-
|50-100KM|
BIKEORIENT|
CZASÓWKA|
DO 50KM|
GDAŃSK 2014|
GEOCACHING|
GÓRA KAMIEŃSK|
GÓRY|
LIBEREC 2016|
NOCNE WYPADY|
POWYŻEJ 100KM|
POWYŻEJ 200KM|
POWYŻEJ 300KM|
POWYŻEJ 400KM|
POWYŻEJ 500KM|
SAMOTNIE|
WYPRAWY|
Z BAKĄ|
Z MIKOŁAJEM|
Z MIŁOSZEM|
Z ŻONĄ|
ZAWODY|
Info
Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mója szosa, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi lub z żoną.
Przejechałem już: 75765.24 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 26.54 km/h .
Więcej o mnie.
DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS
WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR
Moje rowery
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec1 - 0
- 2026, Czerwiec12 - 1
- 2026, Maj13 - 0
- 2026, Kwiecień8 - 0
- 2026, Marzec8 - 0
- 2026, Luty1 - 0
- 2025, Listopad2 - 0
- 2025, Październik1 - 0
- 2025, Wrzesień11 - 0
- 2025, Sierpień18 - 0
- 2025, Lipiec19 - 2
- 2025, Czerwiec17 - 0
- 2025, Maj12 - 0
- 2025, Kwiecień17 - 0
- 2025, Marzec6 - 0
- 2025, Styczeń1 - 0
- 2024, Wrzesień4 - 0
- 2024, Sierpień10 - 0
- 2024, Lipiec11 - 0
- 2024, Czerwiec14 - 0
- 2024, Maj11 - 1
- 2024, Kwiecień3 - 2
- 2024, Marzec4 - 0
- 2024, Luty1 - 0
- 2024, Styczeń1 - 0
- 2023, Grudzień1 - 0
- 2023, Listopad1 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień6 - 0
- 2023, Sierpień14 - 0
- 2023, Lipiec21 - 4
- 2023, Czerwiec13 - 0
- 2023, Maj13 - 0
- 2023, Kwiecień11 - 0
- 2023, Marzec5 - 0
- 2023, Luty2 - 0
- 2023, Styczeń3 - 0
- 2022, Październik4 - 0
- 2022, Wrzesień4 - 0
- 2022, Sierpień13 - 0
- 2022, Lipiec9 - 0
- 2022, Czerwiec12 - 3
- 2022, Maj10 - 4
- 2022, Kwiecień8 - 0
- 2022, Marzec3 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień6 - 0
- 2021, Sierpień7 - 0
- 2021, Lipiec17 - 1
- 2021, Czerwiec15 - 0
- 2021, Maj11 - 2
- 2021, Kwiecień3 - 2
- 2021, Marzec5 - 1
- 2021, Luty2 - 0
- 2020, Listopad3 - 0
- 2020, Październik2 - 0
- 2020, Wrzesień8 - 0
- 2020, Sierpień13 - 5
- 2020, Lipiec15 - 0
- 2020, Czerwiec14 - 0
- 2020, Maj15 - 0
- 2020, Kwiecień13 - 19
- 2020, Marzec7 - 6
- 2020, Luty4 - 0
- 2019, Październik2 - 0
- 2019, Wrzesień9 - 0
- 2019, Sierpień15 - 0
- 2019, Lipiec16 - 3
- 2019, Czerwiec11 - 10
- 2019, Maj11 - 4
- 2019, Kwiecień5 - 3
- 2019, Marzec7 - 13
- 2019, Luty1 - 0
- 2018, Listopad1 - 1
- 2018, Październik6 - 0
- 2018, Wrzesień10 - 10
- 2018, Sierpień7 - 0
- 2018, Lipiec7 - 2
- 2018, Czerwiec4 - 0
- 2018, Maj7 - 5
- 2018, Kwiecień5 - 0
- 2017, Grudzień1 - 0
- 2017, Wrzesień1 - 0
- 2017, Sierpień3 - 0
- 2017, Lipiec6 - 0
- 2017, Czerwiec4 - 10
- 2017, Maj8 - 0
- 2017, Kwiecień2 - 0
- 2017, Marzec2 - 0
- 2017, Styczeń1 - 0
- 2016, Październik1 - 4
- 2016, Wrzesień1 - 0
- 2016, Sierpień7 - 0
- 2016, Lipiec14 - 31
- 2016, Czerwiec5 - 4
- 2016, Maj5 - 6
- 2016, Kwiecień9 - 11
- 2016, Marzec6 - 6
- 2016, Luty3 - 2
- 2016, Styczeń1 - 2
- 2015, Grudzień1 - 0
- 2015, Listopad1 - 2
- 2015, Październik6 - 11
- 2015, Wrzesień7 - 0
- 2015, Sierpień14 - 18
- 2015, Lipiec11 - 3
- 2015, Czerwiec9 - 11
- 2015, Maj11 - 6
- 2015, Kwiecień4 - 0
- 2015, Marzec8 - 0
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń3 - 3
- 2014, Grudzień3 - 0
- 2014, Listopad7 - 3
- 2014, Październik7 - 2
- 2014, Wrzesień7 - 1
- 2014, Sierpień15 - 11
- 2014, Lipiec17 - 5
- 2014, Czerwiec16 - 8
- 2014, Maj9 - 5
- 2014, Kwiecień3 - 0
- 2014, Marzec1 - 0
- 2014, Luty2 - 0
- 2014, Styczeń1 - 0
- 2013, Listopad9 - 7
- 2013, Październik9 - 9
- 2013, Wrzesień12 - 11
- 2013, Sierpień17 - 34
- 2013, Lipiec19 - 23
- 2013, Czerwiec16 - 35
- DST 101.11km
- Czas 04:10
- VAVG 24.27km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 22.0°C
- Kalorie 2150kcal
- Podjazdy 470m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Spokojna stówka w Baką
Niedziela, 12 sierpnia 2018 · dodano: 12.08.2018 | Komentarze 0
Dziś udało mi się wyciągnąć na rower Bakę. Nie jeździliśmy razem ponad półtora miesiąca. Jakoś ostatnio nie było okazji. Dziś ma troszkę mocniej wiać na wschód, więc wyznaczamy trasę tak aby mieć z wiatrem do domu. Chciałem lecieć na Książ Wielkopolski, ale Baka zaproponował bokami dojechać do Borku i potem bokami wrócić. Dystans taki sam, a przynajmniej spokój i cisza. Z drugiej strony jeszcze tamtędy nie jeździłem, więc się zgodziłem. Najpierw lecimy przez Czermin na Jarocin. Jak zwykle naszą boczną, super drogą. Potem zaraz za Jarocinem odbijamy znowu na boki w Stronę Góry. Małe kółeczko obok Borka i już trasa do domu. Tą drogę już znam. Lecimy na Rusko, a potem boczkiem w kierunku Goliny. Od wczoraj coś mi trzeszczało w korbie, a dziś strzeliło strasznie mocno i tak strzelało co jakiś czas. Wystraszyłem się, że siadł suport. Dziwne, bo jest nowy. Ale zatrzymujemy się w Dobrzycy i okazało się, że największy blat korby się poluzował. Puściły śruby i cała zębatka latała. Na szczęście Baka ma klucz, więc dokręciłem blat i dojechałem do domu. W domu mocniejsze dokręcenie. Całe szczęście rower nie musi iść na serwis. W domu jestem zaraz przed 12.

Pauza przed Jarocinem - artystycznie :) © tomstar

Gdzieś po drodze © tomstar

Pauza w Dobrzycy w parku © tomstar

Giant Roam 2 © tomstar
Kategoria Z BAKĄ|, POWYŻEJ 100KM|
- DST 73.49km
- Czas 03:08
- VAVG 23.45km/h
- VMAX 48.33km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 1574kcal
- Podjazdy 384m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobotni poranek z żoną
Sobota, 11 sierpnia 2018 · dodano: 11.08.2018 | Komentarze 0
Na dziś udało mi się wyciągnąć żonę na spacerek rowerowy. Pogoda ma być super, więc trzeba to od rana wykorzystać. Plan na małe 70 do Żerkowa. Jedzie się tędy dobrze i cały czas dobry asfalt. Wyjeżdżamy o godzinie 8. Od rana jeszcze trochę chłodno i pochmurnie. W nocy padało, ale nie za mocno. Jednak szybko się wypogadza, przechodzą chmury i wychodzi słońce. W Jarocinie zatrzymujemy się na chwilę na stacji, żeby potem szybko przelecieć przez miasto. O tej porze jest już duży ruch i pełno aut. Wyjeżdżamy na trasę na Żerków. Tutaj można sobie troszkę szybciej polecieć, bo praktycznie cały czas z górki. W Żerkowie wjeżdżamy sobie na rynek, robimy mały odpoczynek i jemy lody. Potem już do domu. Mamy trochę pod wiatr, ale nie jest tak źle. Dorota już trochę zmęczona, ale daje radę. Z Grabu wykręcamy na Czermin i potem już do domu. Spacerek zrobiony.

Mała pauza na stacji w Jarocinie © tomstar

Pauza na rynku w Żerkowie © tomstar

Szybka fotka na pauzie przed Grabem © tomstar
Kategoria |50-100KM|, Z ŻONĄ|
- DST 104.71km
- Czas 04:18
- VAVG 24.35km/h
- VMAX 49.39km/h
- Temperatura 28.0°C
- Kalorie 2238kcal
- Podjazdy 507m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Jezioro Sławskie i okolice dzień 2
Niedziela, 5 sierpnia 2018 · dodano: 05.08.2018 | Komentarze 0
Obudziłem się chwilę po 6. A w sumie to obudził mnie deszcz pukający w namiot. Nie wstawałem, poleżałem sobie jeszcze spokojnie do 8. Czekałem aż przestanie padać. Spało mi się okropnie. Najpierw nie mogłem usnąć, a potem cały czas się budziłem i rzucałem. Bałem się, że przez to będę zmęczony i źle mi się będzie jechać. Wstałem po 8, zrobiłem sobie śniadanie i uszykowałem się do jazdy. Rzeczywiście, jakoś mi się nie chce, ale nie odpuszczam. Wyruszam o 8:30. Dziś kieruję się na Głogów. Niestety zaraz za Sławą zaczyna znowu padać. Pogoda nie przewidywała deszczu, dlatego jestem trochę zły. Całe szczęście przestaje padać po parunastu minutach. Ale za to bardzo mocno wieje. Na to byłem przygotowany. Na całe szczęście wiatr na razie nie przeszkadza. Jadę sobie powoli, ale robię mniej pauz. W miarę szybko i sprawnie dojeżdżam do Głogowa. Miasto jest piękne. Ma bardzo ładne, małe uliczki, piękne kamienice i mnóstwo ruin i zabytków. Zatrzymuję się na rynku, robię kilka zdjęć i mały odpoczynek. Jest tutaj na prawdę bardzo ładnie. W międzyczasie wychodzi słońce, a ja odzyskuje siły i chęci. Stwierdzam, że teraz jedzie mi się nawet lepiej niż wczoraj. Wyjeżdżając z Głogowa wjechałem jeszcze na kawę na stacje. Jadę kawałek trasą nr 12. Ale tylko kilometr i odbijam na boki w kierunku Wschowy. Znowu trafiłem na świetną boczną drogę. Mały ruch, lasy i dobry asfalt. Jadąc spokojnie dojechałem do Wschowy. Wiatr mam z boku i z tyłu, dlatego cały czas nie przeszkadza, a mi jedzie się coraz lepiej. We Wschowie odpoczynek na rynku i jazda dalej na boki w kierunku Boszkowa. Tutaj także ładne, boczne drogi. W miejscowości Włoszakowice odbijam w stronę Sławy. Teraz mam już pod wiatr. Wieje na prawdę mocno i muszę nieźle się nadeptać żeby utrzymać tempo. Całe szczęście mam już tylko 20km do domu. Powolutku dojechałem na pole namiotowe, złożyłem namiot, uszykowałem rower, auto, przebrałem się i pojechałem do domu.
Wyjazd super. Zaliczyłem aż 16 nowych gmin, a jeździłem po terenie aż trzech województw - Wielkopolskim, Lubuskim i Dolnośląskim. Tereny fantastyczne. Piękne lasy i jeziora. Szkoda, że miałem tylko dwa dni, ale na pewno wrócę tutaj na dłużej. Miejsce, w którym spałem też świetne. Na uboczu, z dala od miasta, cisza i spokój. O dziwo nie jestem zmęczony, a bałem się, że będzie gorzej. Czuję się fantastycznie.
Wyjazd super. Zaliczyłem aż 16 nowych gmin, a jeździłem po terenie aż trzech województw - Wielkopolskim, Lubuskim i Dolnośląskim. Tereny fantastyczne. Piękne lasy i jeziora. Szkoda, że miałem tylko dwa dni, ale na pewno wrócę tutaj na dłużej. Miejsce, w którym spałem też świetne. Na uboczu, z dala od miasta, cisza i spokój. O dziwo nie jestem zmęczony, a bałem się, że będzie gorzej. Czuję się fantastycznie.

Rowerowa pobudka © tomstar

Stary rynek w Sławie © tomstar

Pomnik w Głogowie © tomstar

Piękne kamienice w Głogowie © tomstar

Chłopiec z procą na rynku w Głogowie © tomstar

Giant na rynku © tomstar

Widok na most w Głogowie © tomstar

Trasa na Wschowę © tomstar

Widoczek przed Wschową © tomstar

Rynek we Wschowie © tomstar

Widoczek w drodze powrotnej na Sławę © tomstar

Koniec, szykowanie i wracanie do domu © tomstar
Kategoria POWYŻEJ 100KM|, SAMOTNIE|, WYPRAWY|
- DST 109.90km
- Czas 04:56
- VAVG 22.28km/h
- VMAX 45.82km/h
- Temperatura 32.0°C
- Kalorie 2331kcal
- Podjazdy 711m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Jezioro Sławskie i okolice dzień 1
Sobota, 4 sierpnia 2018 · dodano: 05.08.2018 | Komentarze 0
Od jakiegoś czasu czuje znudzenie okolicznymi trasami. W obrębie 100km od domu wszystko znam jak własną kieszeń. Chciałem pojechać gdzieś dalej, tam gdzie jeszcze nie byłem. Jednak nie chciałem marnować czasu i sił na dojazd. Wpadłem więc na pomysł żeby wziąć auto, wrzucić rower na dach i pojechać w jakieś ciekawe miejsce. Tam rozbić namiot i pojeździć sobie po okolicy. Wszystko dobrze się zbiegło, bo żona wraz z córą pojechała do teścia, a ja mam wolny weekend. Postanowiłem pojechać do miejscowości Sława. Już kiedyś oglądałem to miejsce na mapach. Przygotowałem się na sobotę rano. Wstaję o 6, szykuję wszystko, zabieram namiot, narzędzia i jedzenie. Ruszam chwilę przed ósmą. Na miejscu jestem chwilę po dziesiątej. Załatwiłem sprawy formalne, rozbiłem namiot i przygotowałem się do drogi. Plan na dziś to Zielona Góra i Nowa Sól. Mam dwa dni, codziennie chce robić po 100km. Nie muszę się śpieszyć, mam czas. Mogę pozwiedzać, zatrzymywać się gdy zobaczę coś ciekawego. Przed wyjazdem przygotowałem się i sprawdziłem co warto zobaczyć. Zaczynam od wieży widokowej zaraz za Sławą. Zjechałem z drogi w las. Oczywiście musiałem zrobić zdjęcie panoramy jeziora i okolicznych lasów. Potem kierowałem się dalej do miejscowości Milsko gdzie jest przeprawa promowa. Tam przebijam się dalej w stronę Zielonej Góry. Nie jadę jednak prosto, tylko odbijam na boki, na mniejsze drogi. Tereny tutaj są świetne, dużo górek i lasów, a widoki wspaniałe. Do Zielonej Góry wbijam się od Starego Kisielina. Kieruję się na stare miasto. Muszę skorzystać z nawigacji, bo miasto duże. Trafiłem na rynek. Tutaj pauza. Uzupełnienie wody, kupiłem sobie lody i odpocząłem. Ochłodziłem się też na kurtynie wodnej. Jest dziś mega gorąco. Dopiero na pauzie, w mieście poczułem jaki jest skwar. Dalej jadę bokami na Nową Sól. Za Zieloną Górą ominąłem jeden zakręt i pojechałem źle, ale dobrze się stało, bo nie chcąc wracać pojechałem totalnymi bokami. Trafiłem w bardzo ładne i spokojne miejsca. Potem już wzdłuż trasy na Nową Sól. W Nowej Soli dojeżdżam do Odry. Maja tu piękne nabrzeże, port i most. Jest też piękne miejsce do odpoczynku. Niestety zaczyna padać. Schowałem się w małym amfiteatrze w pobliskim parku i przeczekałem deszcz. Na szczęście nie padało za długo. Dalej już bokami wracam do Sławy. Zalazłem drogę, która przez cały czas wiodła przez las. Nie mijały mnie praktycznie żadne samochody. Tak dojechałem prawie do samej Sławy. Po drodze chciałem jeszcze odbić zobaczyć pałacyk myśliwski, jednak obiekt prywatny i nie można było wejść. Wróciłem więc na swoje pole namiotowe. Wykapałem się, zjadłem i odpocząłem. Zrobiłem jeszcze mały spacer i porobiłem zdjęcia. Poszedłem spać po 22. Muszę się przygotować na jutro.

Wieża widokowa © tomstar

Widok z wieży widokowej © tomstar

Przeprawa promowa © tomstar

Przeprawa promowa w Milsku © tomstar

Postój w malowniczej miejscowości Przytok © tomstar

Stary rynek w Zielonej Górze © tomstar

Zielonogórski Bachusik z aparatem © tomstar

Piękna, wąskie uliczki Zielonej Góry © tomstar

Zatoka portowa w Nowej Soli © tomstar

Widok na Odrę w Nowej Soli © tomstar

Miejsce do odpoczynku nad Odrą © tomstar

Widoczek w drodze na Sławę © tomstar

Trasa powrotna na Sławę © tomstar

Po powrocie do obozu © tomstar

Zachód słońca nad Jeziorem Sławskim © tomstar
Kategoria POWYŻEJ 100KM|, SAMOTNIE|, WYPRAWY|
- DST 31.34km
- Czas 01:00
- VAVG 31.34km/h
- VMAX 47.19km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 671kcal
- Podjazdy 152m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Szybki wyjazd do Dobrzycy na rozciągnięcie nóg
Niedziela, 29 lipca 2018 · dodano: 29.07.2018 | Komentarze 0
Wczoraj zrobiłem swoje więc dziś nie było presji na wyjazd. Tym bardziej, że wczoraj mieliśmy jeszcze firmową integracje i poszło dużo kiełbasy z grilla i piwka. Ale dziś dzień spokojny, mały spacerek i ostatni etap Tour de France w tv. Na wieczór jednak wiaterek się uspokoił i postanowiłem skoczyć na szybką trzydziestkę do Dobrzycy. Trzeba spalić trochę tej kiełbachy. Także poleciałem na szybki trening, jednak nie cisnąłem na maksa. Tak żeby poczuć wyjazd, bo na dłużej nie chciałem lecieć. Czas to 59:55, średnia 31,38km/h. Gdy wróciłem chciałem zrobić zdjęcie roweru jednak kot miał inne plany i to on stał się głównym modelem sesji. Także oto kot na tle roweru :)

Kot wtargnął na sesje roweru :) © tomstar
- DST 116.44km
- Czas 04:36
- VAVG 25.31km/h
- VMAX 40.54km/h
- Temperatura 22.0°C
- Kalorie 2491kcal
- Podjazdy 399m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Powolutku i spacerkowo
Sobota, 28 lipca 2018 · dodano: 28.07.2018 | Komentarze 0
Po wczorajszej burzy praktycznie już nie ma śladu. Jest ciepło, sucho i słonecznie. Wstaje o 5 rano i już o tej porze zaczyna być parno. Nie mam dziś jakoś weny. Wstaję powoli, robię sobie kawę i płatki. Trochę posiedziałem jeszcze na fotelu i zebrałem się do wyjazdu. Nie ma dziś wcale wiać, więc obojętnie w którą stronę pojadę. Kieruję się na Dobrzycę. Zaplanowałem sobie wyjazd już wczoraj. Chce jechać bokami na Pogorzelę, potem na Krotoszyn i do domu. Kulam się powoli, jakoś mi się dziś nie chce. Ale dzień jest tak piękny, że grzechem byłoby zmarnować taką pogodę. Dojechałem do Koźmina i w parku zrobiłem sobie małą pauzę. Potem pojechałem bokami. Zawsze jeździłem do Pogorzeli główną, dlatego dziś chciałem pokręcić się po okolicznych wioskach. Spokój tu i cisza. Zaczyna mi się jechać coraz lepiej. Dzisiejszy wyjazd traktuję bardziej wycieczkowo, nigdzie mi się nie spieszy, nie cisnę i nie jadę na lemondce. Spokojnie dojechałem do Pogorzeli, a kawałek za nią zrobiłem sobie kolejną pauzę. Teraz bokami na Krotoszyn. W Krotoszynie chwila odpoczynku na rynku. Mają chyba dni miasta, bo na rynku duża scena i gra muzyka. Posiedziałem tutaj chwilę i poleciałem dalej. Zrobiło się już bardzo ciepło i jeszcze po drodze musiałem zatrzymać się żeby kupić wodę. Od razu kupiłem sobie także loda, żeby się ochłodzić. Teraz już bez przerw do domu. Gorąco, ale wyjazd bardzo przyjemny.

Trasa na Koźmin © tomstar

W Koźminie © tomstar

Pauza za Pogorzelą © tomstar

Pauza za Pogorzelą © tomstar

Muzyczka na rynku w Krotoszynie © tomstar

Fontanna w Krotoszynie © tomstar

Szybka pauza w Nowej Wsi © tomstar
Kategoria POWYŻEJ 100KM|, SAMOTNIE|
- DST 31.30km
- Czas 00:57
- VAVG 32.95km/h
- VMAX 50.18km/h
- Temperatura 28.0°C
- Kalorie 673kcal
- Podjazdy 160m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Szybka czasóweczka
Czwartek, 26 lipca 2018 · dodano: 26.07.2018 | Komentarze 0
Naoglądałem się dzisiaj Tour de France i wzięło mnie na szybki trening. Dawno nie robiłem czasówki do Dobrzycy, więc dziś jest dobry dzień. Obejrzałem finisz etapu i wskoczyłem na rower. Jak zwykle lecę na Dobrzycę. Cisnę na maksa, tyle ile mogę. Wiatr mam boczny, lekko w plecy. Na powrót będzie wiać w twarz, ale co mi tam. Do Dobrzycy mam świetną średnią, rzeczywiście wiatr pomaga. Lecę na 35km/h. Z powrotem prędkość spada, ale dusze tyle ile mogę. Wiatr jest dość mocny, ale jak trening to trening. Skończyłem z czasem 57min19sek. Bardzo ładnie. Średnia wyszła mi 32,9km/h. Trening zaliczony. Swoją drogą muszę skoczyć znowu na serwis, bo strasznie coś mi trzeszczy korba gdy staję na pedałach na podjazdach. Muszę to wyeliminować, bo strasznie mnie to wkurza. A takie awarie typu coś mi trzeszczy są najgorsze. Mam nadzieje, że namierzymy co to jest.
Dystans: 31,30 km
Czas: 57:19
Średnia prędkość: 32,91 km/h

Po treningu © tomstar
Dystans: 31,30 km
Czas: 57:19
Średnia prędkość: 32,91 km/h

Po treningu © tomstar
Kategoria CZASÓWKA|
- DST 35.90km
- Teren 3.00km
- Czas 01:36
- VAVG 22.44km/h
- VMAX 47.19km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 778kcal
- Podjazdy 198m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Wieczorny spacerek z żoną
Wtorek, 24 lipca 2018 · dodano: 24.07.2018 | Komentarze 2
Dziś wieczorkiem zaplanowaliśmy mały spacerek z żoną jak zwykle do Gołuchowa. W sobotę biegłem nocny półmaraton w Kaliszu. Pobiegłem tam tak dla zabawy, bo bieg pod nosem i ciekawa pora. Nie biegłem jeszcze nocnego półmaratonu. Impreza się udała, miałem przyzwoity czas, ale trochę bolały mnie nogi. Dałem sobie odpocząć i dziś najwyższa pora na rozciągnięcie nóg. Pojechaliśmy inaczej niż zawsze. Wykręciliśmy na Rokutów. Ostatni raz jechałem tu jeszcze na Meridzie, więc ponad cztery lata temu. Z Rokutowa do Turska droga prowadzi przez las i nie ma tam asfaltu. Przejechaliśmy tędy i dalej juz asfaltem na Gołuchów. Posiedzieliśmy chwilę na plaży i spokojnie wróciliśmy do domu.

Rowerki na plaży w Gołuchowie © tomstar

Giant na plaży © tomstar

Nogi na plaży © tomstar

Droga przez las z Rokutowa do Turska © tomstar
- DST 121.58km
- Czas 04:49
- VAVG 25.24km/h
- VMAX 46.91km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 2604kcal
- Podjazdy 722m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Szczyt Wielkopolski i Pałac Myśliwski
Środa, 11 lipca 2018 · dodano: 11.07.2018 | Komentarze 0
Obudziłem się chwilę po siódmej. Niestety za oknem cały czas słychać było padający deszcz. Od razu chwyciłem telefon i sprawdziłem pogodę. Ma tak padać do 11, potem znowu od 14. A ja muszę dziś wrócić do domu. Wstaję, idziemy z maludą do sklepu po śniadanie, a potem kawka i odpoczywanko. Maluda poleciała pobawić się z dziećmi, a ja o 10 zrobiłem sobie jeszcze małą drzemkę. Trzymało mnie jeszcze zmęczenie od wczoraj. O 11 stwierdzam, że nie ma co, trzeba jechać. Na całe szczęście przestaje padać, dokładnie tak jak podało meteo.pl. Całe szczęście. Postanowiłem dziś zrobić trasę, tą którą miałem zrobić wczoraj. Bokami chciałem wrócić do domu. Oczywiście zaczynamy od szczytu Wielkopolski. Jadę na Kobylą Górę, tam kilka zdjęć i bokami jadę na Syców. W Sycowie jeszcze nie byłem, więc dobrze się składa, bo wleci nowa gmina. Cały czas mam dobrą pogodę i od razu jedzie się świetnie. Szkoda, że wczoraj tak nie było. Z Sycowa jadę na Międzybórz, a potem bokami przez Domasławice na Odolanów. Po drodze mam jeszcze zabytkowy Pałac Myśliwski. Skorzystałem z okazji i odbiłem z trasy aby go zobaczyć. Bardzo ładne miejsce, choć niestety zaniedbane. Gdy wróciłem na trasę zaczęło kropić. Jak w zegarku, mam 14 i mam deszcz. Pogodzony z tym, że kolejne 60 km pojadę znowu w deszczu deptam bez entuzjazmu do Odolanowa. Jednak z lewej wychodzi słońce, a deszcz to raczej mała mżawka, która powoli mija. W Odolanowie zjadłem jeszcze hotdoga, a deszcz przestał padać. Wyszło słońce i zrobiło się ciepło. Świetnie, teraz mogę jechać. Mimo zmęczenia jedzie się dobrze. Całe szczęście, że nie pada. Wracam już standardową drogą przez Raszków, w którym robię ostatnią pauzę, a potem prosto do domu. W domu jestem chwilę przed 17. Mimo deszczu w pierwszym dniu wyjazd bardzo udany.

Kobyla Góra - szczyt Wielkopolski © tomstar

Na Kobylej Górze © tomstar

Tablica © tomstar

Na Kobylej Górze © tomstar

Trasa S8 © tomstar

Trasa na Syców © tomstar

Zabytkowy kościół w Międzyborzu © tomstar

Droga na Odolanów © tomstar

Pałac Myśliwski w Sośnie © tomstar

Pałac Myśliwski w Sośnie © tomstar

Pałac Myśliwski w Sośnie © tomstar

Pałac Myśliwski w Sośnie © tomstar

Droga na Raszków © tomstar

Ostatnia pauza w Raszkowie © tomstar
Kategoria POWYŻEJ 100KM|, SAMOTNIE|
- DST 77.35km
- Czas 02:55
- VAVG 26.52km/h
- VMAX 37.16km/h
- Temperatura 10.0°C
- Kalorie 1646kcal
- Podjazdy 415m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Kobylej Góry
Wtorek, 10 lipca 2018 · dodano: 11.07.2018 | Komentarze 0
Tak jak w zeszłym roku i w tym córa pojechała z babcią na wakacje do Kobylej Góry. Oczywiście nie omieszkałem skorzystać z okazji i zrobić wycieczkę do Kobylej i z powrotem. Jadę sam bez żony, bo wyjazd wypadł w środku tygodnia, a ona nie ma wolnego. Pogoda nie zachęca, ale wszystko już zaplanowane więc jadę. Niestety gdy wyruszam zaczyna padać. Jadę o 11 i niestety jak zaczęło padać tak nie przestało. Miałem zaplanowaną dłuższą trasę i chciałem kółeczkiem pojechać do Kobylej odkrywając nowe trasy. Niestety deszcz pokrzyżował mi wszystko. Rozpadało się na dobre. Byłem cały mokry i było mi zimno. Chciałem jak najszybciej dojechać do Kobylej Góry, więc wrzuciłem tempo i bez przerw leciałem przed siebie. Zatrzymałem się tylko raz w Odolanowie na stacji na kawę i hotdoga, bo strasznie zmarzłem. Potem już dzida do samej Kobylej. Utrzymywałem dobre tempo, cały czas jechałem na lemondce, tak było mi cieplej. Dopiero przed samą Kobylą przestało padać. Dojechałem chwilę przed trzecią. Wykąpałem się,rozgrzałem i wypiłem kawę. Poszliśmy z maludą i babcią na obiad, a potem na spacerek dookoła jeziora, a wieczorem meczyk i piwko. Mimo zmęczenia cieszę się, że pojechałem.

Jedyna pauza na stacji w Odolanowie © tomstar

Na spacerku © tomstar

Jezioro w Kobylej Górze © tomstar

Na spacerku © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|







