-
|50-100KM|
BIKEORIENT|
CZASÓWKA|
DO 50KM|
GDAŃSK 2014|
GEOCACHING|
GÓRA KAMIEŃSK|
GÓRY|
LIBEREC 2016|
NOCNE WYPADY|
POWYŻEJ 100KM|
POWYŻEJ 200KM|
POWYŻEJ 300KM|
POWYŻEJ 400KM|
POWYŻEJ 500KM|
SAMOTNIE|
WYPRAWY|
Z BAKĄ|
Z MIKOŁAJEM|
Z MIŁOSZEM|
Z ŻONĄ|
ZAWODY|
Info
Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mója szosa, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi lub z żoną.
Przejechałem już: 77073.33 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 26.58 km/h .
Więcej o mnie.
DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS
WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR
Moje rowery
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec18 - 2
- 2026, Czerwiec12 - 1
- 2026, Maj13 - 0
- 2026, Kwiecień8 - 0
- 2026, Marzec8 - 0
- 2026, Luty1 - 0
- 2025, Listopad2 - 0
- 2025, Październik1 - 0
- 2025, Wrzesień11 - 0
- 2025, Sierpień18 - 0
- 2025, Lipiec19 - 2
- 2025, Czerwiec17 - 0
- 2025, Maj12 - 0
- 2025, Kwiecień17 - 0
- 2025, Marzec6 - 0
- 2025, Styczeń1 - 0
- 2024, Wrzesień4 - 0
- 2024, Sierpień10 - 0
- 2024, Lipiec11 - 0
- 2024, Czerwiec14 - 0
- 2024, Maj11 - 1
- 2024, Kwiecień3 - 2
- 2024, Marzec4 - 0
- 2024, Luty1 - 0
- 2024, Styczeń1 - 0
- 2023, Grudzień1 - 0
- 2023, Listopad1 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień6 - 0
- 2023, Sierpień14 - 0
- 2023, Lipiec21 - 4
- 2023, Czerwiec13 - 0
- 2023, Maj13 - 0
- 2023, Kwiecień11 - 0
- 2023, Marzec5 - 0
- 2023, Luty2 - 0
- 2023, Styczeń3 - 0
- 2022, Październik4 - 0
- 2022, Wrzesień4 - 0
- 2022, Sierpień13 - 0
- 2022, Lipiec9 - 0
- 2022, Czerwiec12 - 3
- 2022, Maj10 - 4
- 2022, Kwiecień8 - 0
- 2022, Marzec3 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień6 - 0
- 2021, Sierpień7 - 0
- 2021, Lipiec17 - 1
- 2021, Czerwiec15 - 0
- 2021, Maj11 - 2
- 2021, Kwiecień3 - 2
- 2021, Marzec5 - 1
- 2021, Luty2 - 0
- 2020, Listopad3 - 0
- 2020, Październik2 - 0
- 2020, Wrzesień8 - 0
- 2020, Sierpień13 - 5
- 2020, Lipiec15 - 0
- 2020, Czerwiec14 - 0
- 2020, Maj15 - 0
- 2020, Kwiecień13 - 19
- 2020, Marzec7 - 6
- 2020, Luty4 - 0
- 2019, Październik2 - 0
- 2019, Wrzesień9 - 0
- 2019, Sierpień15 - 0
- 2019, Lipiec16 - 3
- 2019, Czerwiec11 - 10
- 2019, Maj11 - 4
- 2019, Kwiecień5 - 3
- 2019, Marzec7 - 13
- 2019, Luty1 - 0
- 2018, Listopad1 - 1
- 2018, Październik6 - 0
- 2018, Wrzesień10 - 10
- 2018, Sierpień7 - 0
- 2018, Lipiec7 - 2
- 2018, Czerwiec4 - 0
- 2018, Maj7 - 5
- 2018, Kwiecień5 - 0
- 2017, Grudzień1 - 0
- 2017, Wrzesień1 - 0
- 2017, Sierpień3 - 0
- 2017, Lipiec6 - 0
- 2017, Czerwiec4 - 10
- 2017, Maj8 - 0
- 2017, Kwiecień2 - 0
- 2017, Marzec2 - 0
- 2017, Styczeń1 - 0
- 2016, Październik1 - 4
- 2016, Wrzesień1 - 0
- 2016, Sierpień7 - 0
- 2016, Lipiec14 - 31
- 2016, Czerwiec5 - 4
- 2016, Maj5 - 6
- 2016, Kwiecień9 - 11
- 2016, Marzec6 - 6
- 2016, Luty3 - 2
- 2016, Styczeń1 - 2
- 2015, Grudzień1 - 0
- 2015, Listopad1 - 2
- 2015, Październik6 - 11
- 2015, Wrzesień7 - 0
- 2015, Sierpień14 - 18
- 2015, Lipiec11 - 3
- 2015, Czerwiec9 - 11
- 2015, Maj11 - 6
- 2015, Kwiecień4 - 0
- 2015, Marzec8 - 0
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń3 - 3
- 2014, Grudzień3 - 0
- 2014, Listopad7 - 3
- 2014, Październik7 - 2
- 2014, Wrzesień7 - 1
- 2014, Sierpień15 - 11
- 2014, Lipiec17 - 5
- 2014, Czerwiec16 - 8
- 2014, Maj9 - 5
- 2014, Kwiecień3 - 0
- 2014, Marzec1 - 0
- 2014, Luty2 - 0
- 2014, Styczeń1 - 0
- 2013, Listopad9 - 7
- 2013, Październik9 - 9
- 2013, Wrzesień12 - 11
- 2013, Sierpień17 - 34
- 2013, Lipiec19 - 23
- 2013, Czerwiec16 - 35
Wpisy archiwalne w kategorii
GÓRY|
| Dystans całkowity: | 2928.89 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 139:23 |
| Średnia prędkość: | 21.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 68.80 km/h |
| Suma podjazdów: | 50156 m |
| Suma kalorii: | 58738 kcal |
| Liczba aktywności: | 33 |
| Średnio na aktywność: | 88.75 km i 4h 13m |
| Więcej statystyk | |
- DST 62.86km
- Czas 03:25
- VAVG 18.40km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 32.0°C
- Kalorie 1246kcal
- Podjazdy 887m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Włoskie Alpy i Garda - dzień 6 ostatni
Piątek, 19 czerwca 2026 · dodano: 19.06.2026 | Komentarze 0
I nadszedł ten ostatni dzień pobytu we Włoszech. Nie można go oczywiście zmarnować, więc wyjazd jest jak najbardziej zaplanowany. Mimo okropnego gorąca i zmęczenia wyjeżdżamy na ostatnią trasę. Dziś tylko i wyłącznie wchodzi w grę mała, spokojna przejażdżka. Taki relaksik na sam koniec. Jadę z Jankiem, Włodkiem i Markiem. Robimy małe kółeczko ścieżkami po okolicznych winnicach. Całość przewyższeń to niespełna 900 metrów, a większość jest na początku. Od razu za miastem mamy podjazd, który trwa przez 12km. Jedziemy powolutku, bez spiny. Robimy małe pauzy i nie śpieszymy się. Na górze znajdujemy mały bar gdzie pijemy kawkę i piwko, a w sklepie uzupełniamy zapasy wody. Dziś jest okrutna gorączka. Licznik pokazał mi maksymalnie 45 stopni. Piekło. Leci ze mnie jakby ktoś oblał mnie wiadrem wody. Szkoda, że nie zimnej. Teraz mamy już 50km w dół. Czasem małe hopki, ale generalnie jedziemy z powrotem do miasta. Teraz wpadamy na przepiękną ścieżkę, która prowadzi po okolicznych winnicach, wzdłuż rzeki, cisza, spokój, piękne widoczki. Jest genialnie. Trasa jest fantastyczna. Po drodze wjeżdżamy do małej restauracyjki na trasie ścieżki. Jest tu przepięknie. Parking na rowery, hamaczki, drzewa, a wszystko to pomiędzy krzakami winogron. Relaks fantastyczny. Pijemy piwko i jemy sałatkę i panini. No i dalej w dół do domu. Nadal ścieżką, która prowadzi nas praktycznie pod same drzwi. Bardzo potrzebowałem takiej spokojnej wycieczki. Nogi odpoczęły, a oczy nacieszyły się widokami. Piękne zakończenie tej wyprawy. Doborowe towarzystwo, profesjonaliści w każdym calu i świetni ludzie. W takiej grupie można jechać na koniec świata. Oby jeszcze wiele takich wypraw. Wszystko się udało, rower nie zawiódł. Jeszcze tylko powrót do domu (odpukać), który na pewno pójdzie szybko i sprawnie. Już tęsknię za domem.
Podsumowanie
Dwa regiony - Bormio i Garda
502 przejechane kilometry w 6 dni
11 712 metrów pod górkę
Łącznie 27 godzin w siodle
Zdobyty jeden z najważniejszych kolarskich szczytów STELVIO
Niezapomniane przeżycia
Podsumowanie
Dwa regiony - Bormio i Garda
502 przejechane kilometry w 6 dni
11 712 metrów pod górkę
Łącznie 27 godzin w siodle
Zdobyty jeden z najważniejszych kolarskich szczytów STELVIO
Niezapomniane przeżycia

Pauza © tomstar

Między winnicami © tomstar

Podjazd © tomstar

Niesamowity kanion © tomstar

Restauracyjka na trasie rowerowej © tomstar
Kategoria |50-100KM|, GÓRY|
- DST 128.70km
- Czas 06:37
- VAVG 19.45km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 30.0°C
- Kalorie 2764kcal
- Podjazdy 2249m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Włoskie Alpy i Garda - dzień 5
Czwartek, 18 czerwca 2026 · dodano: 18.06.2026 | Komentarze 0
Dziś pierwszy dzień nad jeziorem Garda. Bazę mamy w Riva del Garda. Piękne i urokliwe miasteczko. Po wczorajszym małym, wieczornym spacerze dziś czas na wyjazd. Ubieramy stroje, które zasponsorował Janek. Wyglądamy super. Kolorki pięknie nam się zgrały z flagą Włoch. Od rana całą ekipą jedziemy do portu żeby zrobić sobie kilka zdjęć. Potem wzdłuż wybrzeża, ścieżką wokół Gardy. Robimy kilka pauz i w fajnych miejscach jeszcze kilka fotek. Nie obyło się też bez filmików z jazdy. Potem w miejscowości Garda zatrzymujemy się na obiad, chwilę odpoczywamy i dzielimy się na dwie grupy. Tym razem ja jadę z Kamilem i Markiem na większe kółko, a tak naprawdę tylko o 10km dłuższe, ale za to z trzy raz większymi przewyższeniami. Chcemy podjechać pod górę Baldo. Dystans zacny, bo ponad 120km i prawie 2300 metrów w górę. Może nie jest to aż tak straszny dystans, ale w tej pogodzie może to być dystans morderczy. Od samego rana jest już gorąco, a w słońcu w środku dnia licznik pokazuje ponad 38 stopni. Ale słowo się rzekło i jedziemy. Jest trudno, trafiają nam się podjazdy z procentami powyżej czternastu, a w jednym miejscu mamy nawet 19%. Robimy dużo pauz i za każdym razem tankujemy wodę. W tej temperaturze bidony schodzą błyskawicznie. Trzeba jednak przyznać, że widoczki świetne, trasa przepiękna. Same boczne, wąskie dróżki, zero ruchu, cisza i spokój. To wynagradza nam trudy trasy. Po szczycie już długi zjazd do domu. Dwie małe hopki po drodze, ale generalnie cały czas w dół. Przed samą Rivą mamy małe zamotanie i oddzielam się od chłopaków. Duże rondo z wieloma odnogami dróg i ścieżek bardzo nas zmyliło. Ostatecznie okazało się, że ja pojechałem po znakach nie patrząc na nawigacje, a chłopaki dołożyli niepotrzebnie prawie 15km. Mi udało się szybko wrócić, a chłopaki dotarli do bazy dopiero 40 minut później. No ale ostatecznie zatrzymali się jeszcze na szybkie jedzenie. Po powrocie umyłem się i poszliśmy coś zjeść. Naprawdę jest tutaj upalnie, nawet wieczorem jest jeszcze gorąco. Jutro ostatni dzień, ale wołami nikt mnie nie zaciągnie za zaplanowana trasę, czyli ponad 130km i 3000 metrów w górę. Jadę trasę widokową po okolicznych winnicach z Jankiem, Cypkiem i Markiem. Taki mały relaksik ostatniego dnia.

Team © tomstar

Team © tomstar

© tomstar

Trasa wokół jeziora © tomstar

Trasa wokół jeziora © tomstar

Trasa wokół jeziora © tomstar

Pauza w Gardzie © tomstar

Pauza © tomstar

Ostateczny podjazd © tomstar
Kategoria GÓRY|, POWYŻEJ 100KM|
- DST 55.84km
- Czas 03:03
- VAVG 18.31km/h
- VMAX 66.50km/h
- Temperatura 19.0°C
- Kalorie 1130kcal
- Podjazdy 1507m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Włoskie Alpy i Garda - dzień 4
Środa, 17 czerwca 2026 · dodano: 17.06.2026 | Komentarze 1
Dziś ostatni wyjazd w Bormio. Czeka nas intensywny dzień. Musimy zrobić trasę, wykąpać się, spakować i przetransferować do Gardy. Większość rzeczy zrobiliśmy wieczorem, na rano uszykowane tylko to co potrzebne. Ruszamy o 9 rano. Lecimy podjechać Gavię. Szczyt podobny do Stelvio, podjazd takiej samej długości, ale chyba łatwiejszy. Nie spodziewałem się, że ten dzień będzie taki przyjemny. Podjazd jest świetny. Płynny, z kilkoma tylko pikami w okolicach 14%. Po za tym rewelacyjne widoczki, piękne lasy i wąskie, wijące się drogi. Troszkę się wszyscy rozjechaliśmy i każdy wjeżdżał po swojemu, ale ostatecznie spotkaliśmy się razem na szczycie. Pomimo, że to już czwarty dzień i kilka tysięcy w górę mam w nogach jedzie się super. Humorek dopisuje, a widoki rekompensują wcześniejsze zmęczenie. Na górze chwila przerwy, focie i wracamy. Zjazd na początku wymagający, bo procenty są, ale w jego dolnej części ładnie się wypłaszczył. Zdecydowanie wolę takie zjazdy. Można spokojnie lecieć 50-60km/h bez strachu, że zaraz wyleci się z ostrego zakrętu. Zjeżdżamy na dół. Szybka akcja i o 15 jesteśmy gotowi do drogi. Mamy około czterech godzin do Gardy. Droga także przebiegła płynnie i szybko. Na miejscu meldunek, rozłożenie rowerów i mały spacer po mieście. Riva del Garda jest cudowna. Piękne miejsce. Olbrzymie jezioro i przytłaczające góry wyrastające nad nim. W dodatku urokliwe kamienice, port, kawiarenki. Rewelacyjne miejsce. Jutro czeka nas długi dystans i upał, bo pogody zapowiadają prawie 30 stopni i mocne słońce. Ale mam nadzieję, że widoczki to zrekompensują.

Koszulka w nagrodę za podjechanie Stelvio © tomstar

Widok z podjazdu pod Gavię © tomstar

Widok z podjazdu pod Gavię © tomstar

Gavia © tomstar

Śnieg na górze © tomstar

Ekipa © tomstar

Szczyt Gavii © tomstar

Szczyt Gavii © tomstar

Magnesik © tomstar

Gavia © tomstar

I już w Riva del Garda © tomstar

Riva del Garda © tomstar
Kategoria |50-100KM|, GÓRY|
- DST 74.43km
- Czas 04:02
- VAVG 18.45km/h
- VMAX 55.40km/h
- Temperatura 19.0°C
- Kalorie 1530kcal
- Podjazdy 1950m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Włoskie Alpy i Garda - dzień 3
Wtorek, 16 czerwca 2026 · dodano: 16.06.2026 | Komentarze 0
Dziś jedziemy do Livigno. Po wczorajszym wycisku mamy mały rozjazd. Jedziemy wszyscy razem, na spokojnie, z przerwami i na podjazdach czekamy na siebie. Jest chłodniej niż wczoraj, ale mimo wszystko nadal ciepło. Praktycznie od samego startu mamy pod górę aż 20km. Jedziemy sobie spokojnie, z przerwami. Po drodze mijamy wiele teamów world touru. Doczytaliśmy, że jutro startuje Tour of Swiss, niespełna 50km stąd, a w Bormio drużyny mają bazy. Widzieliśmy Treka, Astane, UnoX, Jajco Alula i wiele innych. Dojeżdżamy na szczyt i lecimy na dół do Livigno. Trzymamy tempo, bo pogoda zapowiada deszcz po 15, więc chcemy zdążyć. W Livigno szybki obiadek i lecimy do domu. Grześ i Janek ruszyli wcześniej, my jeszcze chwilę jedliśmy i kilkanaście minut po nich też ruszyliśmy. Przed nami dwa małe podjazdy i potem długi zjazd do Bormio. Leci się super. Po wczorajszych przygodach na zjeździe ze Stelvio dziś jest o wiele przyjemniej. Dojeżdżamy do domu bardzo szybko i o 14 jesteśmy po trasie. Szybko się wykąpałem i poleciałem do miasta na małe zakupy. Kupiłem sobie koszulkę z napisem Stelvio, a Dorocie skarpetki. Zasłużyłem na taką nagrodę. Stelvio - finisher. Gdy wróciłem do domu wziąłem w obroty rower. Umyłem go dokładnie i nasmarowałem. Przeserwisowaliśmy także resztę maszyn. Na wieczór narada co robimy jutro, bo transferujemy się do Gardy, więc trzeba ustalić co robimy od rana i o której lecimy dalej. Bardzo udany dzień.

Trek © tomstar

Na pauzie © tomstar

Na pauzie © tomstar

Szczyt Passo Foscagno © tomstar

Szczyt Passo Foscagno © tomstar

Obiadek w Livigno © tomstar

Astana niedaleko naszego domu © tomstar
Kategoria |50-100KM|, GÓRY|
- DST 102.09km
- Czas 06:12
- VAVG 16.47km/h
- VMAX 67.50km/h
- Temperatura 18.0°C
- Kalorie 2305kcal
- Podjazdy 3145m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Włoskie Alpy i Garda - dzień 2
Poniedziałek, 15 czerwca 2026 · dodano: 15.06.2026 | Komentarze 0
Dzień drugi, najtrudniejszy, a zarazem najważniejszy. Jedziemy na Stelvio, na szczyt, który jest motywem przewodnim tej wyprawy. Kultowy, jeden z najtrudniejszych, niepowtarzalny. Zawsze marzyłem, żeby go podjechać. Ruszamy o 10. Dziś dzielimy się na dwie grupy. Ja jadę z Kamilem i Adamem. Reszta chłopaków później i robią jeden podjazd pod Stelvio. My mamy podjechać prawie pod sam szczyt od Bormio, zjechać do Szwajcarii i podjechać Stelvio od tej najbardziej znanej i spektakularnej strony. Gdy wyjeżdżamy z Bormio od razu wjeżdżamy na podjazd. Zaczyna się on od razu za miastem. Podjazd nie jest może stromy, ale długi i wymagający ciągłej pracy, pedałowania i koncentracji. Nie jest mocno ciepło i dobrze, bo jakby było tak jak wczoraj to byśmy się na tym podjeździe zagotowali. Jest wyraźnie chłodniej i więcej chmur. Jedziemy spokojnie, systematycznie, płynnie. Dojeżdżamy do Umbrail i lecimy w dół do Szwajcarii. Zjazd szybki, ale i techniczny. Dużo zakrętów, trzeba uważać. Wystarczy puścić hamulce i w pięć sekund ma się 50km/h. Jadę ostrożnie, chłopaki polecieli do przodu, ale spotykamy się u podnóży zjazdu. Dalej razem przez Szwajcarię. Dopiero we Włoszech i stóp podjazdu pod Stelvio robimy pauzę. Jemy kanapki i pijemy colę. Teraz się zacznie. Około 12km jedziemy razem, we trzech. Potem Kamil poszedł do przodu, a ja jadę razem z Adamem. Niestety tego podjazdu nie da się zrobić na raz. Przynajmniej my nie damy. Musieliśmy zrobić cztery pauzy. Ostatecznie Adam też mi ucieka na jakieś dwa zakręty. Jadę spokojnie swoim tempem. Nie ma się co szarpać, żeby się nie spalić. Podjazd jest morderczy, nieziemsko trudny i bardzo wymagający. Od połowy jechała głowa, a nie nogi. Wiedziałem, że będzie trudno, ale że aż tak bardzo to się nie spodziewałem. Trzeba mieć silną głowę, żeby się nie poddać i walczyć do końca. Ostatecznie spotykamy się na szczycie, robimy małą pauzę, kilka fotek i lecimy na dół. Ponad 20km zjazdu. Zjazd jest niebezpieczny, dodatkowo wieje wiatr. Trzeba bardzo uważać. Zmordowany, ale szczęśliwy o 18 jestem w bazie. Szybkie mycie i lecimy na zasłużoną pizze.

Start © tomstar

Umbrail © tomstar

Pauza na uzupełnienie wody w Szwajcarii © tomstar

Zaczynamy podjazd pod Stelvio © tomstar

W oddali góry © tomstar

Podjeżdżamy © tomstar

Na szczycie Stelvio © tomstar

Tam podjeżdżałem © tomstar
Kategoria GÓRY|, POWYŻEJ 100KM|
- DST 76.80km
- Czas 04:15
- VAVG 18.07km/h
- VMAX 59.50km/h
- Temperatura 24.0°C
- Kalorie 1632kcal
- Podjazdy 1974m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Włoskie Alpy i Garda - dzień 1
Niedziela, 14 czerwca 2026 · dodano: 14.06.2026 | Komentarze 0
Czas spełnić marzenia. Nie sądziłem, że kiedykolwiek pojadę na rower w Alpy i to w do dodatku na taki kultowy podjazd jak Stelvio. Dogadałem się razem z chłopakami z Kalisza, że mogę z nimi pojechać. W sumie to dostałem zaproszenie, któremu nie można było odmówić. Jestem bardzo wdzięczny. Planów było dużo, spotkań, ustaleń i organizacji. Noclegi, auto, trasy, sprzęt. Wszystko udało się ogarnąć i w końcu nadszedł ten dzień. Wyjechaliśmy w sobotę w nocy. Ruszyliśmy o 4 rano. Trasa przed nami długa, bo ponad 1200km. Chcemy dojechać jak najszybciej, żeby nie rozkładać się po nocach. Nie jechało się źle. Chłopaki są doświadczeni i razem, po zmianach pięknie nas dowieźli. Pięknie wszystko ogarnęliśmy, winiety, przejazdy tunele itp. Poszło jak w zegarku i niewiele przed 20 jesteśmy na miejscu. Rozkładanie, mycie, chwila odpoczynku i mały spacer po Bormio. Przed 24 poszliśmy spać. Ale nie mogłem spać, nadal nie dowierzałem, że tu jestem. Chciałem jak najszybciej wstać i wskoczyć na rower. Nie wytrzymałem, o 5 rano wstałem, wypiłem kawę i o 6 pojechałem sam na małe kółko. Plan na wyjazd mamy na 10:30, więc spokojnie zdążę. Jadę ścieżką rowerową wzdłuż potoku, a morda cały czas mi się cieszy. Tu jest pięknie, cudownie, niesamowicie. Oczywiście podjazdy są masakryczne i nogi dostają ostro, ale po to tu przyjechałem. Szybko wróciłem i odpocząłem. W tym czasie chłopaki wstali i się uszykowali. Plan na dziś to dwa szczyty: Torri di Fraele i Bormio 2000. Torri to ten słynny podjazd z dwiema wieżami. W 2020 roku finiszował tam etap Giro. Pogodę mamy super, jest gorąco, ale nie pada i to najważniejsze. Podjazdy nie są trudne, ale wymagające. Oba po 9km i ze średnią w okolicach 9%. Na Torii mała pauza, jeziorka, focie i lecimy na dół. Potem pauza w Bormio i podjazd na Bormio 2000. Tu już jedzie się ciężej, jest upalnie, a przewyższenia już dają o sobie znać. Przeżyłem wszystkie etapy załamania, ale nie odpuściłem. Dojechałem na szczyt na raz. Tam pauza, piwko i na dół do domu. Mycie, odpoczynek i obiad. A teraz zasłużony relaks. Jutro Stelvio, 100km i ponad 3000 metrów przewyższeń.

Na końcu podjazdu na Torri di Frele © tomstar

Na końcu podjazdu na Torri di Frele © tomstar

Na końcu podjazdu na Torri di Frele © tomstar

Na pauzie w Bormio przed podjazdem na Bormio 2000 © tomstar

Bormio 2000 © tomstar
Kategoria |50-100KM|, GÓRY|
- DST 49.00km
- Czas 02:12
- VAVG 22.27km/h
- VMAX 59.60km/h
- Temperatura 17.0°C
- Kalorie 967kcal
- Podjazdy 1063m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Karpacz - dzień 6
Sobota, 2 sierpnia 2025 · dodano: 02.08.2025 | Komentarze 0
Ostatni dzień. Mamy wracać do domu, ale jak będzie pogoda to jedziemy jeszcze na małe kółko. I na całe szczęście pogoda jest. Wstajemy szybko, sprzątanie mieszkania, wszystko zaniesione do samochodu i jedziemy na start. Z ekipy jadą wszyscy. Cała szóstka gotowa do jazdy. Trasę wyznaczył Kamil. Pokręcimy po okolicy, blisko Karpacza i zrobimy kilka podjazdów. Jedziemy do podnóży podjazdu na Przełęcz Karkonoską. Zrobimy ten podjazd tak na 2/3, bo na resztę nie ma czasu. Trzeba by wracać przez Czachy, a to na dziś za długo. Pogoda jest wyśmienita, jedzie się super, dobrze się podjeżdża. Na szczycie mały odpoczynek i potem dzida na dół i podjazd do Karpacza, wywijka przez Orlinek i na pełnym speedzie do Kowar. Przebieramy się i jedziemy do domu. Wyjazd wyśmienity, udał się w 90 procentach. Tylko ten piątek nie wyszedł nam do końca jakbyśmy chcieli, ale tak na prawdę straciliśmy tylko 50km. Wszystko inne się udało. Genialne tereny, genialne drogi i przede wszystkim genialna ekipa. Trzeba to powtórzyć.
Kilka statystyk:
6 dni
Dystans - 553,84 km
Podjazdy - 9156 m
Czas jazdy - 24 h
Kilka statystyk:
6 dni
Dystans - 553,84 km
Podjazdy - 9156 m
Czas jazdy - 24 h

Zawodowa ekipa © tomstar

Pozowanko © tomstar

Rzeka © tomstar
- DST 53.00km
- Czas 02:49
- VAVG 18.82km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Kalorie 1078kcal
- Podjazdy 1216m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Karpacz - dzień 5
Piątek, 1 sierpnia 2025 · dodano: 01.08.2025 | Komentarze 0
Od rana ostra burza mózgów i wymiana spostrzeżeń, uwag, analiz i wszystkiego z deszczem i rowerem związane. Niestety prognozy okazały się tym razem trafne i od rana pada, przestaje, znowu pada i tak w kółko. Nie wiemy co robić, padać ma wszędzie i o różnych porach. Wstępnie jedziemy tak jak pierwotnie planowaliśmy do Kudowy Zdrój. Potem jednak planujemy małe kółko do Czech, potem czekamy i jednak padło na duże kółko do Czech. I tak już zostało. Czekamy jeszcze chwilę, żeby wyschło i jedziemy. Kierujemy się na Małą Upe, podjazdem, którym jechaliśmy we wtorek. Jest wilgotno, ale nie strasznie, więc jedzie się w miarę dobrze. Na szczycie robimy mała pauzę i szykujemy się do zjazdu na dół. W trakcie zjazdu zaczyna padać. Masakra jak nagle zrobiło się zimno i niebezpiecznie. Jest ślisko, nic nie widać, a ręce marzną. W połowie zjazdu zatrzymujemy się na przystanku i czekamy, aż przestanie padać. Postanowiliśmy skrócić trasę i zrobić małe kółeczko na 50km. Na dole skręcamy w lewo i wjeżdżamy na boczne dróżki, aby z powrotem podjechać pod Mała Upe. Boczki są tutaj niesamowicie piękne. Nie wiedziałem, że są tu asfalty i można spokojnie przejechać. Szkoda, że jest brzydka pogoda, bo można by się delektować przyroda i zrobić świetne focie. Po drodze trafiamy na schronisko Lysecinske Boudy i postanowiliśmy, że się tam zatrzymamy i zjemy coś ciepłego. Bardzo dobrze zrobiliśmy, bo znowu się rozpadało. Przeczekaliśmy deszcz i pojechaliśmy dalej. Pozostał nam zjazd do Kowar i jesteśmy w domu. W Kowarach wyszło piękne słońce i od razu zrobiło się cieplutko i sucho. Ale po parunastu minutach od naszego powrotu znowu zaczęło padać, żeby po 30 minutach znowu wyszło słońce. Powalona ta pogoda. Dobrze, że zepsuła nam tylko jeden dzień. Mimo trudów, zimna i deszczu mogę uznać ten wyjazd za epicki. Maszyny się spisały, nikomu nic się nie stało i cali wróciliśmy do domu. Po powrocie rowerki od razu umyliśmy. Zobaczymy co będzie jutro. Wstępnie plan jest na rychły powrót do domu, ale jeżeli pogoda zwariuje i rano będzie sucho i ciepło i nie będzie deszczowych chmur, to może skusimy się na szybkie 50km przed wyjazdem. Chciałbym się jeszcze przejechać, bo po dzisiejszym czuję niedosyt, ale w deszczu drugi raz nie pojadę.

Ekipa © tomstar

Przerwa na podjeździe © tomstar

Widoczek © tomstar

Podjeżdżamy © tomstar

Na szczycie © tomstar

Rzeka w Czechach © tomstar

Udawany sprint pod górkę © tomstar

Pozowanko w jednej z nielicznych słonecznych chwil © tomstar

W schronisku © tomstar
Kategoria |50-100KM|, GÓRY|, Z BAKĄ|
- DST 116.70km
- Czas 04:38
- VAVG 25.19km/h
- VMAX 61.60km/h
- Temperatura 18.0°C
- Kalorie 2074kcal
- Podjazdy 1845m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Karpacz - dzień 4
Czwartek, 31 lipca 2025 · dodano: 31.07.2025 | Komentarze 0
Zaczynamy dzień czwarty. Od rana przyjeżdża ekipa z Kalisza i w szóstkę będziemy teraz jeździć. Chłopaki są chwilę po 9, przebierają się, szykują i jedziemy w trasę. Atakujemy znowu Karpacz lecz teraz jedziemy bokiem i wyjeżdżamy obok Gołębiewskiego. Podjazd szczerze nas zaskoczył. Nie myślałem, że jest tu tak stromo, momentami sięgało 18%. Jeszcze na tym wyjeździe nie mieliśmy takich procentów. Powoli i mozolnie wspinamy się na szczyt. Koło Wangu mała pauza, wszyscy się zjeżdżamy i lecimy na dół zjazdem. Potem omijamy Piechowice i kolejny podjazd w okolice Szklarskiej. Każdy jedzie swoim tempem, ale na szczycie zawsze na siebie czekamy. Omijamy Szklarską i znowu podjazd. Profil dzisiejszej trasy jest od początku wymagający. Ale na szczycie już koniec dużych trudności na dziś. Teraz długi, prosty zjazd do Świeradowa Zdroju. Rowerki idą szybko, droga jest szeroka, prosta, wszystko widać. Spokojnie można się rozpędzić. Tutaj też mamy maksy tego wyjazdu, bo przekroczyłem 60km/h. W Świeradowie wjeżdżamy na rynek i siadamy w barze na dłuższą przerwę i jedzonko. Odpoczywamy, uzupełniamy wodę i wracamy do domu. Teraz jest już łatwiej. Zostało nam trochę ponad 50km, a droga raczej płaska lub są zjazdy. Momentami małe hopki, które idą dość sprawnie. Droga fajna, boczna i spokojna, ładnie widać góry. Narzucamy troszkę większe tempo, bo zbierają się chmury i może gonić nas deszcz. Gdy przyjechaliśmy do Kowar po parunastu minutach zaczęło kropić. Teraz odpoczynek, mycie, a wieczorkiem skoczyliśmy jeszcze na piwo. Niestety na jutro zapowiadany jest na cały dzień deszcz. Ale zobaczymy co to będzie, bo pogoda nie raz zaskoczyła nas na tym wyjeździe pozytywnie. Na razie udaje się przejechać suchym kołem. Może uda się i jutro. Tym wyjazdem zamknąłem lipiec z dystansem 1624km i przekroczyłem 6000km w tym roku.

Widoczek © tomstar

Ekipa na pauzie © tomstar

Rowerki na pauzie © tomstar

Jedziemy © tomstar

Jedziemy © tomstar
Kategoria GÓRY|, POWYŻEJ 100KM|, Z BAKĄ|
- DST 104.00km
- Czas 04:11
- VAVG 24.86km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Kalorie 1900kcal
- Podjazdy 1323m
- Sprzęt Orbea Orca M30
- Aktywność Jazda na rowerze
Karpacz - dzień 3
Środa, 30 lipca 2025 · dodano: 30.07.2025 | Komentarze 0
Od rana piękne słońce, ale niestety nie jest super ciepło. O 8 rano zaledwie 12 stopni. Niebo bezchmurne. Ale pogoda wskazuje, że około 16 ma u nas padać. Chmury i deszcz mają przyjść z południa, więc z Trutnova, a my mieliśmy dziś przez Trutnov jechać. Stwierdziliśmy, że wybieramy inną trasę. Mamy zapas tras i właśnie jedną z nich wykorzystamy. Mniejszy dystans, mniejsze przewyższenia, dużo płaskiego. Powinno pójść płynnie i szybko. Z Kowar lecimy na Trzcińsko trasą TdP Amatorów z zeszłego roku. Potem odbijamy na Marciszów i dalej na Czarny Bór. Teraz robi się trochę nudno, bo jest dość płasko, małe hopki, a widoczki takie sobie. Troszkę jednak od tych gór odjechaliśmy. Dopiero w Mieroszowie zawracamy i jedziemy wzdłuż granicy na Lubawkę. Tutaj znowu zaczynają się podjazdy i ładne tereny. W Chełmsku Śląskim robimy mała pauzę i kierujemy się do domu. Przejeżdżamy Lubawkę i kierujemy się na Kowary. Ostatni podjazd, który wybrałem jest w remoncie, ale podobno asfalt już leży. Ale na dziś przewidziane jest układanie ostatniej warstwy asfaltu. Ale ryzykujemy i jedziemy, najwyżej będziemy prowadzić rowery. Nie jest jednak tak źle, rzeczywiście coś robią, ale małymi odcinkami i w sumie prowadzimy rowery tylko przez kilkadziesiąt metrów. Tym podjazdem ma iść za tydzień Tour de Pologne. Fajnie jest jechać tą samą drogą, a jeszcze fajniej będzie to potem oglądać w tv. My też tędy jechaliśmy. Ze szczytu już szybki zjazd do Kowar. Szybko, sprawnie i przyjemnie. W domu jesteśmy przed 15. Dobrze zrobiliśmy, bo rzeczywiście po 16 zaczęło kropić. Niegroźnie i w sumie już przestało, ale nie wiadomo jak ten deszcz zachowywał się gdzie indziej. Może padało mocniej, a może mżawka jechałaby z nami od Trutnova. Teraz zasłużony odpoczynek i zbieranie sił na jutro, bo przyjeżdża ekipa z Kalisza z Grzegorzem na czele. A jutro prawie 120km i 1800m przewyższeń w planie. Trzeba będzie to wytrzymać, bo wypoczęta, mocna ekipa może nadać konkretne tempo. Najważniejsze, żeby nie padało.

Widoczek © tomstar

Trasa © tomstar

Widoczek © tomstar

Pauza w Chełmsku Śląskim © tomstar

Podjazd do Kowar © tomstar
Kategoria GÓRY|, POWYŻEJ 100KM|, Z BAKĄ|







