Info

avatar


Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mója szosa, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi lub z żoną.


Przejechałem już: 77073.33 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 26.58 km/h .
Więcej o mnie.

DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS

WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl








Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

GÓRY|

Dystans całkowity:2928.89 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:139:23
Średnia prędkość:21.01 km/h
Maksymalna prędkość:68.80 km/h
Suma podjazdów:50156 m
Suma kalorii:58738 kcal
Liczba aktywności:33
Średnio na aktywność:88.75 km i 4h 13m
Więcej statystyk
  • DST 119.31km
  • Czas 05:11
  • VAVG 23.02km/h
  • VMAX 52.80km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 2231kcal
  • Podjazdy 1875m
  • Sprzęt Orbea Orca M30
  • Aktywność Jazda na rowerze

Karpacz - dzień 2

Wtorek, 29 lipca 2025 · dodano: 29.07.2025 | Komentarze 0

Dzień drugi. Wyspaliśmy się  i około 7 wstaliśmy. Niestety za oknem brzydko. Jest mokro, drogi mokre i jest mocna mgła. Nie pada, ale pewnie jest duża wilgotność i wszystko jest mokre. Może nawet w nocy padało. Zaczęły się analizy. Czekamy do 10 i zobaczymy co będzie. Padł pomysł na zmianę trasy na troszkę łatwiejszą, z mniejszymi podjazdami, a przede wszystkim zjazdami. Na mokrym nie ma zjeżdżać, bo się zabijemy. Na szczęście zaczęło robić się sucho. Pal licho, jedziemy i wybieramy pierwotną trasę. Najwyżej. Trzymamy się planu. Wczoraj się udało, dziś też musi. Ale jest zimno. Rano zaledwie 10 stopni, a maks dzisiaj ma być 15. Jednak nie biorę kurtki, jadę tak jak wczoraj w bezrękawniku. Basta, veto... Jest lipiec, lato, ja w kurtce jeździć nie będę. Plan na dziś to Trutnov. Jedziemy podjazdem na Graniczne Budy. Asfalt jest wilgotny, ale miejscami przesycha. Na granicy robimy mała pauzę i teraz 12km w dół. Asfalt coraz bardziej suchy i można dość szybko polecieć. Ale za to wymarzłem, na klacie jest ok, membrana dała radę, ale głowa, ręce, nogi poczuły chłód. W miejscowości Svoboda nad Upou skręcamy na zachód. Robimy tutaj duże kółeczko, żeby od zachodu wjechać do Trutnova. Mamy tu kilka fajnych podjazdów i zjazdów. Wyszło słońce, zrobiło się sucho, ale nadal nie jest super ciepło. Na podjazdach się pocimy, ale na zjazdach nas przewiewa. Dojeżdżamy do Trutnova. Wbijamy na rynek, mała pauza i piwko. Teraz czas na powrót. Nawigacja pokazuje niespełna 30km, ale zdecydowana większość tego dystansu to podjazd do granicy. Całe szczęście nie jest taki stromy, bo średnio 3%, ale długi i czasochłonny. Jedziemy spokojnie, równo i płynnie. Dojeżdżamy do granicy i teraz do samego domy zjazd. 12km przejechaliśmy w 15 minut i w mgnieniu oka jesteśmy w domu. Niestety dziś ofiarą wyjazdu padł mój telefon. Wywrócił się gdy robiłem fotę ze statywu i tak nieszczęśliwie upadł na monitor, że ten cały się zalał i nie mogę go używać. Szkoda... Czekamy teraz na jutro, zobaczymy co nam zafunduje pogoda i gdzie pojedziemy.



Widoczek na podjeździe
Widoczek na podjeździe © tomstar
Koniec podjazdu i granica
Koniec podjazdu i granica © tomstar
Przed Trutnovem
Przed Trutnovem © tomstar
Rynek w Trutnovie
Rynek w Trutnovie © tomstar
Rowerki czekają a my pijemy piwko
Rowerki czekają a my pijemy piwko © tomstar
Połowa podjazdu do domu
Połowa podjazdu do domu © tomstar


  • DST 111.83km
  • Czas 04:57
  • VAVG 22.59km/h
  • VMAX 57.00km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Kalorie 2166kcal
  • Podjazdy 1834m
  • Sprzęt Orbea Orca M30
  • Aktywność Jazda na rowerze

Karpacz - dzień 1

Poniedziałek, 28 lipca 2025 · dodano: 28.07.2025 | Komentarze 0

Zaczynamy dwutygodniowy urlop. Już w marcu planowaliśmy wypad w góry latem. Ostatni raz byliśmy w 2021 roku w Nowym Sączu. Trzeba wrócić do tej tradycji. Wybieramy Karpacz. Byłem tu rok temu na TdP Amatorów i bardzo mi się te tereny spodobały. Fajne podjazdy, bezpieczne zjazdy, przystępne tereny. Wymagające, ale nie zabójcze. Planujemy tydzień, od poniedziałku do soboty. Niestety w ostatnim czasie pogoda jest fatalna. Niestabilna, deszczowa i tak na prawdę nieprzewidywalna. Ostatnie prognozy nie napawały nas optymizmem. Do Polski ma przyjść jakiś niż i cały tydzień ma być deszczowy. Wyjazd mamy już od dawna opłacony, cały tydzień zaplanowany i raczej nie chcemy zrezygnować z wyjazdu. Jedziemy, bo cóż poradzić? Na miejscu zobaczymy co będzie i będziemy podejmować decyzje. Wyjeżdżamy o 4 rano. W Pleszewie cały czas pada. Po drodze także pogoda się nie poprawia. Na całe szczęście od Wrocławia zaczyna się robić coraz lepiej. Jest sucho, a nawet czasem wychodzi słońce. Dojeżdżamy do Kowar, bo tutaj mamy bazę. Jest pochmurnie, ale nie pada. Przebieramy się i jedziemy. Kierujemy się na Karpacz i od razu walimy na najtrudniejszy podjazd. Jedziemy cały Karpacz do Wangu odbijając na podjazd pod Orlinek. Potem świetny zjazd i kolejne podjazdy. Gdy zjeżdżamy do Przesieki mija nas, uwaga! Rafał Majka. Jechał sobie podjazd, machnąłem mu, a on mi odmachał. Czułem się jak dzieciak, który spotkał gwiazdę rocka. Szkoda, że nie podjeżdżaliśmy, może usiedlibyśmy mu na kole i udałoby się zrobić fotę. No ale machnięcie ręką wystarczy. W lasach jest wilgotnie, ale nie pada. Teraz mamy kolejne podjazdy. Jedziemy do Piechowic i tam zawracamy w stronę Jeleniej Góry. Na początku trasy mieliśmy najtrudniejsze odcinki. Trzy konkretne podjazdy, ale za to fantastyczne zjazdy. Zapomniałem jak ja to lubię. Gdyby nie było mokro można by polecieć na prawdę szybko. W Piechowicach zrobiliśmy pauzę na drożdżówę. Przelatujemy przez miasto i teraz fajnymi boczkami na Jelenią. Tam mała pauza na rynku i wracamy do bazy. Jedziemy jeszcze świetną ścieżką, która prowadzi wzdłuż rzeki Bóbr. Bardzo fajna ścieżka. Ostatnie podjazdy i jesteśmy w domu. Nie padało! I to jest news dnia. Jestem wniebowzięty, bo bardzo się obawiałem, że pojedziemy w deszczu, albo co gorsza nie pojedziemy wcale. Teraz trzymamy kciuki, żeby jutro było tak samo, albo lepiej. Dawno nie czułem się tak dobrze, fizycznie i psychicznie. Potrzebowałem takiego wyjazdu, wyjazdu w góry, który dodatkowo się udał. Oby z każdym dniem było lepiej.



Selfik na podjeździe
Selfik na podjeździe © tomstar
Przerwa na drożdżówe
Przerwa na drożdżówe © tomstar
Podjazd
Podjazd © tomstar
Pauza na rynku w Jeleniej Górze
Pauza na rynku w Jeleniej Górze © tomstar
Selfik na ścieżce rowerowej
Selfik na ścieżce rowerowej © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar


  • DST 77.42km
  • Czas 03:29
  • VAVG 22.23km/h
  • VMAX 53.14km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 1460kcal
  • Podjazdy 1276m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Karpacz

Sobota, 8 lipca 2023 · dodano: 09.07.2023 | Komentarze 2

W tym roku zaplanowaliśmy sobie tylko małe wakacje w Karpaczu. Tylko cztery dni, żeby się zresetować. Oczywiście jak góry, to muszę zabrać rowerek. W sumie to zawsze zabieram ze sobą rowerek, niezależnie gdzie jedziemy. Zawsze znajdzie się jakaś fajna trasa. Planuję jeden dzień, na tyle mam czasu. W piątek zdobywaliśmy rodzinka Śnieżkę, a w sobotę od rana ruszam w trasę. Niestety troszkę się zwiodłem, bo infrastruktura rowerowa prawie żadna. Karpacz to ostatnie miasto przed górami i dalej żadnych dróg nie ma. Tylko szlaki i szutry. Nie mogłem sobie pozwolić na długi wyjazd, taki ponad stówę, bo tylko wtedy pojeździłbym i pojechał do Czech. Wyznaczam więc małe kółko po okolicy i trasę na Jelenią Górę. Najbardziej obawiałem się zjazdu z Karpacza, bo wszystkie mapy pokazywały, że droga jest zamknięta i jest tam remont. Troszkę zepsułoby mi to plany, bo musiałbym mocno kombinować z inną trasą. Dopytałem na stronie miasta i potwierdzili remont, ale podobno asfalt już jest kładziony. Trasa ta jest przygotowywana na finisz TdP, na drugim etapie z Leszna do Karpacza, a tutaj ma być ostatni podjazd. Jadę więc na ryzyko. I dobrze zrobiłem, bo asfalt położony już na gotowo, trasa pusta, a pod kołami dywanik. Największy podjazd mam na początku, czyli podjazd do Górnego Karpacza pod Świątynie Wang. Potem mały zjazd i drugi podjazd w okolice szczytu Płonik. Potem zjazd i raczej tylko małe hopki do Jeleniej Góry. Mała pauza na rynku w Jeleniej i powrót do Karpacza. Przed Karpaczem znowu podjazd i świetny szybki zjazd. Zjeżdżało się super, dość szeroka droga, zawijasy, zero ruchu samochodowego. Mogłem polecieć tyle, na ile czułem, że potrafię.  Czułem niedosyt, chciałem pokręcić więcej, ale nie miałem tyle czasu. Wyjazd udał się bardzo. Było naprawdę super, cały czas jechałem z bananem na twarzy.


Karpacz
Karpacz © tomstar
Rynek  w Jastrzębiej Górze
Rynek w Jastrzębiej Górze © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar


  • DST 77.83km
  • Czas 03:27
  • VAVG 22.56km/h
  • VMAX 57.26km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 1527kcal
  • Podjazdy 1250m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szybki wypad do Dobczyc

Sobota, 28 maja 2022 · dodano: 30.05.2022 | Komentarze 0

Na 29 maja zapisałem się na Runmageddon Classic w Krakowie. Po podaniu dokładnej lokalizacji okazało się, że bieg odbędzie się w Dobczycach. Moje tereny, znam bardzo dobrze miasto i okolice, gdyż byłem tu dwa lata z rzędu na wakacjach. Z tego względu, że do Dobczyc mam 350km, a start na Runmageddonie w niedzielę o 8 rano, postanowiłem przyjechać dzień wcześniej. Sobotę wykorzystam na przejażdżkę rowerem. Być w górach, mieć dzień wolny i nie wykorzystać go na małą trasę to grzech. W Dobczycach jestem o 11 w sobotę. Parkuję auto, melduję się w hotelu i szykuję do jazdy. Pogoda na razie ładna, ciepło i słonecznie. Cieszę się, ponieważ przewidywane są przelotne burze. Mam tutaj fajną trasę na Gdów i Tymbark. Lecę zatem na Gdów, tam ścieżką rowerową wzdłuż Raby. Na razie jest fajnie. Niestety niedaleko przed Tymbarkiem łapie mnie burza. Na początku tylko lekko kropi, ale za chwile ostro walnęło. Schowałem się na przystanku. burza trwała raptem 5 minut, ale wszystko dookoła mokre. Nie są to dobre warunki do jazdy rowerem, tym bardziej, że przede mną zjazd. Gdy dojechałem do Tymbarku było już sucho i słonecznie. Na rynku odpocząłem. Niestety rower zaczął mi trzeszczeć, a w korbie zrobił się luz. Nie wiem czy to wina deszczu czy po prostu przypadek, ale spowodowało to wzrost zniechęcenia do dalszego kręcenia. Lekko zrezygnowany pojechałem dalej. Teraz nasilił się wiatr, a ja jechałem wprost na niego. Co się okazało mocny wiatr przywiał następna burzę. Ledwo wyschnąłem, a tu zaczęło znowu padać. Teraz już totalnie zrezygnowany marzyłem tylko o powrocie do hotelu. Chciałem jeszcze wykręcić do Myślenic i podjechać Górę Chełm, ale wróciłem do Dobczyc i marzyłem tylko o ciepłym prysznicu. Dobrze zrobiłem, bo gdy wszedłem do hotelu walnęła kolejna ulewa. Był to chyba jeden z gorszych wyjazdów w ostatnim czasie. Szkoda, bo mogło być na prawdę fajnie. Na całe szczęście w niedziele było już pięknie. Także bardzo przyjemnie biegło się na Runmageddonie. Nie padało, było słonecznie i ciepło. Z dwóch dni chociaż ten jeden był udany.


Na trasie
Na trasie © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Na rynku w Łapanowie
Na rynku w Łapanowie © tomstar
Podjazd
Podjazd © tomstar
Idzie burza
Idzie burza © tomstar
Podjazd
Podjazd © tomstar
Rynek w Tymbarku
Rynek w Tymbarku © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Znowu idzie burza
Znowu idzie burza © tomstar
Na mecie Runmageddonu
Na mecie Runmageddonu © tomstar


  • DST 97.00km
  • Czas 05:11
  • VAVG 18.71km/h
  • VMAX 56.90km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Kalorie 2120kcal
  • Podjazdy 1394m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskid Sądecki - dzień 5

Sobota, 10 lipca 2021 · dodano: 10.07.2021 | Komentarze 0

Niestety to już ostatni dzień w górach. Wczoraj mieliśmy burzliwą naradę gdzie dziś jechać. Niestety obostrzenia nie pozwalają nam pojechać przez Słowację, a tamtędy chcieliśmy przejechać do Muszyny. Ta trasa odpadła i mieliśmy problem wymyślić coś innego nie chcą jeździć drogami, które już znamy. Postanowiliśmy pojechać do granicy. Wyjdzie nam dystans tylko 60 km, ale zdecydowaliśmy, że po drodze coś wymyślimy. Ruszamy późno, bo o 9:30. Dziś nam się nie śpieszy. Pogoda jest super, całą noc padało i dziś nie ma słońca i jest przyjemny chłodzik. Jedziemy ścieżką Velo 11, prowadzi ona aż do samej granicy. Gdy dojechaliśmy do miejscowości Rytro zobaczyliśmy na szczycie ruiny zamku. Z tego względu, że nasza dzisiejsza wycieczka ma charakter turystyczno-poznawczy postanowiliśmy zwiedzić zamek. Wspinamy się drogą, ale nagroda jest super. Widoczek jest genialny. Lecimy dalej, teraz prosto do granicy. Tam robimy sobie zdjęcie i wracamy. Postanowiliśmy także podjechać pod drugi co do trudności podjazd w okolicy na Obidzę. Podjazd ma 8 km i przez niektórych uznawany jest za trudniejszy niż Przehyba. Początek jest dość przyjemny, pierwsze 5 km to spokojne 4-6% nachylenia. Ale po 5 kilometrze zaczyna się rzeźnia. Podjazd staje się o wiele bardziej stromy i nie ustępuje ani na chwilę. Ale udaje nam się go podjechać. Na górze robimy zdjęcia i wracamy. Kierujemy się z powrotem na Nowy Sącz ścieżką. Na moście w Barcicah robimy przerwę, a ja na mapach znalazłem, że obok nas znajduje się kładka widokowa. Wjeżdżamy na szczyt i znowu cieszymy się pięknym widokiem. Teraz odbijamy na boki i znajomym zjazdem wracamy do Starego i potem Nowego Sącza. Dzień był na prawdę udany. Pogoda nam dopisała.

Podsumowanie. Nie spodziewałem się, że te góry są tak wymagające, a podjazdy momentami bardzo ciężkie. Uważam, że żadne podjazdy z Myślenic i nawet z Tatr nie są tak długie i trudne. Cały wyjazd dał nam nieźle w dupę głównie przez pogodę, ale także przez słabe przygotowanie w tym roku. Ale cieszę się, że tu przyjechaliśmy i posmakowaliśmy nowych gór.

Łączny dystans - 512 km
Suma podjazdów - 7682 m
Czas jazdy - 26 h
Nowe gminy - 22



Rowerek na moście w Barcicach
Rowerek na moście w Barcicach © tomstar
Widok z mostu w Barcicach na Poprad
Widok z mostu w Barcicach na Poprad © tomstar
Na ścieżce wzdłuż Popradu
Na ścieżce wzdłuż Popradu © tomstar
Cuba odpoczywa
Cuba odpoczywa © tomstar
Ruiny zamku w Rytrze
Ruiny zamku w Rytrze © tomstar
Zamek w Rytrze
Zamek w Rytrze © tomstar
Widok z zamku w Rytrze
Widok z zamku w Rytrze © tomstar
Zamek w Rytrze
Zamek w Rytrze © tomstar
Ścieżka w dół od zamku
Ścieżka w dół od zamku © tomstar
Na słowackiej granicy
Na słowackiej granicy © tomstar
I zarazem na polskiej
I zarazem na polskiej © tomstar
Widok z Przełęczy Gromdzkiej
Widok z Przełęczy Gromdzkiej © tomstar
Obidza zdobyta
Obidza zdobyta © tomstar
Baka też zdobył Obidzę
Baka też zdobył Obidzę © tomstar
Droga powrotna wzdłuż ścieżki
Droga powrotna wzdłuż ścieżki © tomstar
Burger Langosz
Burger Langosz © tomstar
Widoczek z Platformy Widokowej Ślimak
Widoczek z Platformy Widokowej Ślimak © tomstar
Widoczek z Platformy Widokowej Ślimak
Widoczek z Platformy Widokowej Ślimak © tomstar
Widoczek z Platformy Widokowej Ślimak
Widoczek z Platformy Widokowej Ślimak © tomstar

  • DST 111.00km
  • Czas 05:21
  • VAVG 20.75km/h
  • VMAX 66.50km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Kalorie 2295kcal
  • Podjazdy 1563m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskid Sądecki - dzień 4

Piątek, 9 lipca 2021 · dodano: 09.07.2021 | Komentarze 0

Pogoda miała się dziś popsuć. Prognozy zapowiadały deszcz i burze. Na cale szczęście dla naszego regionu burza ma pojawić się dopiero około 17. Wyjeżdżamy więc o 8 rano. Wczoraj mieliśmy zagwoztkę gdzie jechać. Nic ciekawego nie wpadło nam w oko, więc na szybko wymyśliłem żeby pojechać w stronę Jeziora Klimkowskiego. Trasa jest tutaj prosta, bez ciekawych podjazdów i zawijasków, ale może być. Dziś nie mamy za dużo czasu. Gdy wyjechaliśmy z Nowego Sącza mamy spokojny podjazd długości 20 kilometrów. A gdy dojeżdżamy na szczyt lecimy w dół pięciokilometrowym zjazdem. Robię tutaj maksa prędkości i udaje mi się wykręcić 66,5 km/h. Trochę jednak podhamowywałem, ponieważ nie ufam tak bardzo swoim umiejętnością. Potem lecimy w stronę Uścia Gorlickiego. Tam robimy dopiero pierwszą pauzę. Dalej lecimy wzdłuż jeziora. kolejną małą pauzę robimy na zaporze. Teraz nawrtoka i w końcu zaczynają się ciekawe boczki i podjazdy. Wracamy tą sama trasą i teraz mamy dwudziestokilometrowy zjazd. Mamy świetny czas, a pogoda cały czas jest dobra, więc postanowiliśmy dokręcić parę kilometrów. Wykręcamy więc na boczki żeby wrócić od strony Starego Sącza. Teraz zaczęły się fajne podjazdy. Super widoczki i drogi. Ale zerwał się bardzo mocny wiatr, który jest bardzo niebezpieczny na zjazdach. Wracamy znaną nam ścieżką. W domu jesteśmy o 15. I całe szczęście, bo o 15:30 zaczyna padać. Ale burzy nie ma, o 17 już sucho i znowu gorąco. Zobaczymy co nam pogoda zaserwuje na jutro, bo chcemy pojechać do granicy.



Widok przed Uściem Grolickim
Widok przed Uściem Gorlickim © tomstar
Widok z zapory na Jezioro Klimkowskie
Widok z zapory na Jezioro Klimkowskie © tomstar
Widok po podjeździe Spod Chełmu
Widok po podjeździe Spod Chełmu © tomstar
Widok po podjeździe Spod Chełmu
Widok po podjeździe Spod Chełmu © tomstar
Widoczek na Nowy Sącz
Widoczek na Nowy Sącz © tomstar
Moje ulubione placki ziemniaczane z gulaszem
Moje ulubione placki ziemniaczane z gulaszem © tomstar

  • DST 105.00km
  • Czas 05:21
  • VAVG 19.63km/h
  • VMAX 62.56km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Kalorie 2286kcal
  • Podjazdy 1619m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskid Sądecki - dzień 3

Czwartek, 8 lipca 2021 · dodano: 08.07.2021 | Komentarze 0

Trzeci dzień w Beskidzie Sądeckim. Zaplanowaliśmy rozjazdówkę, spokojną rasę bez mocnych podjazdów. Dystans wyszedł nam tylko na 70 km, ale w razie czego chcieliśmy zrobić Przehybę. Jedziemy do Limanowej, bo brakuje mi tej gminy żeby połączyć gminy z tymi, które zrobiłem jeżdżąc po Myślenicach. Trasa bez historii, spokojna i tylko lekko pod górkę. Po 90 minutach jesteśmy w Limanowej. Na rynku odpoczynek i powrót. Mamy 8 kilometrowy podjazd, a potem 20 km z górki do samych Gołkowic. Lecimy szybko, ze średnią powyżej 40 km/h, odpoczywamy. W Gołkowicach zrobiliśmy pauzę na Dunajcem. Ochłodziliśmy nogi i chwilę odpoczęliśmy. Przy sklepie jemy jeszcze hot-doga. Atakujemy Przehybę, więc energia się przyda. Jutro mają pojawić się burze, więc dziś jest ostatni dzień kiedy spokojnie możemy podjechać i zjechać ze szczytu. Troszkę się boję, bo Przehyba jest najtrudniejszym podjazdem w okolicy, a zależy mi aby podjechać go na raz. W innym przypadku nie będzie się liczyć. Początek jest spokojny, lekkie 5-7% nachylenia. Jedzie się w miarę dobrze. Potem robi się już 10% i więcej. Jedziemy spokojnie i powoli. Nie można złapać zadyszki, ani przemęczyć nóg. Po przejechaniu około 3/4 podjazdu mam mały kryzys, ale teraz jedzie już głowa, więc zapiąłem się i zmusiłem do pedałowania. Im bliżej szczytu tym mniej myślę o bólu, a więcej o końcowym sukcesie. Udało się, na szczyt wjeżdżamy po godzinie i dwudziestu minutach. Dojeżdżamy jeszcze do schroniska i robimy pauzę. Jestem bardzo dumny, że się udało. Teraz zjazd. Niestety droga jest trudna, dużo zakrętów, a jakość asfaltu momentami woła o pomstę do nieba. Zjeżdżam więc ostrożnie. Teraz już spokojnie ścieżką do domu. Rewelacyjny wyjazd.



Rynek w Limanowej
Rynek w Limanowej © tomstar
Rynek w Limanowej
Rynek w Limanowej © tomstar
Widok na Limanową po podjeździe
Widok na Limanową po podjeździe © tomstar
Dunajec
Dunajec © tomstar
Chłodzenie nóg w Dunajcu
Chłodzenie nóg w Dunajcu © tomstar
Dunajec
Dunajec © tomstar
Dunajec
Dunajec © tomstar
Pauza nad Dunajcem
Pauza nad Dunajcem © tomstar
Na podjeździe na Przehybę
Na podjeździe na Przehybę © tomstar
Przehyba podjechana
Przehyba podjechana © tomstar
Widok z Przehyby
Widok z Przehyby © tomstar
Widok na zamek i most w Nowym Sączu
Widok na zamek i most w Nowym Sączu © tomstar
Rynek w Nowym Sączu
Rynek w Nowym Sączu © tomstar

  • DST 110.00km
  • Czas 05:26
  • VAVG 20.25km/h
  • VMAX 63.80km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Kalorie 2244kcal
  • Podjazdy 1734m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskid Sądecki - dzień 2

Środa, 7 lipca 2021 · dodano: 07.07.2021 | Komentarze 0

Drugi dzień w Beskidzie Sądeckim. Planujemy pojechać na północ, mając nadzieję, że podjazdy będą tutaj łagodniejsze. Wstajemy o 8 rano. Kawa, śniadanie i szykowanie na wyjazd. Dziś jest jeszcze bardziej gorąco niż wczoraj. Upał nie odpuszcza. Zero chmur i piekielne słońce. Wyjeżdżamy na ścieżkę wzdłuż Dunajca. Nie jest ona tutaj za długa, prowadzi tylko kilka kilometrów i kończy się przed Nowym Sączem w Wielogłowach. Tutaj odbijamy na boczne drogi. Robimy małe kółeczko, bo chcemy dojechać na zaporę w Łaziskach. Podjazdy są trochę spokojniejsze, jednak równie długie. Wszystko wynagradzają nam widoczki i świetne dróżki. Dojeżdżamy najpierw do Bartkowej-Posady, tam robimy pauzę na stacji i lecimy w stronę tamy. Tam mały odpoczynek i zawracamy boczkami na wschód. Przez Dunajec przejeżdżamy dwukrotnie. Najpierw mostem o potem drewnianą, wiszącą kładką. Kładka jest przerażająca. Deski skrzypią pod nogami, a cała konstrukcja się buja. Szybko z niej zeszliśmy. Potem wjeżdżamy na grzbiet gór i tak jedziemy aż do Paleśnicy. Tam znowu pauza przy sklepie. Odpoczywamy chwilę dłużej, bo czułem jak mnie odcina. Zrobiło mi się słabo, więc zlałem sobie głowę zimną wodą, zjadłem kilka batonów i spokojnie się rozciągnąłem. Przeszło. Możemy jechać dalej. Wjeżdżamy teraz na teren Ciężkowicko - Rożnowskiego Parku Krajobrazowego. Drogi nadal świetne, dużo lasów, cisza i spokój. Teraz zawracamy na południe i kierujemy się w stronę Nowego Sącza. Jeszcze jedna pauza w Korzennej i lecimy do domu. Kilka kilometrów przez Nowym Sączem mamy świetny zjazd. Lecimy szybko i dzięki temu odpoczywamy. Przebijamy się przez miasto i o 17 jesteśmy w domu. Kąpanie i idziemy na obiad. Jutro Limanowa.



Most na Dunajcem przy wyjeździe z Nowego Sącza
Most nad Dunajcem przy wyjeździe z Nowego Sącza © tomstar
Ścieżka wzdłuż Dunajca
Ścieżka wzdłuż Dunajca © tomstar
Widoczek z Ubiadu
Widoczek z Ubiadu © tomstar
Na szczycie pierwszego podjazdu.
Na szczycie pierwszego podjazdu. © BakaYabashi
Zjazd w stronę Zatoki Bartkowskiej
Zjazd w stronę Zatoki Bartkowskiej © tomstar
Droga na Zatokę Bartkowską
Droga na Zatokę Bartkowską © tomstar
Selfik
Selfik © tomstar
Zatoka Bartkowska
Zatoka Bartkowska © tomstar
Widok na Dunajec z kładki
Widok na Dunajec z kładki © tomstar
Bardzo niepewna kładka wisząca
Bardzo niepewna kładka wisząca © tomstar
Zestaw przetrwania przy tych warunkach
Zestaw przetrwania przy tych warunkach © tomstar
Fantastyczne drogi w okolicach Dzierżaniny
Fantastyczne drogi w okolicach Dzierżaniny © tomstar
Nasza obiadowa knajpa
Nasza obiadowa knajpa © tomstar
Obiad w nagrodę
Obiad w nagrodę © tomstar


  • DST 89.00km
  • Czas 04:28
  • VAVG 19.93km/h
  • VMAX 59.70km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Kalorie 1901kcal
  • Podjazdy 1372m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskid Sądecki - dzień 1

Wtorek, 6 lipca 2021 · dodano: 06.07.2021 | Komentarze 0

Wracamy w góry. Nadszedł czas, jak co roku, aby przyjechać i znowu pojeździć po górach. Wpadliśmy z Baką na pomysł żeby pojechać gdzieś indziej niż rok temu. Wybór padł na Nowy Sącz. Tutaj jeszcze nie byliśmy. Wyjeżdżamy z domu o 4 rano. Mamy do przejechania 450 kilometrów. Szkoda dnia, więc chcemy być jak najszybciej na miejscu. Dojeżdżamy o 11. Meldunek, rozpakunek i o 12 już jesteśmy gotowi na wyjazd. Jest strasznie gorąco. Nie jedzie się na początku dobrze, nie możemy złapać rytmu, a urządzenia wywinęły nam psikusa. Bace nie działa licznik, a mi nie chce działać nawigacja. W końcu poradziliśmy sobie ze wszystkim i możemy skupić się na jeździe. Na dziś plan na małe 90 km. Wydawało się małe, ale ostatecznie był to bardzo wymagający wyjazd. Skorzystaliśmy z trasy, którą podesłał mi administrator strony Velo Małopolska. Nie spodziewałem się, że te góry są tak trudne. Myślałem, że podobnie jak Beskid Wyspowy w Myślenicach będzie tutaj miło i przyjemnie. Zdziwiłem się bardzo. Podjazdy są bardzo długie, intensywne i o wysokich procentach. Bez wstydu przyznam się, że cztery razy zszedłem z roweru na trudnych podjazdach. Momentami licznik wskazywał 22 %, a wartości 14-17% były na porządku dziennym. Ale mimo wszystko jedzie się dobrze. Zjazdy są bardzo przyjemne. Po drodze robimy kilka pauz na lody i piwko. Jest gorąco niemiłosiernie. W dom jesteśmy o 19. Dostaliśmy po dupie na ten pierwszy dzień. Miało być rozpoznanie i przepalenie nogi, a wyszedł mocny wyjazd. Wieczorem obiad i meczyk. Zbieramy siły na jutro, bo mierzymy w dystans 120 km. Ale jedziemy na północ, tam będzie trochę bardziej płasko.



Poprad
Poprad © tomstar
Rowerki na kładce na rzece Poprad
Rowerki na kładce na rzece Poprad © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Selfik na podjeździe
Selfik na podjeździe © tomstar
Na odpoczynku po podjeździe 22%
Na odpoczynku po podjeździe 22% © tomstar
Widoczek na podjazd
Widoczek na podjazd © tomstar
Rynek w Łącku
Rynek w Łącku © tomstar
Kładka za Łąckiem
Kładka za Łąckiem © tomstar
Dunajec
Dunajec © tomstar
Widoczek
Widoczek © tomstar
Co zresztą widać po Mali :)
Jadę © BakaYabashi
Świetne widoki na podjeździe
Świetne widoki na podjeździe © tomstar
Rynek w Starym Sączu
Rynek w Starym Sączu © tomstar
Na rynku w Starym Sączu
Na rynku w Starym Sączu © tomstar

  • DST 83.50km
  • Czas 03:54
  • VAVG 21.41km/h
  • VMAX 68.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 1719kcal
  • Podjazdy 1372m
  • Sprzęt Giant Contend SL 2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Myślenice - dzień 3

Wtorek, 8 czerwca 2021 · dodano: 08.06.2021 | Komentarze 0

Dzisiaj trzeci i jak się okazało ostatni wyjazd. Wstałem jak zwykle o 5 rano. Uszykowałem się i wyjechałem. Mam plan zaliczyć trzy gminy, które dzielą mapę zaliczonych gmin z tymi, po których jeździliśmy z Baką w zeszłym roku. Kieruję się więc na Pcim i dalej na Maków Podhalański. Ta trasa jest trochę bardziej ruchliwa niż te, po których dotychczas jeździłem. Ale od rana ruch mały, więc mi to nie przeszkadza. Trasa w tę stronę jest też dość szybka. Przed Makowem mam podjazd i zjazd aż do samego miasta. Tam mała pauza na rynku. Zawracam teraz do Myślenic. Jest tutaj super podjazd. Wąska droga, zerowy ruch, piękne widoki i zakręty. Potem mam bardzo szybki i kręty zjazd. Staram się zjeżdżać na baranku, muszę ćwiczyć technikę, bo nie lubię zjazdów i zazwyczaj leciałem na klamkach, ale takie zjeżdżanie jest niebezpieczne. Do Myślenic jechałem już znaną drogą. Na koniec podjechałem sobie jeszcze raz Górę Chełm. Niestety miejsce, w którym nocowaliśmy to jakiś koszmar. Właściciele zaplanowali sobie ocieplanie budynku, więc od 6 rano, codziennie robotnicy skakali po rusztowaniach, szlifowali i wiercili i to wszystko przy naszych oknach. Żona nie wytrzymała i postanowiliśmy wyjechać z tego koszmarnego miejsca. Tym samym skróciliśmy pobyt o dwa dni. Tak więc mój dzisiejszy wyjazd okazał się ostatnim. Ale całe szczęście za miesiąc wracamy z Baką w góry.

Zegar słoneczny w Tokarni
Zegar słoneczny w Tokarni © tomstar
Droga na Maków Podhalański
Droga na Maków Podhalański © tomstar
Rynek w Makowie Podhalańskim
Rynek w Makowie Podhalańskim © tomstar
Rynek w Makowie Podhalańskim
Rynek w Makowie Podhalańskim © tomstar
Widok na końcu podjazdu za Makowem Podhalańskim
Widok na końcu podjazdu za Makowem Podhalańskim © tomstar
Góra Chełm
Góra Chełm © tomstar