Info

avatar


Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mója szosa, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi lub z żoną.


Przejechałem już: 75868.27 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 26.54 km/h .
Więcej o mnie.

DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS

WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl








Archiwum bloga

  • DST 38.64km
  • Czas 01:37
  • VAVG 23.90km/h
  • VMAX 57.63km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Kalorie 1024kcal
  • Podjazdy 117m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mała rundka i zabytkowe auta

Niedziela, 15 września 2013 · dodano: 15.09.2013 | Komentarze 1

Wczoraj wieczorem zastanawiałem się czy dziś od rana dam rade się zebrać i wyskoczyć na chwilę. Wyprałem ciuchy, pojechałem z Meridką na myjkę i byłem w razie czego gotowy. Tak jak przewidywałem nie zwlekłem się z łóżka o 6 rano, o 7 rano podobnie, a nawet o 8 chwilę mi zajęło przyjęcie postawy pionowej :) Ale za oknem zrobiło się tak ładnie, że zdecydowałem się wyskoczyć na kilkanaście kilometrów. Pojechałem standardowym kółkiem na około 40km. Czermin potem Kotlin, Dobrzyca i Pleszew. W międzyczasie naszło trochę chmur i zaczął wiać lekki wiaterek, jednak nie przeszkadzał w jeździe. Wczoraj miałem pewien niedosyt więc dziś zostało mi jeszcze sporo sił na deptanie. W Dobrzycy przypadkiem trafiłem na rajd samochodów zabytkowych. Mijały mnie po drodze. W parku w Dobrzycy był start i udało mi się strzelić parę fotek. Teraz wszyscy powoli zjeżdżają na rynek w Pleszewie, więc za mała chwilę wybieramy się na spacer popatrzeć na świetne auta.


Widoczek za Czerminem © tomstar

Zjazd do Kotlina © tomstar

Start rajdu aut zabytkowych w Dobrzycy © tomstar

Piękna Corvetta na starcie © tomstar

Merida też by wystartowała :) © tomstar
Kategoria DO 50KM|, SAMOTNIE|


  • DST 34.61km
  • Teren 30.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 15.16km/h
  • VMAX 40.09km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Kalorie 736kcal
  • Podjazdy 501m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góra Kamieńsk

Sobota, 14 września 2013 · dodano: 14.09.2013 | Komentarze 3

A więc nadszedł ten czas. O Górze Kamieńsk usłyszeliśmy w tv w jednej z reklam. Nie jest tam od nas daleko, można pojechać. Jednak wypad rowerowy musiałby trwać co najmniej dwa dni, a na to teraz niestety nie mam czasu. Na całe szczęście Miłosz wpadł na pomysł żeby wrzucić rowery na dach i wyskoczyć polatać po tej górze. Pomysł wyśmienity. A więc dziś przyszedł czas na wyjazd. Merida została z powrotem uzbrojona w swoje opony terenowe 2.1. Pakujemy się o 6 rano i ruszamy. O 9.30 jesteśmy na miejscu. Chwila przygotowań i w drogę. Góra Kamieńsk oferuje trzy szlaki rowerowe podzielone na długości. W sumie proponują aby wszystkie rozpocząć wjeżdżając na górę wyciągiem, tam start mają wszystkie trasy. To nie dla nas, na górę trzeba wjechać o własnych siłach. Wspinamy się pierwszym szlakiem w stronę punktu widokowego i składowiska gipsu. Miłosz zaliczył tam niezły skok w piasek-gips. Okleił mu rower jak mąka z wodą, nie można było tego wyczyścić :) Tam opuszczamy oznakowane szlaki i objeżdżamy górę przez szczyt i dojeżdżamy do zjazdu ze stoku. Tam jest trasa downhillowa, nie mogliśmy nią nie zjechać. Niestety jesteśmy całkowitymi amatorami i wstyd się przyznać, ale w dwóch miejscach zeszliśmy z rowerów i musieliśmy je sprowadzić :) Ale w dole trasy jechaliśmy już na maksa . Potem mały odpoczynek na dole i trasa numer dwa. Tym razem objeżdżamy górę. Oczywiście po kawałku zjeżdżamy z wyznaczonego szlaku i wbijamy się w teren, ponieważ ścieżka rowerowa prowadziła asfaltową drogą, a dziś miał być dzień upieprzenia siebie i rowerów. Objeżdżamy górę i wracamy do punktu startu. Niestety na dalsze trasy nie starczyło czasu, ale na pewno tu wrócimy żeby jeszcze się sprawdzić w terenie. Świetne miejsce, polecam wszystkim. Nie zrobiliśmy może za dużo kilometrów, ale teren bardzo wymagający i byliśmy dość zmęczeni.


Gotowi do wyjazdu © tomstar

Jesteśmy na miejscu, trzeba się rozpakować © tomstar

Elektrownia w oddali © tomstar

Na punkt widokowy prowadził trzy kilometrowy podjazd © tomstar

Miłosz utopiony w gipso-piasku © tomstar

Widok z dołu na składowisko gipsu © tomstar

Składowisko gipsu od góry © tomstar

Na szczycie Góry Kamieńsk © tomstar

Odpoczynek na szczycie © tomstar

Widok ze stoku © tomstar

Na górze stoku © tomstar

Zjeżdżamy downhillem :) © tomstar

Troszke wstyd ale było cholernie stromo i ślisko :) © tomstar

Objazd góry © tomstar

Podczas objazdu góry © tomstar

Powoli wracamy na start © tomstar

Już po wszystkim, czas na pakowanie © tomstar

Merida po trasach © tomstar

Wracamy © tomstar


  • DST 30.84km
  • Czas 00:58
  • VAVG 31.90km/h
  • VMAX 42.59km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 1141kcal
  • Podjazdy 107m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wieczorny sprincik

Wtorek, 10 września 2013 · dodano: 10.09.2013 | Komentarze 0

Coraz ciężej znaleźć mi chwilę na jakiś wyjazd. Teraz wszystko zależne jest od pogody, siedzę sobie w oknie i patrze na te drzewa, chwieją się czy nie chwieją? Wczoraj wieczorem nie wypaliło, ale dziś nie mogłem już sobie odpuścić. Uśpiłem córę, zatrudniłem dziadka żeby rzucił na nią okiem i wskoczyłem na rower. Ze względu na mało czasu i wieczorową porę wybór trasy był oczywisty - sprint do Dobrzycy. Wieczorem nie atakowałem jeszcze czasu na tej trasie. Po pięciu kilometrach myślałem, że wypluję płuca :) Ale trzymałem tempo, które było bardzo ładne. Lekki wiaterek w plecy pomagał. Do Dobrzycy dojechałem z bardzo dobrym czasem co motywowało mnie do coraz mocniejszego deptania. Niestety z powrotem miałem już wiatr w twarz, troszkę mnie on zwolnił dlatego tempo odrobinę spadło. Ale w sumie rekord padł i jest jeszcze do poprawienia :)

dystans: 30,84km
czas: 58,07
prędkość: 31,84km/h
średnia: 1,53 min/km

rekord pobity nieznacznie, ale zawsze :)


Dziś tylko jedna fotka po powrocie © tomstar


  • DST 35.91km
  • Czas 01:32
  • VAVG 23.42km/h
  • VMAX 47.73km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Kalorie 941kcal
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mam już dość wiatru

Niedziela, 8 września 2013 · dodano: 08.09.2013 | Komentarze 0

Nic dziś nie wyszło z planowanego wyjazdu. Chciałem przejechać około 80km, miałem pojechać do Koźmina, Krotoszyna i małym kółeczkiem do domu. W pogodzie zapowiadali wiatr, ale liczyłem, że nie będzie wiało od rana. Dlatego wyjeżdżam trochę po 6. Dziś już przygotowany i założone długie getry i dodatkowa bluza. Akurat dziś cieplej niż wczoraj, za to zaraz za miastem widzę po drzewach, że już sobie lekko powiewa. Z każdym kilometrem wiało coraz mocniej. Z Doświadczenia wiem, że za godzinę będzie wiało jak cholera. Dlatego postanawiam skrócić trasę o połowę. Jestem zły, ale dziś naprawdę nie mam ochoty męczyć się i wkurzać. Gdy dojechałem do Kotlina na wjeździe na główną drogę dostałem masakrycznym podmuchem w twarz. Nie ma co, wracam od razu do domu. Trasa po raz kolejny skrócona i w sumie z planowanych 80km zrobiło się śmieszne 35km. Może ktoś kto śledzi moje wpisy stwierdzi, że marudzę, i powtarzam się jak stara płyta, ale nienawidzę wiatru! Nie ma nic gorszego, wiatr przeszkadza w jeździe, wkurza mnie strasznie i odbiera przyjemność z jazdy. Dziś zepsuł mi dzień...


Rynek w Dobrzycy © tomstar

Ładny kawałek drogi we Wilczy © tomstar

Staw rybny w Kowalewie © tomstar
Kategoria DO 50KM|, SAMOTNIE|


  • DST 99.00km
  • Czas 04:09
  • VAVG 23.86km/h
  • VMAX 39.64km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 2626kcal
  • Podjazdy 352m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pyzdry - Zagórów - Pleszew

Sobota, 7 września 2013 · dodano: 07.09.2013 | Komentarze 1

Zimno i to cholernie zimno. O godzinie 6 rano nic nie zachęca do jazdy. Chociaż wiem, że za dwie, trzy godziny będzie już ciepło. Na termometrze zaledwie 8 stopni. Nie ma chmur, nie ma wiatru, ale noce są tak zimne, że poranki dają o sobie znać. Przejeżdżam zaledwie 8km i wbijam na stacje na kawę, inaczej nie dałbym rady :) Trochę się rozgrzałem i jadę dalej. Z każdą minutą na szczęście robi się cieplej. Dojechałem bokami do Pyzdr. Bardzo ładne, małe miasto leżące na wodnym szlaku kajakowym na Warcie. Gdy byłem na przystani akurat przyjechała ekipa szykująca się na spływ. Potem do Zagórowa i stamtąd już do domu. Na ostatnią godzinę jazdy dołączył do mnie kolega - wiatr, który był ze mną aż do końca. Czy u was też tak cały czas wieje, bo u nas można powiedzieć, że prawie od miesiąca przy każdym wyjeździe towarzyszy mi wiatr. Dla odmiany wolałbym raz zmoknąć :)


Poranna mgła © tomstar

Kapliczka przy drodze w Prusinowie © tomstar

Most na rzece Warcie w Lisewie © tomstar

Kościół w Pyzdrach © tomstar

U stóp kościoła w Pyzdrach © tomstar

Przystań kajakowa w Pyzdrach © tomstar

Rzeka Warta © tomstar

Odpoczynek w Pyzdrach © tomstar

Panorama Pyzdr © tomstar

Pauza w Zagórowie © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 56.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 24.53km/h
  • VMAX 36.25km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 1515kcal
  • Podjazdy 209m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocny wypad za miasto

Środa, 4 września 2013 · dodano: 04.09.2013 | Komentarze 0

No, w końcu się udało. To mój dopiero pierwszy wyjazd we wrześniu. Troszkę słaby ten początek miesiąca, ale naprawdę do tej pory nie było pogody na wyjazd. Dopiero dziś stosunkowo uspokoił się wiatr i znalazłem małą chwile na wypad. Pojechaliśmy razem z Miłoszem standardową trasą. Choć wygląda ona całkowicie inaczej nocą. O 21 już praktycznie jest ciemno, a tym bardziej w lesie. Ogólnie dziś bardzo ciepły wieczór i jechało się wyśmienicie, chociaż oczy trzeba by mieć dookoła głowy, bo samobójców jeżdżących bez świateł pełno. Teraz czas w weekend nadrobić straty, bo podobno ma być ładnie.


Widoczek za Grodziskiem © tomstar

Mały postój w Gołuchowie na tle Dino :) © tomstar


  • DST 148.50km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:25
  • VAVG 27.42km/h
  • VMAX 39.98km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Kalorie 3843kcal
  • Podjazdy 769m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na koniec miesiąca Licheń

Sobota, 31 sierpnia 2013 · dodano: 31.08.2013 | Komentarze 3

A więc ostatni duży wyjazd w te wakacje. W sumie dzięki Miłoszowi jedziemy w tą trasę, bo samemu chyba by mi się nie chciało. A więc wyjeżdżamy o 6 rano. Troszkę mi się przysnęło i chwile trwało zanim doszedłem do siebie. Rano dość chłodno, na termometrze zaledwie 12 stopni. Na niebie chmury, ale bez wiatru, więc chłód nie taki dokuczliwy. Jedziemy przez Chocz, Grodziec w kierunku Konina. Wybieramy boczne drogi, ponieważ krajówką raczej nie ma sensu. Jak się potem okazuje to dość ruchliwy szlak rowerowy, gdyż mijamy wiele grup rowerzystów. Dojeżdżamy do Konina około 9 i staramy się jak najlepiej przez niego przebić. Na całe szczęście prawie przez całe miasto prowadzą ścieżki rowerowe, więc przeprawa nie jest zbyt ciężka. Do Lichenia dojeżdżamy około 10.30. Tam już pogoda piękna, nie ma chmur, ciepło, dużo słońca. Odpoczęliśmy tam około pół godziny, wzbudzając nie małe zainteresowanie ludzi. Chyba wyglądaliśmy na pielgrzymów rowerowych :) Wracamy tą samą drogą. Powoli zaczyna ruszać się wiatr. Odbijamy tylko na inny most w Koninie, tak aby zahaczyć o stare miasto. Potem już znanym szlakiem. Znowu mijamy dość duże dwie grupy rowerzystów. Niestety po drodze Miłoszowi odnawia się kontuzja kolana i część drogi powrotnej to walka z bólem. Pod koniec kilka małych postojów na odpoczynek i rozciągnięcie nóg. Wszystko w towarzystwie stałego ostatnio kompana wyjazdów czyli wiatru. Tak zakończyłem miesiąc. W te wakacje zaliczyłem wszystkie planowane miejsca i zrobiłem w sierpniu swoje 1500km. Po za tym odnotowałem najdłuższy wyjazd i swoje pierwsze 200km. Merida spisuje się fantastycznie i jeździ bezawaryjnie z czego jestem bardzo zadowolony.


Pierwszy odpoczynek w lesie w Choczu © tomstar

Merida w lesie © tomstar

W Grodźcu mieliśmy klienta na czekolade © tomstar

Przejazd nad A2 © tomstar

Trasa A2 © tomstar

Most do Konina © tomstar

Na moście © tomstar

Na moście przed Koninem © tomstar

Kamień w Licheniu na którym objawiła się Matka Boska © tomstar

Dzwony w Licheniu © tomstar

Bazylika w Licheniu © tomstar

Zdobyliśmy Licheń © tomstar

Plaża w Licheniu © tomstar

Stary rynek w Koninie © tomstar

Analiza czasu i trasy © tomstar

Odpoczynek w Grodźcu w drodze powrotnej © tomstar

Mała pauza w lesie w Choczu © tomstar


  • DST 62.12km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 26.62km/h
  • VMAX 43.54km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 1831kcal
  • Podjazdy 238m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wieczorne łapanie kilometrów

Czwartek, 29 sierpnia 2013 · dodano: 29.08.2013 | Komentarze 3

Ten tydzień mam jakiś dziwny. Ciężko mi się było zorganizować na jakiś wyjazd. Albo pogoda do kitu i wiatr, albo brak czasu. Postawiłem sobie plan na ten miesiąc zrobić 1500km. Brakuje mi tylko 140km, a tutaj coraz bliżej końca miesiąca. Dziś rano miałem wyskoczyć na małą trzydziestkę to zaspałem. W poniedziałek wieczorem miała być pięćdziesiątka, to znowu strasznie wiało i zrezygnowałem. Musiałbym tym samym w sobotę wybrać się na trasę 140km, a nie miałbym na tyle czasu. Szczęście jednak się dziś do mnie uśmiechnęło, ponieważ żona nie poszła na wieczorny fitness, więc mogłem wyskoczyć. Nie zastanawiałem się długo i o 19 już pędziłem w drogę. Warunki wyśmienite, jechało się super i gdyby nie późna pora i jutrzejsza praca pojechałbym więcej. W międzyczasie zadzwonił do mnie Miłosz, ma wolną sobotę, więc zaproponował Licheń... Cóż nie mogę odmówić :) także i tak 140km w sobotę padnie, muszę się tylko jakoś zorganizować :)


Zachód słońca nad Grodziskiem © tomstar

Widoczek w Tursku © tomstar

Kolejny widoczek w Gołuchowie © tomstar

Pięknie oświetlony kosciół w Kucharkach © tomstar

Gdzieś tam jest oświetlona droga :) © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 90.21km
  • Teren 8.00km
  • Czas 03:41
  • VAVG 24.49km/h
  • VMAX 41.38km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 2446kcal
  • Podjazdy 252m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bardzo dziki zachód

Niedziela, 25 sierpnia 2013 · dodano: 25.08.2013 | Komentarze 0

Oj ciężko się dziś wstawało. Budzik zadzwonił o 6 rano, wstałem, wyłączyłem go i ległem się z powrotem do łóżka. Leżałem tak jeszcze przez godzinę na zmianę drzemiąc chwilę i walcząc ze sobą żeby się podnieść. W końcu o 7 zwlekam się z łóżka i już o 7.20 siedzę na rowerze. W sumie nie mam zaplanowanej trasy, wiem tylko tyle, że chce pojechać przez las w Choczu. Gdy tam dojeżdżam postanawiam odbić na chwilę do Wioski Indiańskiej. Jeszcze tam nie byłem, więc skoro była okazja tam zajrzeć postanowiłem to wykorzystać. Świetne miejsce, bardzo dużo atrakcji, zachowany klimat i nastrój dzikiego zachodu. W sumie jeszcze nie było otwarte, ale mogłem na chwilę przejść się po "mieście". Super miejsce i na prawdę warto tam pojechać. Potem wracam się kawałek i jadę przez las do Grodźca. Tam miałem wykręcić na Rychwał i dalej przez Zagórów i Pyzdry do domu, postanawiam jednak pojechać od razu do Gizałek. Zapowiadali dziś dość mocny wiatr, a nie miałem ochoty znowu z nim walczyć. Droga do Gizałek świetna i rozwinąłem tam ładną prędkość. Na miejscu kawka i batonik na stacji, rozmyślenia nad trasą, która budowała się w trakcie jazdy. Wykręciłem jeszcze do Kotlina i Fabianowa. Potem już długa prosta do domu. W sumie wyszło 90km, tylko o około 20km mniej niż planowałem.


Widok na Chocz i Prosnę © tomstar

Rynek w Choczu © tomstar

Wjazd do wioski indiańskiej © tomstar

Sklep pioniera © tomstar

Chata kowboja © tomstar

Jeszcze jeden sklep kowbojski © tomstar

Wioska indian © tomstar

Skład amunicji © tomstar

Las za Choczem © tomstar

Las za Choczem 2 © tomstar

Kawa na stacji w Gizałkach i analiza trasy © tomstar

Odpoczynek na stacji w Kotlinie © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 83.74km
  • Czas 03:30
  • VAVG 23.93km/h
  • VMAX 61.28km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 2225kcal
  • Podjazdy 415m
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100-V
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śmiełów raz jeszcze

Sobota, 24 sierpnia 2013 · dodano: 24.08.2013 | Komentarze 3

Tym razem z Dorotą i Miłoszem. Mieliśmy jechać we dwójkę, ale wieczorem udało się namówić Miłosza żeby pojechał z nami. Start o godzinie 9.00. Jedziemy spokojnie do Żerkowa, tam mamy zawitać do Śmiełowa i z powrotem przez Jarocin i Dobrzycę do domu. Po drodze podjeżdżamy pod górę gdzie był start i zjazd mistrzostw Polski w MTB w lipcu. Chcieliśmy zobaczyć jak to jest, wjechaliśmy na górę i zjechaliśmy dróżką, którą zjeżdżali zawodnicy. Powiem jedno - masakra. Prawie cały czas na hamulcu uważając na każdy kamień i nierówność. Po raz kolejny upewniam się, że wyścigi MTB to nie jest zabawa dla mnie :) Potem na chwilę do Śmiełowa. Na długim zjeździe za Żerkowem rozwijamy tym razem prędkość maksymalną 61km/h, potem niestety trzeba pod tą górę podjechać. W Jarocinie kawa i spokojna droga do Dobrzycy. Oczywiście nie mogłoby być inaczej gdyby nie zaczął wiać wiatr. Ostatnie 15km to istna mordęga. Ale jakoś dojechaliśmy i muszę przyznać, że niby dystans krótki, ale wyczerpujący.


Ekipa na starcie © tomstar

Góra mtb w Żerkowie © tomstar

Jedziemy © tomstar

... i dojechaliśmy :) © tomstar

Razem z żonką :) © tomstar

Na punkcie widokowym © tomstar

Śmiełów © tomstar

Odpoczynek w Śmiełowie © tomstar

Batonik na rynku w Żerkowie © tomstar

Kawa na stacji w Jarocinie © tomstar

Jedzie ekipa :) © tomstar

W parku w Dobrzycy © tomstar