Info

avatar


Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mój Giant, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi.


Przejechałem już: 50800.48 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 25.75 km/h .
Więcej o mnie.

DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS

WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2015

Dystans całkowity:265.65 km (w terenie 46.00 km; 17.32%)
Czas w ruchu:12:01
Średnia prędkość:22.11 km/h
Maksymalna prędkość:51.96 km/h
Suma podjazdów:1874 m
Suma kalorii:6471 kcal
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:44.28 km i 2h 00m
Więcej statystyk
  • DST 31.21km
  • Czas 01:18
  • VAVG 24.01km/h
  • VMAX 38.27km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Kalorie 746kcal
  • Podjazdy 117m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mała trzydziestka

Sobota, 31 października 2015 · dodano: 31.10.2015 | Komentarze 0

Dziś na szybko, mały wypad od rana na 30km. Wczoraj wieczorem biegałem, więc dziś chciałem na spokojnie się tylko przejechać. Dzięki rowerkowi zaleczyłem kontuzję sprzed dwóch lat, która powstała w wyniku biegania, więc teraz nie mogę zaprzestać wyjazdów, tym bardziej, że coraz częściej biegam, a za trzy tygodnie ostatni w tym roku start w zawodach. Także mimo niespecjalnej pogody zebrałem się o 7 rano i pojechałem do Gołuchowa. Jest chłodno i mglisto, ale jedzie się przyjemnie. Pojechałem na tamę, zrobiłem kilka fajnych zdjęć i wróciłem do domu. Jutro także trzeba wyskoczyć na małe 40 km.

Wschód we mgle
Wschód we mgle © tomstar
Mgła
Mgła © tomstar
Wschód nad jeziorem w Gołuchowie
Wschód nad jeziorem w Gołuchowie © tomstar
Na tamie w Gołuchowie
Na tamie w Gołuchowie © tomstar
Kategoria DO 50KM|, SAMOTNIE|


  • DST 31.77km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.42km/h
  • VMAX 43.12km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Kalorie 779kcal
  • Podjazdy 110m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótki wypad na rozciągnięcie nóg

Niedziela, 25 października 2015 · dodano: 25.10.2015 | Komentarze 0

Wczoraj byliśmy w Kórniku na kolejnej edycji biegu w ramach Wielkopolskiej Ligii Biegowej. Biegło się super, ale nózki trochę zmęczone i z małymi zakwasami. Tak więc na dziś przewidziany wyjazd na rozciąganie. Miałem jechać z Baką, ale zrobił wczoraj 130km, więc dziś odpuścił. Chciałem zrobić coś koło 60km, ale pogoda dziś słaba, mocno wieje i jakoś chłodno. Zrobiłem więc małe kółeczko do Gołuchowa. Testowałem też Runtastica, bo cały czas wariował. Ale nie była to wina aplikacji tylko samego telefonu, bo Endomondo zachowywało się tak samo. Wieczorem poszedł format telefonu i wszystko zainstalowałem od nowa. I teraz działa ok, trasa się rysuje pod zablokowanym monitorem. Mały problem tylko jest ponieważ nie włącza się autopauza, która jest aktywna. Nie jest źle chociaż ciągle nie idealnie. Tak więc małe 30km zrobione, troszkę się przejechałem i porobiłem zdjęć.

Droga do Gołuchowa
Droga do Gołuchowa © tomstar
Jezioro w Gołuchowie
Jezioro w Gołuchowie © tomstar
Na tamie
Na tamie © tomstar
Trasa obok karczemki
Trasa obok karczemki © tomstar
Kategoria DO 50KM|, SAMOTNIE|


  • DST 42.72km
  • Czas 01:42
  • VAVG 25.13km/h
  • VMAX 43.89km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Kalorie 1188kcal
  • Podjazdy 121m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zimno, mokro i wietrznie

Niedziela, 18 października 2015 · dodano: 18.10.2015 | Komentarze 0

Na dziś także zaplanowałem sobie mały rowerowy wypad. Tym razem nie wstawałem rano. Wyspałem się, zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i chwilę posiedziałem. Czekałem na poprawę pogody, w nocy padało i teraz było dość mokro i wietrznie. Niestety pogoda nie poprawiała się. Zastanawiałem się nad bieganiem, ale dziś miałem ochotę się przejechać, nie chciało mi się biegać. Po 11 zebrałem się więc, ubrałem w ciuchy i pojechałem. Wiatr trochę wiał i było dość chłodno, ale jechało się dobrze. Nastawiłem się na szybkie 60km, moją szybką trasą. W międzyczasie walczyłem z Runtasticiem, który miał ciąg dalszy odpieprzania. GPS mnie widział, znajdował moją pozycję, ale nie rysował trasy. Po każdym odblokowaniu ekranu łapał punkt i łączył w linii prostej z ostatnią lokalizacją. Na moście przed Jankowem postanowiłem wyłączyć to gówno i jechać dalej bez Runtastica. Gdy wykręciłem w Jankowie na Chocz miałem niestety pod wiatr, który był teraz dość mocny. Z ładnej średniej 30km/h prędkość spadła do 21km/h w porywach 23-24km/h. Umęczyłem się nieźle żeby dojechać do Chocza. Postanowiłem zatem w Choczu wykręcić na dom i nie jechać dalej do Gizałek. Nie miałem ochoty na walkę z wiatrem. Powoli dojechałem sobie do Pleszewa. W domu wykręciłem jeszcze na myjkę obmyć rower po Oriencie, bo był cały okurzony i obłocony. W domu jeszcze ładnie go wytarłem i nasmarowałem. A zaraz po wejściu do pokoju w telefonie zainstalowałem Endomondo. Zobaczymy jak ta aplikacja będzie się sprawować.
Na moście przed Jankowem
Na moście przed Jankowem © tomstar
Na moście nad Prosną
Na moście nad Prosną © tomstar
Giant
Giant © tomstar
Jesienny widoczek
Jesienny widoczek © tomstar

Kategoria DO 50KM|, SAMOTNIE|


  • DST 39.72km
  • Czas 01:34
  • VAVG 25.35km/h
  • VMAX 44.94km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Kalorie 1007kcal
  • Podjazdy 115m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mała czterdziestka we mgle

Sobota, 17 października 2015 · dodano: 17.10.2015 | Komentarze 4

Wczoraj wieczorem naszło mnie żeby dziś od rana wyjechać rowerem. Myślałem żeby wyskoczyć gdzieś po południu, bo pogoda miała być ciekawa, ale szkoda mi było dnia, więc zebrałem się rano. Wstałem chwilę przed 6, zrobiłem sobie kawę i ubrałem się na rower. Wieczorem jeszcze pozakładałem nóżkę i spdki, które ściągnąłem na orient, założyłem też lampki i ustawiłem licznik. Rowerek gotowy więc można jechać. Od rana straszna mgła, całą noc padało, więc jest wilgotno i mokro. Ale mimo wszystko ciepło i bez wiatru. Chciałem jechać coś około 60km, ale w końcu zdecydowałem się na 40km. Pojechałem standardem na Czermin, Kotlin i Dobrzycę. Po drodze zrobiłem kilka zdjęć. Z Dobrzycy jechało się super i 30km/h nie schodziło z licznika, a czasami nawet miałem pod 40km/h. Niestety gdy dojechałem do domu zobaczyłem, że głupi Runtastic nie liczył kilometrów, GPS był złapany, widział moją pozycję, ale nie rysował trasy. Całe szczęście, że miałem licznik. Ostatnio coraz częściej wkurza mnie ten Runtastic i zastanawiam się nad zmianą aplikacji.


Mgła
Mgła © tomstar
Ja we mgle :)
Ja we mgle :) © tomstar
Tam gdzieś jest wiatrak
Tam gdzieś jest wiatrak © tomstar
W Dobrzycy
W Dobrzycy © tomstar

Kategoria DO 50KM|, SAMOTNIE|


  • DST 60.46km
  • Teren 46.00km
  • Czas 03:31
  • VAVG 17.19km/h
  • VMAX 32.82km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 1298kcal
  • Podjazdy 1130m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bikeorient - Puszcza Bolimowska i walka z mrozem

Sobota, 10 października 2015 · dodano: 11.10.2015 | Komentarze 5

Nadszedł czas na ostatnią, finałową edycję Bikeorientu w tym roku. Tym razem organizatorzy zabrali nas do Puszczy Bolimowskiej niedaleko Skierniewic. Baza rajdu znajdowała się w miejscowości Budy Grabskie w ośrodku Grabskie Sioło. Na tą edycję wybraliśmy się w pięciu. Tym razem niestety nie dołączył do nas Maciej. Aby dostać się na czas na miejsce musieliśmy wyjechać o trzeciej rano. Rowery uszykowaliśmy już w piątek wieczorem, czekały załadowane na dachu, pozostały sprzęt w bagażniku. Chwilę po trzeciej chłopaki przyjechali po mnie i pojechaliśmy po Wojtka do Grodziska zapakować jego rower.

Pakowanie sprzętu
Pakowanie sprzętu © tomstar
Zdjęcie z ręki :)
Zdjęcie z ręki :) © tomstar

Zapakowaliśmy się do końca, oczywiście nie mogliśmy sobie odpuścić foci. Teraz ruszyliśmy już w drogę. Pojechaliśmy na Konin i tam wbiliśmy się na autostradę. Temperatura u nas nie była taka zła, sięgała zera i można było to wytrzymać. Po drodze wjechaliśmy na Orlen na śniadanie i kawę. W połowie drogi do celu temperatura zaczęła spadać i wskazywała -3.

Na Orlenie o 5 rano, śniadanie
Na Orlenie o 5 rano, śniadanie © tomstar

Teraz ruszyliśmy już do celu. Niedaleko Skierniewic zjechaliśmy z autostrady i kierowaliśmy się na miejsce. Przejechaliśmy Skierniewice i wjechaliśmy do Puszczy Bolimowskiej. Tutaj temperatura zaczęła już mocno spadać i gdy dojeżdżaliśmy na miejsce wskazywała dokładnie -9,5 stopnia. Przed wyjazdem jeszcze zainstalowałem sobie w telefonie naszego teamowego facebooka, więc tym razem mogliśmy na bieżąco relacjonować nasze zmagania. Zdjęcie termometru z temperaturą musiało trafić na nasz profil. Gdy dojechaliśmy na miejsce byliśmy jednymi z pierwszych uczestników. Pozakładaliśmy co się da aby nie zmarznąć i uszykowaliśmy nasze gadżety. Postanowiliśmy, że tym razem chcemy coś dorzucić od siebie więc wspólnie z szefem ustaliliśmy, że sprezentujemy plecaki rowerowe 4F i zestaw gadżetów firmowych dla trzech wylosowanych uczestników. Torby zanieśliśmy do biura i poszliśmy zawiesić firmowy baner.

Na miejscu wcześnie rano
Na miejscu wcześnie rano © tomstar

Potem już poszliśmy ubierać się w ciuchy na rajd. W międzyczasie zaczęli zjeżdżać się inni uczestnicy. Na całe szczęście zaczęło wychodzić słońce i w jego promieniach robiło się na prawdę przyjemnie. Poskręcaliśmy rowery, pozakładaliśmy numery startowe, czipy, przygotowaliśmy napoje i batony. Choć tym razem przydałby się termos z gorącą herbatą. Muszę przyznać, że dawno tak nie wymarzliśmy.

Szykowanie sprzętu
Szykowanie sprzętu © tomstar

Zostało jeszcze parę chwil do startu, więc porobiliśmy sobie zdjęcia. W międzyczasie Mikołaj znalazł kolegę Przemka, z którym ostatnim razem kończył trasę. Przemek do nas dołączył i umówiliśmy się, że robimy trasę razem. Super, bo zawsze raźniej gdy jest nas więcej. Czekając na start znaleźliśmy sobie miejsce w słońcu, wygrzewaliśmy siebie i rowery.

Giant gotowy do drogi
Giant gotowy do drogi © tomstar
Oczekiwanie na start
Oczekiwanie na start © tomstar

Pozakładaliśmy wszystko co się da, choć z pewnością przydałoby się jeszcze więcej ciepłych ciuchów i ustawiliśmy się do wspólnego zdjęcia. Najbardziej zmarzły nam nogi. Niestety skarpety i w miarę cienkie buty nie były odpowiednie na dzisiejsze warunki. Całe szczęście ratowało nas to słońce.

Ekipa
Ekipa © tomstar

Gdy przyszedł czas na start organizatorzy zaprosili nas wokół startu. Przez mikrofon otrzymaliśmy wszystkie instrukcję i zasady rajdu. Tym razem do zaliczenia na trasie Mega mamy 13 punktów (ostatnio było 11). Kilka wytycznych i rozpoczęło się wydawanie map. Przed każdym rowerem wylądowała odwrócona tyłem mapa. Gdy wszyscy już je otrzymali mogliśmy zabrać się za wyznaczanie trasy. Mała narada i ruszamy. Wyznaczyliśmy sobie trasę na cztery pierwsze punkty, choć już wstępnie wiedzieliśmy jak będzie wyglądać cała droga. Ominęliśmy punkt numer 6, który był najbliżej, ponieważ chcieliśmy go zrobić na samym końcu i udaliśmy się do punktu numer 8, który znajdował się na terenie cmentarza z I Wojny Światowej. Tutaj jeszcze razem z nami pojechało wielu rajdowiczów. Podbiliśmy karty i pojechaliśmy dalej. Następny to punkt numer 5. Przebiliśmy się przez pola i wyjechaliśmy małą ścieżką i przez mostek na szutrową drogę. Tutaj także spotkaliśmy jeszcze wielu innych uczestników. I całe szczęście, bo prawie przejechaliśmy punkt, który znajdował się kawałek w las od drogi. Był to także cmentarz wojenny.

Punkt numer 5, drugi w naszej kolejności
Punkt numer 5, drugi w naszej kolejności © tomstar
Okolica punktu
Okolica punktu © tomstar

Stąd pojechaliśmy dalej na punkt numer 2. Tutaj już prowadziła nas droga asfaltowa i jechało się szybko i wygodnie. Dwa punkty mamy obok siebie, więc z asfaltu postanowiliśmy tylko odbić w lewo na dwójkę i kawałek dalej w prawo na dziesiątkę. Chwilę zajęło nam szukanie punktu numer 2, ponieważ nie dość, że znajdował się w krzakach to w dodatku w małym dole. Mały rekonesans po okolicy i trafiliśmy flagę. Odbiliśmy karty i wróciliśmy na asfalt. Kawałek dalej odbitka ponownie w las i szybkie zaliczenie punktu numer 10, który był obok pomnika. Tutaj przeanalizowaliśmy trasę i postanowiliśmy pojechać na punkt numer 17. Niestety to był błąd o czym przekonaliśmy się na mecie. Droga szybka i łatwa, prowadził nas utwardzony szuter i asfalt. Dojechaliśmy do torów i odbiliśmy w las w stronę rzeki. Punkt znajdował się przy przewalonym drzewie.

Punkt numer 17, piąty w naszej kolejności
Punkt numer 17, piąty w naszej kolejności © tomstar
Przewrócone drzewo nad rzeką przy punkcie
Przewrócone drzewo nad rzeką przy punkcie © tomstar

Zrobiliśmy małą pauzę, zjedliśmy po batonie i wyznaczyliśmy trasę do dziewiętnastki. Postanowiliśmy pojechać dalej wyjechać na asfalt i przebić się miejscowości do Długokąty.

Mała pauza przy punkcie
Mała pauza przy punkcie © tomstar

Wyjechaliśmy z lasu i od razu zrobiło się zimniej. Mimo ciepłego słońca wiatr był bardzo zimny i nie można było ściągnąć wiatrówki. Szybko dojechaliśmy do punktu. Podbiliśmy karty i ponownie chwilę odpoczęliśmy. Na szczęście kolejny punkt to bufet, bo zaczęliśmy robić się już głodni. Spotkaliśmy jeszcze parę ekip, zrobiliśmy kilka zdjęć i pojechaliśmy dalej.

Punkt numer 19, szósty w naszej kolejności
Punkt numer 19, szósty w naszej kolejności © tomstar

Teraz czekała nas już łatwa i szybka droga, sam asfalt. Dojechaliśmy do miasta Puszcza Mariańska, zawróciliśmy i szybko dojechaliśmy do punktu numer 1 obok nadleśnictwa. Poczęstowano nas batonami, chałwą i napojami. Niestety skończyła się gorąca woda i nie załapaliśmy się na herbatę. Muszę przyznać, że szczególnie przysmakowała mi chałwa, której zjadłem chyba z sześć kawałków i kolejne cztery wziąłem do plecaka na dalszą drogę. Dostaliśmy także, tak jak ostatnio, napój energetyczny. Usiedliśmy chwilę nad mapą, wyznaczyliśmy trasę do kolejnych punktów i ruszyliśmy dalej.

Na punkcie żywieniowym
Na punkcie żywieniowym © tomstar

Teraz cały czas asfaltem pojechaliśmy do punktu numer 4 i dalej do puntu numer 18. Przy czwórce zebrało się parę osób, ponieważ wąską ścieżką trzeba było wjechać w las i troszkę poszukać. Zostawiliśmy rowery na ścieżce i poszukaliśmy flagi. Podbiliśmy kartę, zawróciliśmy z powrotem na drogę i pojechaliśmy do osiemnastki. Skończył nam się asfalt i zaczęła kamienista droga. Jechaliśmy dość szybko, choć było niewygodnie, bo kamienie strzelały spod opon. Przy punkcie wjechaliśmy kawałek w las żeby złapać punkt numer 18.

Punkt numer 18, dziewiąty w nasej kolejności
Punkt numer 18, dziewiąty w nasej kolejności © tomstar

Wróciliśmy na drogę i polecieliśmy dalej do trójki. Droga cały czas taka sama, kamienie i szuter. Ponownie odbiliśmy ze szlaku i wjechaliśmy kawałek w gęstszy las, żeby znaleźć punkt. Był to przepust z małym, betonowym mostkiem. Tu także spotkaliśmy wielu uczestników. Generalnie na tym rajdzie wszyscy trzymali się razem i często kogoś mijaliśmy. Ostatnio bardzo dużą część trasy pokonaliśmy sami nie widząc nikogo.

Na punkcie numer 3
Na punkcie numer 3 © tomstar
Punkt numer 3
Punkt numer 3 © tomstar

Teraz już szybka droga na ostatnie punkty, cały czas szuter, ale w miarę wygodny. Wykręciliśmy na dwunastkę. Trochę musieliśmy jej poszukać gdyż była umieszczona w lesie, z dala od drogi i nisko tak, że nie było jej widać z daleka. Trwało to może z dziesięć minut, ale w końcu z pomocą jeszcze kilku innych uczestników znaleźliśmy flagę. Karty podbite i ruszmy dalej.

Zdjęcie z ręki na punkcie
Zdjęcie z ręki na punkcie © tomstar
Punkt numer 12, jedenasty w naszej kolejności
Punkt numer 12, jedenasty w naszej kolejności © tomstar

Zmieniliśmy zdanie, gdyż chcieliśmy stąd jechać od razu na siódemkę i potem jeszcze zostawioną na początku szóstkę, ale postanowiliśmy polecieć na punkt numer 20. Było tam bliżej, po drodze i nie trzeba by zawracać z punktu numer 6 z powrotem do bazy. Po drodze spotkaliśmy jeszcze czterech innych uczestników i razem szukaliśmy punktu. Tutaj także chwilę nam to zajęło ponieważ punkt także dobrze ukryty. Ogólnie miejsce bardzo ładne, chyba najbardziej malowniczo położony punkt. Ładne górki i rzeka w dole, plus piękne słońce na to wszystko, nie mogłem się napatrzeć. Znaleźliśmy flagę i pojechaliśmy w stronę bazy żeby po drodze złapać jeszcze siódemkę.

Na punkcie numer 20, ładne miejsce
Na punkcie numer 20, ładne miejsce © tomstar
Ekipa
Ekipa © tomstar
Giant
Giant © tomstar

Siódemka poszła szybko i łatwo. Mała górka i ostatni punkt zaliczony. Po raz kolejny zrobiliśmy komplet. A sukces większy gdyż punktów było o dwa więcej. Zrobiliśmy sobie fotki i postanowiliśmy rozebrać się z wiatrówek, żeby na metę wjechać w teamowych strojach z Domerem na piersi.

Ostatni nasz punkt Grodzisko
Ostatni nasz punkt Grodzisko © tomstar
Ostatni punkt
Ostatni punkt © tomstar
Karta z zaliczonymi punktami
Karta z zaliczonymi punktami © tomstar

Na metę wjeżdżamy razem. Jesteśmy w miarę szybko. Czas to 5 godzin i 6 minut. Nie ma jeszcze wielu uczestników. Oddajemy karty i jedziemy pod samochód przebrać się, spakować rowery i ogarnąć.

Po powrocie
Po powrocie © tomstar
Giant
Giant © tomstar

Rowerki spakowane na dachu, przebraliśmy się w ciepłe ciuchy i poszliśmy coś zjeść.

Rowery gotowe do powrotu
Rowery gotowe do powrotu © tomstar

Gospodarze ugościli nas przepysznym, gorącym żurkiem, który był podawany na stołówce. Zjedliśmy zupę i poszliśmy jeszcze na grilla. W drewnianym wigwamie rozpalone było ognisko i można było usmażyć sobie kiełbasę, a obok szykowane były kaszanki i karkówka. Wszystko było przepyszne i można było najeść się do syta po tej wyczerpującej trasie, na której dość zmarzliśmy.

Ognisko i kiełbaski
Ognisko i kiełbaski © tomstar
Na pysznym żurku
Na pysznym żurku © tomstar
Start i meta
Start i meta © tomstar
Nasz baner obok orientowego
Nasz baner obok orientowego © tomstar

Teraz mogliśmy usiąść wygodnie na ławce w słońcu i czekać na zakończenie rajdu. W międzyczasie wypiliśmy gorącą kawę i herbatę. Powoli zjeżdżali kolejni uczestnicy. Organizatorzy przygotowywali się do zakończenia. Porozmawialiśmy trochę, pooglądaliśmy rowerki innych i porobiliśmy zdjęcia. Na wigwamie zawieszono nieoficjalne wyniki. Uplasowaliśmy się w okolicach pięćdziesiątego miejsca. Pierwszy metę przekroczył Mikołaj potem Wojtek, Miłosz, ja, Gajor i Przemek. Dzieliły nas sekundy.

Lista wyników
Lista wyników © tomstar

Zrobiłem jeszcze zdjęcia pięknych drewnianych dyplomów i medali. Dziś po za nagrodami za ostatni rajd wręczane były jeszcze nagrody w klasyfikacji generalnej pucharu.

Dyplomy
Dyplomy © tomstar
Medale
Medale © tomstar

Generalnie rajd świetny. Poszło nam na prawdę super. Walczyliśmy całą drogę razem i razem dojechaliśmy na metę. Mimo bardzo niskiej temperatury atmosfera była gorąca, a zabawa przednia. Po raz kolejny udało nam się zaliczyć full. I tym razem zrobiliśmy prawie idealną trasę optymalną. Porównując trasę wyznaczoną przez organizatorów z naszą, okazało się, że zamieniliśmy tylko jeden punkt, tą nieszczęśliwą siedemnastkę. Trzeba było na początku zaliczyć szóstkę, a resztę trasy pojechać tak jak pojechaliśmy odpuszczając sobie właśnie ten punkt numer 17. Aby go zaliczyć dobiliśmy właśnie te 10km. Kilometry optymalne to około 50km, nam wyszło 60km. Wydaje mi się, że idzie nam to coraz lepiej i na pewno coraz bardziej się w ten rodzaj zabawy wciągamy. Na pewno w przyszłym roku zaliczymy wszystkie edycje Bikeorientu. Dzięki wszystkim za świetną zabawę i zorganizowanie imprezy.

Optmalna trasa przejazdu
Optmalna trasa przejazdu © tomstar
Nasza trasa
Nasza trasa © tomstar


  • DST 59.77km
  • Czas 02:41
  • VAVG 22.27km/h
  • VMAX 51.96km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 1453kcal
  • Podjazdy 281m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Standardowe śniadanie w Kaliszu

Niedziela, 4 października 2015 · dodano: 04.10.2015 | Komentarze 2

Jak zawsze specjalnie nie musieliśmy się umawiać na wyjazd niedzielny. Standardowo spotykamy się o 6 rano na rynku. Jedziemy we dwóch ja i Miłosz. Ubraliśmy się bardzo ciepło, gdyż w zeszłym tygodniu było na prawdę zimno. Dziś jednak o wiele cieplej. Mimo, że trzeba mieć założone rękawiczki i czapki, jednak bardzo szybko robi się tak ciepło, że można by je zdjąć. Jedziemy spokojnie na Kalisz. Kawałek za Gołuchowem obróciłem się i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu patrze, a za nami Baka. Zaspał i wyjechał 10 minut za nami, musiał się spinać i po około 18km nas dogonił. Jedziemy więc dalej razem. Standard na stację na kawę i parówę. Dziś kesze odpuszczamy, więc mamy trochę więcej czasu. Wracamy zatem przez las obok Kalisza, wjeżdżamy na tamę w Gołuchowie i wykręcamy jeszcze na karczemkę. W między czasie robi się na prawdę ciepło, rozpinamy wiatrówki, ściągamy czapki, niestety nie zabrałem jednak krótkich rękawiczek. Na koniec wbijamy jeszcze do plant na małe zdjęcie i potem już do domu.

Przed Kaliszem
Przed Kaliszem © tomstar
Wschód słońca przed Kaliszem
Wschód słońca przed Kaliszem © tomstar
Las obok Kalisza
Las obok Kalisza © tomstar
Na tamie w Gołuchowie
Na tamie w Gołuchowie © tomstar
Jezioro w Gołuchowie
Jezioro w Gołuchowie © tomstar
Ładna droga z Gołuchowa
Ładna droga z Gołuchowa © tomstar
Na karczemce
Na karczemce © tomstar
W plantach
W plantach © tomstar