Info

avatar


Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mója szosa, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi lub z żoną.


Przejechałem już: 73180.09 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 26.58 km/h .
Więcej o mnie.

DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS

WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl








Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

|50-100KM|

Dystans całkowity:25157.89 km (w terenie 392.00 km; 1.56%)
Czas w ruchu:943:03
Średnia prędkość:26.68 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:120635 m
Suma kalorii:535798 kcal
Liczba aktywności:387
Średnio na aktywność:65.01 km i 2h 26m
Więcej statystyk
  • DST 50.42km
  • Czas 01:46
  • VAVG 28.54km/h
  • VMAX 42.07km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Kalorie 1533kcal
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Solóweczka

Sobota, 2 kwietnia 2016 · dodano: 02.04.2016 | Komentarze 0

Wczoraj wspaniałomyślnie ustawiłem sobie budzik na 5 rano, żeby pozbierać się i o 6 wyjechać na małe 70km. Popołudniu ma wiać, a rano spokój, więc chciałem wykorzystać dobre warunki. Budzik mnie obudził jednak nie miałem w ogóle sił. Wieczorne, piątkowe 1,5 godziny koszykówki zrobiło swoje. Tak więc położyłem się z powrotem. Załatwiliśmy wszystkie domowe sprawy i o 13 wskoczyłem na szybkie 50km. Wieje dość mocno, ale nie jest tak źle. Praktycznie całą drogę jadę na lemondce. Wiatr nie przeszkadza, a prędkość nie spada poniżej 25km/h. Gdy mam z wiatrem jadę 37km/h. Trasę wyznaczyłem przez Dobrzycę, Nową Wieś, Koźminek i Bronów do domu. Droga szybka, ładny asfalt, więc można spokojnie jechać. Średnia wyszła rewelacyjna, szkoda, że miałem tak mało czasu, bo spokojnie pod stówę bym dzisiaj dobił. Ale jutro mamy jechać od rana z chłopakami, więc swoje zrobimy.

Droga z Dobrzycy na Nową Wieś
Droga z Dobrzycy na Nową Wieś © tomstar
Giancik w słońcu
Giancik w słońcu © tomstar
Boczna droga przez las na Bronów
Boczna droga przez las na Bronów © tomstar

Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 52.76km
  • Czas 02:19
  • VAVG 22.77km/h
  • VMAX 43.21km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Kalorie 1376kcal
  • Podjazdy 221m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały wypad na śniadanie do Kalisza

Niedziela, 20 marca 2016 · dodano: 20.03.2016 | Komentarze 0

Dzisiejszy wyjazd uzależniony był od warunków jakie będą dziś panować. Zapowiadali, że ma od samego rana padać. Jestem więc z Baką umówiony na telefon. Wstaję o 7 rano i deszczu nie widać. Napisałem do Baki, że lecimy o 9. Na dziś szybka trasa standardem do Kalisza na śniadanie. Baka idzie jeszcze na 14 do roboty, więc musimy się szybko uwinąć. Wiatr wieje dość mocno, ale mamy go w plecy i jedzie się bardzo przyjemnie. Jedziemy bez przerwy do samego Kalisza. Wjeżdżamy na stację na kawę i parówę. Teraz będzie już gorzej, bo wiatr będziemy mieć prosto w twarz. Momentami jest dość ciężko, bo wiatr na prawdę mocny. Po raz kolejny przydaje się lemondka. Niestety nie wszędzie można ją wykorzystać, bo jedziemy głównie ścieżką, a tutaj ciężko się złożyć i lecieć 30km/h. Ale gdy tylko mamy trochę asfaltu od razu kładziemy się na lemondkę i tniemy ile fabryka dała. Uwinęliśmy się szybko i na 12 jesteśmy w domu.
Panorama Kalisza
Panorama Kalisza © tomstar
Na stacji w Kaliszu
Na stacji w Kaliszu © tomstar

Kategoria |50-100KM|, Z BAKĄ|


  • DST 75.60km
  • Czas 02:52
  • VAVG 26.37km/h
  • VMAX 46.78km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Kalorie 2252kcal
  • Podjazdy 339m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nowości, nowości - lemondka, hamulce

Sobota, 19 marca 2016 · dodano: 19.03.2016 | Komentarze 2

Dziś są moje urodziny, stary jestem bo wybiło mi 36, ale czuje się na 18 ;-) Wczoraj popołudniu odebrałem rower z serwisu, a na wieczór dostałem od żony lemondkę. Po wywrotce z zeszłego tygodnia oba kółka musiały pójść do centrowania, ale to w sumie dobrze, bo i tak rower jechał na zmianę hamulców. W tygodniu przyszły zamówione SLXy, w końcu się doczekałem. We wtorek rowerek stał już na serwisie, ładnie się uwinęli, bo wczoraj mogłem go już odebrać. Wieczorkiem usiadłem jeszcze i zamontowałem lemondkę. Rowerek wygląda teraz obłędnie. Nie mogło być inaczej żeby dziś nie zrobić testów. Jestem umówiony z Baką na 10. W planach Żerków. Tam jest dobra droga, która idealnie nadaje się na testy lemondki. Wyjeżdżamy z miasta i wpadamy na prostą do Dobrzycy. Pierwsze wrażenie - masakra. Z dużą niepewnością układałem się na lemondce. Sprawa nie jest wcale taka łatwa dla początkującego. Inaczej się jedzie i prowadzi rower. Ale ogólnie od razu prędkość podskakuje o 5km/h. Kilka razy się układam i wstaję żeby złapać pewność. Dojeżdżamy do Jarocina. Stamtąd jest świetna droga na Żerków. Startujemy z dobrej górki, łapiemy średnią około 40km/h i tak lecimy do samego Żerkowa. Wiatr dodatkowo mamy w plecy, więc leci się świetnie. W Żerkowie mały odpoczynek i przez Grab wracamy do domu. Tutaj już trochę pod wiatr i muszę przyznać, że lemondka w takich warunkach to zbawienie. Z Grabu do Pleszewa mamy 15km i tam lecimy cały czas 27 - 30 km/h a mamy centralnie pod wiatr, który jest dość mocny. Jestem zmęczony, ale podejrzewam, że bez lemondki byłoby o wiele gorzej. Także zakup uważam za genialny. Po za tym hamulce. Trzymają się super, wyglądają super i pracują super. Tarcze mam XT, które są genialne, twarde, sztywne i mocne. Zakup fantastyczny. Dzisiejszy wyjazd świetny.
Giant z nowym osprzętem
Giant z nowym osprzętem © tomstar
Lemondka na Giancie
Lemondka na Giancie © tomstar
Hamulce SLX przód
Hamulce SLX przód © tomstar
Hamulce SLX tył
Hamulce SLX tył © tomstar
Klamki SLX
Klamki SLX © tomstar
Na małej pauzie w Dobrzycy
Na małej pauzie w Dobrzycy © tomstar
W Żerkowie na rynku
W Żerkowie na rynku © tomstar
Ostatnia pauza w Grabie przy sklepie
Ostatnia pauza w Grabie przy sklepie © tomstar

Kategoria |50-100KM|, Z BAKĄ|


  • DST 60.46km
  • Teren 46.00km
  • Czas 03:31
  • VAVG 17.19km/h
  • VMAX 32.82km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 1298kcal
  • Podjazdy 1130m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bikeorient - Puszcza Bolimowska i walka z mrozem

Sobota, 10 października 2015 · dodano: 11.10.2015 | Komentarze 5

Nadszedł czas na ostatnią, finałową edycję Bikeorientu w tym roku. Tym razem organizatorzy zabrali nas do Puszczy Bolimowskiej niedaleko Skierniewic. Baza rajdu znajdowała się w miejscowości Budy Grabskie w ośrodku Grabskie Sioło. Na tą edycję wybraliśmy się w pięciu. Tym razem niestety nie dołączył do nas Maciej. Aby dostać się na czas na miejsce musieliśmy wyjechać o trzeciej rano. Rowery uszykowaliśmy już w piątek wieczorem, czekały załadowane na dachu, pozostały sprzęt w bagażniku. Chwilę po trzeciej chłopaki przyjechali po mnie i pojechaliśmy po Wojtka do Grodziska zapakować jego rower.

Pakowanie sprzętu
Pakowanie sprzętu © tomstar
Zdjęcie z ręki :)
Zdjęcie z ręki :) © tomstar

Zapakowaliśmy się do końca, oczywiście nie mogliśmy sobie odpuścić foci. Teraz ruszyliśmy już w drogę. Pojechaliśmy na Konin i tam wbiliśmy się na autostradę. Temperatura u nas nie była taka zła, sięgała zera i można było to wytrzymać. Po drodze wjechaliśmy na Orlen na śniadanie i kawę. W połowie drogi do celu temperatura zaczęła spadać i wskazywała -3.

Na Orlenie o 5 rano, śniadanie
Na Orlenie o 5 rano, śniadanie © tomstar

Teraz ruszyliśmy już do celu. Niedaleko Skierniewic zjechaliśmy z autostrady i kierowaliśmy się na miejsce. Przejechaliśmy Skierniewice i wjechaliśmy do Puszczy Bolimowskiej. Tutaj temperatura zaczęła już mocno spadać i gdy dojeżdżaliśmy na miejsce wskazywała dokładnie -9,5 stopnia. Przed wyjazdem jeszcze zainstalowałem sobie w telefonie naszego teamowego facebooka, więc tym razem mogliśmy na bieżąco relacjonować nasze zmagania. Zdjęcie termometru z temperaturą musiało trafić na nasz profil. Gdy dojechaliśmy na miejsce byliśmy jednymi z pierwszych uczestników. Pozakładaliśmy co się da aby nie zmarznąć i uszykowaliśmy nasze gadżety. Postanowiliśmy, że tym razem chcemy coś dorzucić od siebie więc wspólnie z szefem ustaliliśmy, że sprezentujemy plecaki rowerowe 4F i zestaw gadżetów firmowych dla trzech wylosowanych uczestników. Torby zanieśliśmy do biura i poszliśmy zawiesić firmowy baner.

Na miejscu wcześnie rano
Na miejscu wcześnie rano © tomstar

Potem już poszliśmy ubierać się w ciuchy na rajd. W międzyczasie zaczęli zjeżdżać się inni uczestnicy. Na całe szczęście zaczęło wychodzić słońce i w jego promieniach robiło się na prawdę przyjemnie. Poskręcaliśmy rowery, pozakładaliśmy numery startowe, czipy, przygotowaliśmy napoje i batony. Choć tym razem przydałby się termos z gorącą herbatą. Muszę przyznać, że dawno tak nie wymarzliśmy.

Szykowanie sprzętu
Szykowanie sprzętu © tomstar

Zostało jeszcze parę chwil do startu, więc porobiliśmy sobie zdjęcia. W międzyczasie Mikołaj znalazł kolegę Przemka, z którym ostatnim razem kończył trasę. Przemek do nas dołączył i umówiliśmy się, że robimy trasę razem. Super, bo zawsze raźniej gdy jest nas więcej. Czekając na start znaleźliśmy sobie miejsce w słońcu, wygrzewaliśmy siebie i rowery.

Giant gotowy do drogi
Giant gotowy do drogi © tomstar
Oczekiwanie na start
Oczekiwanie na start © tomstar

Pozakładaliśmy wszystko co się da, choć z pewnością przydałoby się jeszcze więcej ciepłych ciuchów i ustawiliśmy się do wspólnego zdjęcia. Najbardziej zmarzły nam nogi. Niestety skarpety i w miarę cienkie buty nie były odpowiednie na dzisiejsze warunki. Całe szczęście ratowało nas to słońce.

Ekipa
Ekipa © tomstar

Gdy przyszedł czas na start organizatorzy zaprosili nas wokół startu. Przez mikrofon otrzymaliśmy wszystkie instrukcję i zasady rajdu. Tym razem do zaliczenia na trasie Mega mamy 13 punktów (ostatnio było 11). Kilka wytycznych i rozpoczęło się wydawanie map. Przed każdym rowerem wylądowała odwrócona tyłem mapa. Gdy wszyscy już je otrzymali mogliśmy zabrać się za wyznaczanie trasy. Mała narada i ruszamy. Wyznaczyliśmy sobie trasę na cztery pierwsze punkty, choć już wstępnie wiedzieliśmy jak będzie wyglądać cała droga. Ominęliśmy punkt numer 6, który był najbliżej, ponieważ chcieliśmy go zrobić na samym końcu i udaliśmy się do punktu numer 8, który znajdował się na terenie cmentarza z I Wojny Światowej. Tutaj jeszcze razem z nami pojechało wielu rajdowiczów. Podbiliśmy karty i pojechaliśmy dalej. Następny to punkt numer 5. Przebiliśmy się przez pola i wyjechaliśmy małą ścieżką i przez mostek na szutrową drogę. Tutaj także spotkaliśmy jeszcze wielu innych uczestników. I całe szczęście, bo prawie przejechaliśmy punkt, który znajdował się kawałek w las od drogi. Był to także cmentarz wojenny.

Punkt numer 5, drugi w naszej kolejności
Punkt numer 5, drugi w naszej kolejności © tomstar
Okolica punktu
Okolica punktu © tomstar

Stąd pojechaliśmy dalej na punkt numer 2. Tutaj już prowadziła nas droga asfaltowa i jechało się szybko i wygodnie. Dwa punkty mamy obok siebie, więc z asfaltu postanowiliśmy tylko odbić w lewo na dwójkę i kawałek dalej w prawo na dziesiątkę. Chwilę zajęło nam szukanie punktu numer 2, ponieważ nie dość, że znajdował się w krzakach to w dodatku w małym dole. Mały rekonesans po okolicy i trafiliśmy flagę. Odbiliśmy karty i wróciliśmy na asfalt. Kawałek dalej odbitka ponownie w las i szybkie zaliczenie punktu numer 10, który był obok pomnika. Tutaj przeanalizowaliśmy trasę i postanowiliśmy pojechać na punkt numer 17. Niestety to był błąd o czym przekonaliśmy się na mecie. Droga szybka i łatwa, prowadził nas utwardzony szuter i asfalt. Dojechaliśmy do torów i odbiliśmy w las w stronę rzeki. Punkt znajdował się przy przewalonym drzewie.

Punkt numer 17, piąty w naszej kolejności
Punkt numer 17, piąty w naszej kolejności © tomstar
Przewrócone drzewo nad rzeką przy punkcie
Przewrócone drzewo nad rzeką przy punkcie © tomstar

Zrobiliśmy małą pauzę, zjedliśmy po batonie i wyznaczyliśmy trasę do dziewiętnastki. Postanowiliśmy pojechać dalej wyjechać na asfalt i przebić się miejscowości do Długokąty.

Mała pauza przy punkcie
Mała pauza przy punkcie © tomstar

Wyjechaliśmy z lasu i od razu zrobiło się zimniej. Mimo ciepłego słońca wiatr był bardzo zimny i nie można było ściągnąć wiatrówki. Szybko dojechaliśmy do punktu. Podbiliśmy karty i ponownie chwilę odpoczęliśmy. Na szczęście kolejny punkt to bufet, bo zaczęliśmy robić się już głodni. Spotkaliśmy jeszcze parę ekip, zrobiliśmy kilka zdjęć i pojechaliśmy dalej.

Punkt numer 19, szósty w naszej kolejności
Punkt numer 19, szósty w naszej kolejności © tomstar

Teraz czekała nas już łatwa i szybka droga, sam asfalt. Dojechaliśmy do miasta Puszcza Mariańska, zawróciliśmy i szybko dojechaliśmy do punktu numer 1 obok nadleśnictwa. Poczęstowano nas batonami, chałwą i napojami. Niestety skończyła się gorąca woda i nie załapaliśmy się na herbatę. Muszę przyznać, że szczególnie przysmakowała mi chałwa, której zjadłem chyba z sześć kawałków i kolejne cztery wziąłem do plecaka na dalszą drogę. Dostaliśmy także, tak jak ostatnio, napój energetyczny. Usiedliśmy chwilę nad mapą, wyznaczyliśmy trasę do kolejnych punktów i ruszyliśmy dalej.

Na punkcie żywieniowym
Na punkcie żywieniowym © tomstar

Teraz cały czas asfaltem pojechaliśmy do punktu numer 4 i dalej do puntu numer 18. Przy czwórce zebrało się parę osób, ponieważ wąską ścieżką trzeba było wjechać w las i troszkę poszukać. Zostawiliśmy rowery na ścieżce i poszukaliśmy flagi. Podbiliśmy kartę, zawróciliśmy z powrotem na drogę i pojechaliśmy do osiemnastki. Skończył nam się asfalt i zaczęła kamienista droga. Jechaliśmy dość szybko, choć było niewygodnie, bo kamienie strzelały spod opon. Przy punkcie wjechaliśmy kawałek w las żeby złapać punkt numer 18.

Punkt numer 18, dziewiąty w nasej kolejności
Punkt numer 18, dziewiąty w nasej kolejności © tomstar

Wróciliśmy na drogę i polecieliśmy dalej do trójki. Droga cały czas taka sama, kamienie i szuter. Ponownie odbiliśmy ze szlaku i wjechaliśmy kawałek w gęstszy las, żeby znaleźć punkt. Był to przepust z małym, betonowym mostkiem. Tu także spotkaliśmy wielu uczestników. Generalnie na tym rajdzie wszyscy trzymali się razem i często kogoś mijaliśmy. Ostatnio bardzo dużą część trasy pokonaliśmy sami nie widząc nikogo.

Na punkcie numer 3
Na punkcie numer 3 © tomstar
Punkt numer 3
Punkt numer 3 © tomstar

Teraz już szybka droga na ostatnie punkty, cały czas szuter, ale w miarę wygodny. Wykręciliśmy na dwunastkę. Trochę musieliśmy jej poszukać gdyż była umieszczona w lesie, z dala od drogi i nisko tak, że nie było jej widać z daleka. Trwało to może z dziesięć minut, ale w końcu z pomocą jeszcze kilku innych uczestników znaleźliśmy flagę. Karty podbite i ruszmy dalej.

Zdjęcie z ręki na punkcie
Zdjęcie z ręki na punkcie © tomstar
Punkt numer 12, jedenasty w naszej kolejności
Punkt numer 12, jedenasty w naszej kolejności © tomstar

Zmieniliśmy zdanie, gdyż chcieliśmy stąd jechać od razu na siódemkę i potem jeszcze zostawioną na początku szóstkę, ale postanowiliśmy polecieć na punkt numer 20. Było tam bliżej, po drodze i nie trzeba by zawracać z punktu numer 6 z powrotem do bazy. Po drodze spotkaliśmy jeszcze czterech innych uczestników i razem szukaliśmy punktu. Tutaj także chwilę nam to zajęło ponieważ punkt także dobrze ukryty. Ogólnie miejsce bardzo ładne, chyba najbardziej malowniczo położony punkt. Ładne górki i rzeka w dole, plus piękne słońce na to wszystko, nie mogłem się napatrzeć. Znaleźliśmy flagę i pojechaliśmy w stronę bazy żeby po drodze złapać jeszcze siódemkę.

Na punkcie numer 20, ładne miejsce
Na punkcie numer 20, ładne miejsce © tomstar
Ekipa
Ekipa © tomstar
Giant
Giant © tomstar

Siódemka poszła szybko i łatwo. Mała górka i ostatni punkt zaliczony. Po raz kolejny zrobiliśmy komplet. A sukces większy gdyż punktów było o dwa więcej. Zrobiliśmy sobie fotki i postanowiliśmy rozebrać się z wiatrówek, żeby na metę wjechać w teamowych strojach z Domerem na piersi.

Ostatni nasz punkt Grodzisko
Ostatni nasz punkt Grodzisko © tomstar
Ostatni punkt
Ostatni punkt © tomstar
Karta z zaliczonymi punktami
Karta z zaliczonymi punktami © tomstar

Na metę wjeżdżamy razem. Jesteśmy w miarę szybko. Czas to 5 godzin i 6 minut. Nie ma jeszcze wielu uczestników. Oddajemy karty i jedziemy pod samochód przebrać się, spakować rowery i ogarnąć.

Po powrocie
Po powrocie © tomstar
Giant
Giant © tomstar

Rowerki spakowane na dachu, przebraliśmy się w ciepłe ciuchy i poszliśmy coś zjeść.

Rowery gotowe do powrotu
Rowery gotowe do powrotu © tomstar

Gospodarze ugościli nas przepysznym, gorącym żurkiem, który był podawany na stołówce. Zjedliśmy zupę i poszliśmy jeszcze na grilla. W drewnianym wigwamie rozpalone było ognisko i można było usmażyć sobie kiełbasę, a obok szykowane były kaszanki i karkówka. Wszystko było przepyszne i można było najeść się do syta po tej wyczerpującej trasie, na której dość zmarzliśmy.

Ognisko i kiełbaski
Ognisko i kiełbaski © tomstar
Na pysznym żurku
Na pysznym żurku © tomstar
Start i meta
Start i meta © tomstar
Nasz baner obok orientowego
Nasz baner obok orientowego © tomstar

Teraz mogliśmy usiąść wygodnie na ławce w słońcu i czekać na zakończenie rajdu. W międzyczasie wypiliśmy gorącą kawę i herbatę. Powoli zjeżdżali kolejni uczestnicy. Organizatorzy przygotowywali się do zakończenia. Porozmawialiśmy trochę, pooglądaliśmy rowerki innych i porobiliśmy zdjęcia. Na wigwamie zawieszono nieoficjalne wyniki. Uplasowaliśmy się w okolicach pięćdziesiątego miejsca. Pierwszy metę przekroczył Mikołaj potem Wojtek, Miłosz, ja, Gajor i Przemek. Dzieliły nas sekundy.

Lista wyników
Lista wyników © tomstar

Zrobiłem jeszcze zdjęcia pięknych drewnianych dyplomów i medali. Dziś po za nagrodami za ostatni rajd wręczane były jeszcze nagrody w klasyfikacji generalnej pucharu.

Dyplomy
Dyplomy © tomstar
Medale
Medale © tomstar

Generalnie rajd świetny. Poszło nam na prawdę super. Walczyliśmy całą drogę razem i razem dojechaliśmy na metę. Mimo bardzo niskiej temperatury atmosfera była gorąca, a zabawa przednia. Po raz kolejny udało nam się zaliczyć full. I tym razem zrobiliśmy prawie idealną trasę optymalną. Porównując trasę wyznaczoną przez organizatorów z naszą, okazało się, że zamieniliśmy tylko jeden punkt, tą nieszczęśliwą siedemnastkę. Trzeba było na początku zaliczyć szóstkę, a resztę trasy pojechać tak jak pojechaliśmy odpuszczając sobie właśnie ten punkt numer 17. Aby go zaliczyć dobiliśmy właśnie te 10km. Kilometry optymalne to około 50km, nam wyszło 60km. Wydaje mi się, że idzie nam to coraz lepiej i na pewno coraz bardziej się w ten rodzaj zabawy wciągamy. Na pewno w przyszłym roku zaliczymy wszystkie edycje Bikeorientu. Dzięki wszystkim za świetną zabawę i zorganizowanie imprezy.

Optmalna trasa przejazdu
Optmalna trasa przejazdu © tomstar
Nasza trasa
Nasza trasa © tomstar


  • DST 59.77km
  • Czas 02:41
  • VAVG 22.27km/h
  • VMAX 51.96km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 1453kcal
  • Podjazdy 281m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Standardowe śniadanie w Kaliszu

Niedziela, 4 października 2015 · dodano: 04.10.2015 | Komentarze 2

Jak zawsze specjalnie nie musieliśmy się umawiać na wyjazd niedzielny. Standardowo spotykamy się o 6 rano na rynku. Jedziemy we dwóch ja i Miłosz. Ubraliśmy się bardzo ciepło, gdyż w zeszłym tygodniu było na prawdę zimno. Dziś jednak o wiele cieplej. Mimo, że trzeba mieć założone rękawiczki i czapki, jednak bardzo szybko robi się tak ciepło, że można by je zdjąć. Jedziemy spokojnie na Kalisz. Kawałek za Gołuchowem obróciłem się i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu patrze, a za nami Baka. Zaspał i wyjechał 10 minut za nami, musiał się spinać i po około 18km nas dogonił. Jedziemy więc dalej razem. Standard na stację na kawę i parówę. Dziś kesze odpuszczamy, więc mamy trochę więcej czasu. Wracamy zatem przez las obok Kalisza, wjeżdżamy na tamę w Gołuchowie i wykręcamy jeszcze na karczemkę. W między czasie robi się na prawdę ciepło, rozpinamy wiatrówki, ściągamy czapki, niestety nie zabrałem jednak krótkich rękawiczek. Na koniec wbijamy jeszcze do plant na małe zdjęcie i potem już do domu.

Przed Kaliszem
Przed Kaliszem © tomstar
Wschód słońca przed Kaliszem
Wschód słońca przed Kaliszem © tomstar
Las obok Kalisza
Las obok Kalisza © tomstar
Na tamie w Gołuchowie
Na tamie w Gołuchowie © tomstar
Jezioro w Gołuchowie
Jezioro w Gołuchowie © tomstar
Ładna droga z Gołuchowa
Ładna droga z Gołuchowa © tomstar
Na karczemce
Na karczemce © tomstar
W plantach
W plantach © tomstar


  • DST 59.36km
  • Czas 02:37
  • VAVG 22.69km/h
  • VMAX 48.18km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Kalorie 1463kcal
  • Podjazdy 293m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śniadanie w Kaliszu

Niedziela, 27 września 2015 · dodano: 27.09.2015 | Komentarze 0

Od ostatniego wyjazdu minęło już tydzień. W niedziele był Bieg Przemysława z okazji Wielkopolskiej Ligii Biegowej, w którym wszyscy startowaliśmy. Trzeba było trochę po tym biegu odpocząć, zebrać siły i wyzdrowieć. Postanowiliśmy wystartować w kolejnych biegach w Kórniku i Pniewach, więc teraz wyjazdów będzie już mniej, a więcej biegania. No ale standardowo nie mogliśmy odmówić sobie niedzielnego śniadania w Kaliszu. Pojechaliśmy razem z Miłoszem o 6 rano. Strój typowo jesienno-zimowy. Czapka, długie rękawiczki, getry i wiatrówka. Lecimy spokojnie ścieżką rowerową na Kalisz. Najpierw kawa i parówa na stacji i potem małe keszowanie. Dziś tylko jeden kesz, bo jednego nie znaleźliśmy, a drugi był przy kościele, a trafiliśmy tam przed samą mszą i ruch był duży. Polecieliśmy więc tylko do stacji pogodowej i wróciliśmy do domu.
Na starcie, 6 rano rynek
Na starcie, 6 rano rynek © tomstar
Wschód słońca
Wschód słońca © tomstar
Widoczek przy keszu
Widoczek przy keszu © tomstar
Stacja pogodowa w Kaliszu
Stacja pogodowa w Kaliszu © tomstar
Wpisuję się do logbooka
Wpisuję się do logbooka © tomstar



  • DST 59.40km
  • Czas 02:03
  • VAVG 28.98km/h
  • VMAX 40.22km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 1899kcal
  • Podjazdy 221m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szybka sześćdziesiątka

Czwartek, 17 września 2015 · dodano: 17.09.2015 | Komentarze 0

Siedząc w pracy i patrząc przez okno miałem ochotę wszystko rzucić i wyskoczyć na rower. Pogoda jest świetna, super warunki, ciepło i bez wiatru. Postanowiłem więc wyjechać zaraz jak wrócę do domu. Umówiłem się z żoną, że poczekam jak ona wróci z pracy. Gdy jednak przyszedł czas na wyjechanie złapało mnie znudzenie i rozsiadłem się na tapczanie. Gdy już prawie nie było nadziei i myślałem, że nie zbiorę się żeby jechać, wstałem i wskoczyłem w ciuchy. Musiałem się przemóc, bo grzechem byłoby dziś nie wyjechać. Tym bardziej, że od trzech dni męczy mnie gardło i nie ruszałem się w ogóle. Wskoczyłem więc na rower chwilę przed 18 i poleciałem. Zaplanowałem trasę tak jak ostatnio, szybką sześćdziesiątkę przez Janków, Chocz i Gizałki. W razie czego jakby mi się odechciało zawsze mogłem skrócić trasę w Choczu. Jechało się jednak super, zerwał się trochę wiatr, ale szybko zmieniłem kierunek i miałem go w plecy. Od Jankowa gnałem cały czas prawie 35km/h. Trasa tam jest świetna, dobry asfalt i często z górki. Zatrzymałem się tylko raz na Prośnie żeby zrobić zdjęcia. Gdy zawróciłem w Gizałkach średnia trochę mi spadła, bo miałem znowu pod wiatr i już więcej górek. Jednak mimo wszystko wykręciłem lepszy czas niż ostatnio, gdzie wydawało mi się, że jechałem szybciej i miałem więcej mocy. Więc jak zwykle nie żałuję wyjazdu i dobrze, że się przemogłem.

Na moście przed Jankowem
Na moście przed Jankowem © tomstar
Na moście przed Jankowem
Na moście przed Jankowem © tomstar
Na moście przed Jankowem
Na moście przed Jankowem © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 58.40km
  • Czas 02:25
  • VAVG 24.17km/h
  • VMAX 51.71km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Kalorie 1518kcal
  • Podjazdy 278m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kawa i kesz

Niedziela, 13 września 2015 · dodano: 13.09.2015 | Komentarze 0

Wczoraj zabrakło mi mobilizacji żeby zebrać się na mały wyjazd od rana, mimo, że wstałem o 5 rano. Dziś już nie mogłem sobie odpuścić, tym bardziej, że umówiłem się z Baką i Miłoszem. Standardowo chcemy lecieć na kawę do Kalisza. Umawiamy się na 6 rano  na rynku. Lecimy spokojnie ścieżką przez Gołuchów do Kalisza. Od rana gęsta mgła i jest dość chłodno , dobrze, że założyłem wiatrówkę i getry. Dojeżdżamy na stację i tutaj jak zawsze kawa i kiełbacha. Zastanawiamy się jeszcze nad jakimś keszykiem i lecimy. |Niestety pierwszego, który jest najbliżej nie znajdujemy, więc jedziemy kawałek dalej. Ten kesz znajduje się przy cmentarzu. Znajdujemy go bez problemu. Robimy wpisy i fotki i wracamy. Zatrzymujemy się jeszcze w parku na fotkę, bo widoczek fajny i wracamy do domu. Z powrotem mamy wiatr w plecy i zrobiło się nam całkiem niezłe tempo. Średnia wyszła prawie 30km/h. Gdy dojeżdżamy do domu zaczyna robić się ciepło, wyszło słońce i rozeszła się mgła.

Ekipa przy keszu
Ekipa przy keszu © tomstar
Cmentarz przy keszu
Cmentarz przy keszu © tomstar
Logbook
Logbook © tomstar
W parku w Kaliszu i widoczek
W parku w Kaliszu i widoczek © tomstar
Mała pauza w Gołuchwie
Mała pauza w Gołuchwie © tomstar


  • DST 58.93km
  • Czas 02:04
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 41.56km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Kalorie 1854kcal
  • Podjazdy 217m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poprawka po wczorajszym wyjeździe

Niedziela, 30 sierpnia 2015 · dodano: 30.08.2015 | Komentarze 0

Już wczoraj wracając z Lichenia myślałem o tym, żeby dziś także wyskoczyć na jakiś dystans. Miałem ustawiony budzik na 5.30 jednak wygrała chęć wyspania się. Tak poranek odpuściłem, spędziłem czas z rodzinką, ale po popołudniowy grillu już nie mogłem się powstrzymać. Cały dzień chodził za mną wyjazd, więc znalazłem chwilkę około 17 i wyjechałem. Wyznaczyłem trasę na takie szybkie 60km, żeby w miarę wcześnie wrócić. Pojechałem więc w stronę Brzezia ścieżką, a potem odbiłem na Tursko i Janków. Mimo, że wiatr miałem w twarz jechało się bardzo dobrze, powiedziałbym nawet zadziwiająco dobrze mając w nogach wczorajszy dystans. Tempo utrzymywałem gdzieś na około 27km/h. Zrobiłem małą pauzę na moście przez Jankowem, a potem już jechałem ostro dalej. Tempo cały czas się trzymało, a wiatr miałem już z boku, więc nie przeszkadzał. Mimo gorączki lejącej się z nieba nie czułem zmęczenia. Miałem ze sobą dwa pełne bidony i dużą butle w plecaku. Na takie ciepło trzeba być przygotowanym. Z Jankowa poleciałem na Chocz i Gizałki. Specjalnie ułożyłem sobie taką trasę gdyż wiedziałem, że jest tu sporo odcinków z górki i można fajnie się rozbujać. Tempo nie spada więc cisnę cały czas. Od Gizałek aż do domu, ani razu prędkość nie spadła mi poniżej średniej, a ta miała już 28km/h. Tak dojechałem do domu. A gdy się zatrzymałem byłem mokrutki. Genialny wyjazd, nie spodziewałem się, że będzie mi się tak rewelacyjnie jechało.
Na moście przed Jankowem
Na moście przed Jankowem © tomstar
Giant na moście
Giant na moście © tomstar
Mała pauza przed Choczem i widoczek
Mała pauza przed Choczem i widoczek © tomstar
Giancik
Giancik © tomstar

Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|


  • DST 61.23km
  • Czas 02:19
  • VAVG 26.43km/h
  • VMAX 45.36km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 1770kcal
  • Podjazdy 228m
  • Sprzęt Giant Roam 2 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Okazja na wieczorne łapanie kilometrów

Środa, 26 sierpnia 2015 · dodano: 26.08.2015 | Komentarze 0

Ostatnio trochę więcej czasu poświęcam na bieganie, ponieważ 20 października odbywa się w Pleszewie Bieg Przemysława, w którym chce wystartować. Dlatego ostatnio wieczorami gdy mam wolną chwilę wybiegam na parę kilometrów. Ale dziś wyjątkowo żona została w domu i nie mogłem przepuścić takiej okazji. Wskoczyłem więc na rower już o 19:00 i poleciałem w małą trasę. Zaplanowałem spokojne 60km. Pogoda znowu nam się robi przyjemna, więc nie trzeba się za bardzo ubierać. Nie ma wiatru, a temperatura około 20 stopni. Lecę zatem na Chocz, żeby potem odbić na Grodzisko, Zawidowice i Tursko. Jadę potem na Jedlec, ale wyjątkowo nie wykręcam na Gołuchów na ścieżkę rowerową tylko jadę przez wioski aż do Kuchar. Odpuściłem sobie ścieżkę, bo o tej porze i przy tak dobrej pogodzie na pewno będzie ona roić się od spacerujących rowerzystów, których ciężko wyprzedać. Z Kuchar jadę na Krzywosądów i Bronów. Stamtąd już prosto do domu. Ładny czas i świetny wyjazd. Jechało się rewelacyjnie i nie jestem aż tak późno w domu.


Zachód słońca
Zachód słońca © tomstar
Wieczorne niebo
Wieczorne niebo © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|