Info

avatar


Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mój Giant, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi.


Przejechałem już: 50800.48 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 25.75 km/h .
Więcej o mnie.

DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS

WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2016

Dystans całkowity:73.14 km (w terenie 65.00 km; 88.87%)
Czas w ruchu:05:06
Średnia prędkość:14.34 km/h
Maksymalna prędkość:40.02 km/h
Suma podjazdów:1751 m
Suma kalorii:5664 kcal
Liczba aktywności:1
Średnio na aktywność:73.14 km i 5h 06m
Więcej statystyk
  • DST 73.14km
  • Teren 65.00km
  • Czas 05:06
  • VAVG 14.34km/h
  • VMAX 40.02km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 5664kcal
  • Podjazdy 1751m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Orient Niegowa - Jura Krakowsko - Częstochowska

Sobota, 8 października 2016 · dodano: 09.10.2016 | Komentarze 4

Ostatni w tym roku Bike Orient zawędrował do Jury Krakowsko - Częstochowskiej, a dokładnie do miejscowości Niegowa. Niestety w tym sezonie udało nam się wystartować tylko raz. Także ostatnich zawodów nie mogliśmy sobie odpuścić. Pojechaliśmy tylko we dwóch. Ekipa nam się jakoś wykruszyła, ale delegacja pojechała, tym bardziej, że mieliśmy zaległe nagrody do zawiezienia. Rowerki uszykowaliśmy już w piątek i auto czekało gotowe na podwórku. Umówiliśmy się na czwartą rano, dlatego musiałem wstać już o trzeciej. Wypiłem kawę, zjadłem coś i pojechałem po Miłosza. U niego małe pakowanie i ruszyliśmy w trasę.

 4 rano przed wyjazdem
4 rano przed wyjazdem © tomstar
Było zimno i mokro i cały czas padał deszcz. Praktycznie przez całą drogę. Pogoda nie była raczej ciekawa i nie zapowiadało się, że może się wypogodzić. Pojechaliśmy na Częstochowę, a na miejscu byliśmy już o 7:30. Dobrze, bo musieliśmy zanieść nagrody i rozwiesić baner Domeru. Pierwsze co zrobiliśmy to napiliśmy się gorącej kawy i zjedliśmy śniadanie. Uczestnicy zaczęli się dopiero zjeżdżać. Odebraliśmy pakiety startowe i zaczęliśmy szykować rowery. Cały czas w deszczu.
Na miejscu, szykujemy się
Na miejscu, szykujemy się © tomstar
Rowerek już gotowy
Rowerek już gotowy © tomstar
W międzyczasie przyjechał nasz znajomy z trasy Przemek. Przywitaliśmy się i chwilę porozmawialiśmy. Przed startem miałem dylemat czy jechać swoim rowerem czy pożyczyć od Wojtka. W końcu postanowiłem pojechać swoim mimo, że mam sztywny widelec i muszę zmienić opony. Rowerek i tak pójdzie na duży przegląd, a felgi i szprychy wymagają wymiany, więc mogę spokojnie trochę go dzisiaj pokatować. Czekamy na start. Poszliśmy pod duży namiot gdzie miała odbyć się odprawa i rozdawanie map.
Rozdawanie map
Rozdawanie map © tomstar
Przygotowaliśmy się do startu, wysłuchaliśmy wszystkich informacji i zabraliśmy mapy. Stanęliśmy sobie z boku w małym namiocie i zaczęliśmy analizować mapy. Mieliśmy mały dylemat jak pojechać, bo punkty były bardzo specyficznie rozmieszczone i trasa nie wydawała się wcale oczywista. Można było wyznaczyć wiele opcji przejazdu i trafić w trasę optymalną było trudno. Chwilę nam zajęło wyznaczyć trasę. Ale w końcu postanowiliśmy zacząć zbierać punkty na południe od Niegowa, a potem pojechać na zachód i złapać punkty rozmieszczone nad miastem startu. Wyznaczając trasę staraliśmy się omijać punkty umieszczone w lasach, bo nawigacja po licznych i krętych ścieżkach nie idzie nam za dobrze. Nie było to łatwe, bo dużo punktów rozmieszczonych było właśnie w lesie. Lecimy na punkt oznaczony jako numer 6, niestety w środku lasu. Odbijamy z duktu i szukamy. Na cale szczęście spotkaliśmy jeszcze kilku innych zawodników i wspólnymi siłami znaleźliśmy punkt.
Pierwszy punkt 6 - Koniec ścieżki
Pierwszy punkt 6 - Koniec ścieżki © tomstar
Odbijamy karty i jedziemy dalej. Teraz kierujemy się na punkt oznaczony jako numer 9 Róg lasu. Trzeba przyznać, że teren trudny i bardzo dużo górek. A jak dodamy jeszcze, że większość trasy przez lasy otrzymamy przepis na duże zmęczenie. W lasach jest bardzo mokro i dużo błota, ścieżki są śliskie. A podjazdy i zjazdy stają się przez to niebezpieczne. Na trasie nie spotykamy teraz za dużo uczestników. Dojeżdżamy na miejsce i szukamy punktu. Dojechał do nas jeszcze jeden rowerzysta i szukamy razem. Troszkę błądzimy, ale słyszymy na górce głosy, w kierunku których się udaliśmy. To tam jest punkt.
Podczas szukania drugiego punktu
Podczas szukania drugiego punktu © tomstar
Drugi punkt 9 - Róg lasu
Drugi punkt 9 - Róg lasu © tomstar
Wracamy do rowerów. Spotykamy jeszcze ekipę, która także właśnie przyjechała i nawzajem sobie pomagamy. My im pokazujemy gdzie mają szukać, a oni doradzili nam żebyśmy nie jechali drogą, którą oni właśnie przybyli. Jest tam straszne błoto i ciężko się przebić. Postanawiamy więc trochę dołożyć drogi i pojechać w przeciwną stronę, ale za to ubitą, dobrą drogą. Wybór był bardzo dobry. Ponieważ gdy wyjechaliśmy na asfalt okazało się, że mamy kilkukilometrowy zjazd w kierunku miejscowości Zdów. Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę żeby zjeść batony i lecimy. Pięknie i bardzo szybko lecimy na dół. Po drodze mijamy kilku rowerzystów, którzy mozolnie wspinają się pod górę. Do trzeciego w naszej kolejności punkty dojeżdżamy bardzo szybko i łatwo. Dobrze, bo zdobycie dwóch pierwszych zajęło nam półtora godziny. Tu także spotykamy innych rowerzystów. Razem podejmujemy punkt i jedziemy dalej.
Trzeci punkt 5 - Skraj Młodnika
Trzeci punkt 5 - Skraj Młodnika © tomstar
Cofamy się na czerwony szlak, który ma nas zaprowadzić prosto i szybko do kolejnego punktu. Piękną asfaltową drogą dojeżdżamy pod ruiny zamku. Wspinamy się na górę i łapiemy punkt. Robimy tutaj trochę zdjęć, bo widok przedni i chwilę odpoczywamy. Wokoło pełno skał wystających z lasów. Po drodze mijaliśmy także inny zamek. Bardzo tutaj pięknie.
Czwarty punkt 12 - Podstawa skały
Czwarty punkt 12 - Podstawa skały © tomstar
Zamek przy punkcie
Zamek przy punkcie © tomstar
I teraz mamy dylemat, bo kolejny punkt umieszczony jest znowu w środku lasu. Dodatkowo prowadzi do niego wiele krętych ścieżek. Znając nasze szczęście na pewno pobłądzimy i stracimy dużo czasu żeby go znaleźć. Szukamy innego rozwiązania. Liczymy punkty i próbujemy wymyślić jaki inny punkt możemy dodać, żeby mieć wymagane jedenaście. Niestety nic nie wymyśliliśmy, każda zmiana doda nam wielu kilometrów, a ten punkt mamy praktycznie pod nosem. Trudno, próbujemy, najwyżej trochę się zakręcimy. Postanawiamy po raz kolejny dodać trochę kilometrów, ale jechać asfaltem i od jak najbardziej dogodnej strony wbić się w las. Jednak po drodze postanawiamy zaryzykować i załapać jedną ze ścieżek, która w teorii powinna doprowadzić nas prosto na punkt. Oczywiście trochę źle skręciliśmy i odbiliśmy około kilometra w bok. Jednak bardzo szybko orientujemy się w terenie i zawróciliśmy w dobrym miejscu. Punkt znaleźliśmy w miarę szybko, wbrew temu czego się obawialiśmy. Poszło nam bardzo łatwo.
Piąty punkt 3 - Koniec ścieżki
Piąty punkt 3 - Koniec ścieżki © tomstar
Wyjeżdżając z lasu spotkaliśmy małżeństwo, które przyjechało na grzyby. Pokazali nam gdzie pojechać, aby najszybciej dostać się do Żarek gdzie mieścił się bufet. Dojeżdżamy do asfaltowej ścieżki, która wiedzie przez środek lasu. Muszę przyznać, że infrastruktura rowerowa w tej okolicy jest świetna. Wszędzie pełno asfaltowych ścieżek, wszystko pięknie oznaczone. Dzięki tym ścieżkom można szybko i łatwo przemieszczać się pomiędzy ważniejszymi punktami Jury. Lecimy szybko do Żarek. Tam znajdujemy punkt kontrolny, na którym jest bufet. Byłem tak głodny, że zjadłem chyba wszystko co tam mieli. Batony, placki, banany i ciepłą herbatę. Troszkę tutaj odpoczęliśmy i pojechaliśmy dalej.
Szósty punkt 1 - Bufet
Szósty punkt 1 - Bufet © tomstar
Teraz kierujemy się na punkt oznaczony jako 18 - Dół. Jest on także w lesie, ale dojeżdżamy łatwo trzymając się czerwonego szlaku. Jednak znalezienie samego punktu już nie poszło tak łatwo. Brak dobrego wymierzenia dystansu spowodował, że trzy razy odbijaliśmy w las żeby znaleźć oznaczony rów. W końcu się udaje i wracamy na ścieżkę, którą jedziemy dalej w kierunku jaskiń.
Siódmy punkt 18 - Dół
Siódmy punkt 18 - Dół © tomstar
Tutaj jest już bardzo łatwo, bo do kolejnych dwóch punktów prowadzą szlaki rowerowe. Oczywiście wszystko pięknie wyasfaltowane. Idzie nam dobrze i niestety wykrakałem, że wybraliśmy świetną trasę, bo mamy dużo drogi z górki i łatwo się jedzie. Dojechaliśmy do jaskini, do której prowadzi mała ścieżka. Jest tutaj krzyż, ławeczki, miejsce na ognisko i parking. Widać, że miejsce często odwiedzane. Przy okazji czekał na nas tutaj fotograf, więc będziemy mieli fajne zdjęcia z podejmowania tego punktu. Podbijamy karty i lecimy dalej.
Ósmy punkt 4 - Jaskinia Ostrężnicka
Ósmy punkt 4 - Jaskinia Ostrężnicka © tomstar
Jaskinia Ostrężnicka
Jaskinia Ostrężnicka © tomstar
No i się zaczęło. Mimo, że do kolejnej jaskini prowadzi nas asfaltowa ścieżka zaczynają się strome podjazdy. Podjeżdżamy na największych przerzutkach żeby w końcu się poddać i podprowadzać rowery na nogach. Całe szczęście, że po takim podjeździe zawsze był jakiś zjazd. No ale zawsze potem czekała kolejna górka. Stwierdzamy z Miłoszem, że jesteśmy już zmęczeni. Pogoda, zimno i deszcz dawał się we znaki. Górki zrobiły swoje i mimo, że nogi tak nie bolą to odczuwamy ogólny brak energii. Do kolejnej jaskini prowadzi szlak czarny. Skończył się asfalt i zaczęła się śliska trawa i błoto, oczywiście wszystko na podjazdach. Tutaj też często prowadzimy rowery. U podnóża góry spotykamy Przemka z ekipą, który doradza nam zostawić rowery i iść na górę na nogach. I dobrze, bo do samego punktu prowadzi kręta, śliska ścieżka. Wspinamy się wysoko, znajdujemy punkt i wracamy do rowerów.
Dzięwiąty punkt 2 - Jaskinia
Dziewiąty punkt 2 - Jaskinia © tomstar
Flaga była dość dobrze schowana, bo trzeba było wejść do środka jaskini i w dodatku poszukać odpowiedniej jamy gdzie flaga wisiała. Teraz analiza którędy jechać na dwa ostatnie punkty. Widząc jakie są tu górki postanowiliśmy tak wyznaczyć trasę żeby jechać jak najwięcej asfaltem. Strome podjazdy na pewno lepiej pokonuje się na drogach niż na błocie w lesie. Dobrze zrobiliśmy, bo nawet na asfalcie trzeba było prowadzić rowery. Na pewno w lesie byśmy tak łatwo nie przebyli potrzebnego dystansu. Dwa ostatnie punkty zdobywamy w miarę łatwo. Nie musieliśmy ich za mocno szukać. Wyzwaniem było tylko dostanie się do nich i pokonanie górek.
Dziesiąty punkt 11 - Jabłoń
Dziesiąty punkt 11 - Jabłoń © tomstar
Jedenasty punkt 10 - Jar
Jedenasty punkt 10 - Jar © tomstar
Z ulgą znajdujemy ostatni, jedenasty punkt. Mamy komplet na trasę Mega, ale czas mamy ponad siedem godzin. Trzeba przyznać, że trasa ciężka i warunki zrobiły swoje. Widać to nawet po wynikach najlepszych zawodników, którzy na przejechanie trasy Mega potrzebowali coś ponad cztery godziny. A trasę Giga z kompletem punktów ukończył tylko jeden zawodnik. Robimy sobie zdjęcia, nawzajem sobie gratulujemy i wracamy do domu.
Mamy komplet
Mamy komplet © tomstar
Niestety teraz popełniamy ostatni błąd. Nie chcąc wracać lasem pod górkę i kierować się w stronę asfaltu postanowiliśmy pojechać ścieżką dalej i wyjechać praktycznie przy samej Niegowej. Wracając dołożylibyśmy jeszcze spokojnie około 10 km. Jednak droga do domu była bardzo trudna. Same błotniste pola i górki. Praktycznie cały czas prowadzimy rowery, a przerzutki są tak zalepione błotem, że ich nawet nie widać. Gdy udało nam się wyjechać na asfalt nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. Dodatkowo Miłosza złapał taki skurcz, że musiał się położyć, a ja naciągałem mu nogi. Podeszliśmy pod ostatnią górkę, zorientowaliśmy się w terenie i skierowaliśmy do bazy. Na całe szczęście mamy piękny asfalt z górki prosto do mety. Lecimy już spokojnie na koniec, ciesząc się, że wracamy i w duchu przyznając, że był to bardzo trudny orient. Na metę wpadamy z czasem 7 godzin i 20 minut. Od razu idziemy do kuchni polowej po gorącą grochówkę. Dopiero po zjedzeniu ciepłego posiłku zabieramy się za czyszczenie rowerów i przebieranie się w suche ciuchy.
Rowerki na mecie
Rowerki na mecie © tomstar
Rowerki wyglądały jak na zdjęciu powyżej. Na szczęście była woda żeby je umyć. Doprowadzamy się do stanu używalności i idziemy na kiełbasę z ogniska. Smażymy sobie po dwie, zabieramy chleb i herbatę. Teraz możemy odpocząć i czekać za wynikami. Jeszcze wielu rowerzystów jest na trasie, a zwycięzcy trasy Giga dopiero wjeżdżają na metę ledwo łapiąc się w limicie czasu.
Ognisko z kiełbasami
Ognisko z kiełbasami © tomstar
Mimo tego, że zdobycie wszystkich punktów zajęło nam tak dużo czasu zajmujemy 38 miejsce na 128 zawodników. Jesteśmy zadowoleni, bo komplet zebrało zaledwie 48 rowerzystów. Reszta ma dziewięć, osiem i mniej punktów kontrolnych. Na trasie Giga rywalizowało natomiast tylko 20 rowerzystów. Także wynik bardzo dobry. Na podsumowanie muszę napisać, że ten Orient był najtrudniejszy na jakim byłem. Mimo tego, że już ostatnio jeździliśmy po górach, to dziś było o wiele trudniej. Pogoda dołożyła swoje pięć groszy, a teren nie pomagał. Błoto na trasie, trudne podjazdy i bardzo sprytnie rozstawione punkty wystawiły nas na trudny egzamin. Jesteśmy dumni, że mamy komplet i kończymy trasę bez awarii i z dobrym humorem. Zakończenie sezonu na prawdę z grubej rury.
Scena i banerki
Scena i banerki © tomstar
Czekamy jeszcze na oficjalne zakończenie i rozdanie nagród, które wraz z firmą Domer ufundowaliśmy. O 19 wyruszamy do domu, a o 23 jesteśmy na miejscu. Zrobiliśmy 73 kilometry, prawie o 20 więcej niż przewidywała trasa optymalna. Zrobiliśmy też dwa inne punkty niż na optymalnej, ale w sumie poszło nam całkiem dobrze. Dzięki Miłosz, że razem pojechaliśmy, było super.