywiście nie odpuszczamy. Spotykamy się we środę na rynku o godzinie 5. Przyjeżdża jeszcze Gajor i Mareczek żeby nas pożegnać. Jeszcze nie pada, ale niebo zasłane ciemnymi chmurami. Robimy sobie zdjęcia, żegnamy się z chłopakami i jedziemy. Od razu zaczyna kropić. Na całe szczęście wszystkie rzeczy w sakwach popakowane w torby, a same sakwy zasłonięte jeszcze przeciwdeszczówką. Jak zaczęło padać tak już nie przestało. Jedziemy powoli w stronę Krotoszyna. Tam od razu zatrzymujemy się na ciepłą kawę i hotdoga. Niestety w deszczu jedzie się bardzo źle, jesteśmy wyziębieni i nie mamy tyle mocy. Z Krotoszyna prowadzi nas Baka. Wyjeżdżamy bocznymi drogami w stronę stawów milickich, tak aby ominąć centrum miasta. Mamy tutaj bardzo ładne widoczki, choć na pewno byłyby ładniejsze gdyby świeciło słońce. Tutaj także robimy mała pauzę i jedziemy dalej, bocznymi drogami w stronę Wołowa. Oczywiście cały czas pada. Buty mam mokrutkie, a nogi zmarznięte. Na całe szczęście mamy dobre drogi i one trochę pomagają. Zdarzają się chwilę, że się odrobinę przejaśnia i gdy już cieszymy się, że nie będzie padać za chwilę zaczyna znowu. Spokojnym tempem dojeżdżamy do Wołowa. Tutaj mamy przejechane już jakieś 140km. Na stacji znowu odpoczywamy, jemy kiełbasę i pijemy kawę. Połowa drogi za nami. Teraz z każdym kilometrem będziemy mieli bliżej. Jedziemy przez Lubiąż gdzie jest bardzo ładnie położone opactwo cystersów. Tam też się na chwilę zatrzymujemy. Od pewnego czasu Rafał walczy także z kontuzją kolana, która zaczęła mu się odnawiać. Zapobiegawczo ma ściągacze i stara się oszczędzać nogi. Docieramy teraz do małych miejscowości przez które musimy przejechać aby ominąć trasę. Niestety drogi tutaj są fatalne, same dziury w wielu przypadkach kostka brukowa. Miasteczka straszne, brudne, puste i smutne. Jakoś się przez to wszystko przebijamy, przejeżdżamy nad A4 i jedziemy na Jawor. W Jaworze odpoczynek na stacji. Tutaj troszkę się dobijamy, bo wychodzi, że do Jeleniej mamy jeszcze ponad 60km. Gdy analizowaliśmy drogę na całości wychodziło nam około 250km, teraz wychodzi 270km. Nie wiemy czy to przez te boczne drogi i zakamarki, którymi jechaliśmy. W normalny dzień 60km to raczej malutki dystans, ale mając w nogach już 200 km i ciągły deszcz ta odległość wydaje się wiecznością. Na dodatek zaczynają się już góry. Przed nami mordercze podjazdy, których jest tutaj bardzo dużo. Wjeżdżamy bardzo powoli, mamy przecież na rowerach dodatkowe 40 kilogramów w sakwach. Plusem są tylko długie zjazdy, na których można odpocząć. O godzinie 20 mijamy tablicę Jelenie Góra, jednak do samego hotelu jeszcze daleko. Jedziemy przez miasto, dookoła robi się już ciemno. Znaleźliśmy jeszcze sklep, w którym kupiliśmy wszystko potrzebne na śniadanie. Do hotelu dokulaliśmy się o godzinie 21:45, cali mokrzy, zmarznięci i potwornie zmęczeni. Niestety państwo gospodarze strasznie niemili, ponieważ przyjechaliśmy później niż zapowiadaliśmy i bardzo późno musieli robić dla nas zamówioną kolację o czy nie zapomnieli powiedzieć i zwrócić nam nieładnie uwagę. No cóż... Zanim jeszcze poszliśmy na kolację wykapaliśmy się. Jak miło było założyć czyste i suche rzeczy. Chwilę jeszcze posiedzieliśmy i o 24 poszliśmy spać, bo jutro atak na Liberec.
Na starcie na rynku w Pleszewie
Na starcie na rynku w Pleszewie © tomstar
Na stacji w Krotoszynie
Na stacji w Krotoszynie © tomstar
Przerwa na stawach milickich
Przerwa na stawach milickich © tomstar
Widok na stawy
Widok na stawy © tomstar
Przerwa na pierwszych 100km
Przerwa na pierwszych 100km © tomstar
Posiłek na pauzie
Posiłek na pauzie © tomstar
Na stacji w Wołowie
Na stacji w Wołowie © tomstar
Opactwo cystersów w Lubiążu
Opactwo cystersów w Lubiążu © tomstar
Widok na opactwo
Widok na opactwo © tomstar
Ruiny fabryki w Malczycach
Ruiny fabryki w Malczycach © tomstar
W ponurych Malczycach
W ponurych Malczycach © tomstar
Widok na A4
Widok na A4 © tomstar
Pauza nad A4
Pauza nad A4 © tomstar
Zaczynają się góry
Zaczynają się góry © tomstar
Pauza za Jaworem
Pauza za Jaworem © tomstar
Jeden z pierwszych trudnych podjazdów
Jeden z pierwszych trudnych podjazdów © tomstar
Na hotelu po kolacji
Na hotelu po kolacji © tomstar