-
|50-100KM|
BIKEORIENT|
CZASÓWKA|
DO 50KM|
GDAŃSK 2014|
GEOCACHING|
GÓRA KAMIEŃSK|
GÓRY|
LIBEREC 2016|
NOCNE WYPADY|
POWYŻEJ 100KM|
POWYŻEJ 200KM|
POWYŻEJ 300KM|
POWYŻEJ 400KM|
POWYŻEJ 500KM|
SAMOTNIE|
WYPRAWY|
Z BAKĄ|
Z MIKOŁAJEM|
Z MIŁOSZEM|
Z ŻONĄ|
ZAWODY|
Info
Mam na imię Tomek vel tomstar opisuję tutaj moje duże, średnie i mniejsze wyjazdy rowerowe. Jeżeli chcesz mi potowarzyszyć zapraszam do lektury i komentarzy. Pochodzę z Pleszewa, nie za dużej miejscowości w Wielkopolsce niedaleko Kalisza i Jarocina. Jeżdżę przede wszystkim po asfalcie, a wyjazdy traktuję jako wycieczkę i przygodę. Towarzyszy mi mója szosa, a w trasy staram się wyjeżdżać z przyjaciółmi lub z żoną.
Przejechałem już: 75868.27 kilometrów
W tym w terenie: 604.00
Moja średnia prędkość: 26.54 km/h .
Więcej o mnie.
DODAJ WPIS
PROFIL
WYLOGUJ
KANAŁ RSS
WYSZUKAJ NA BLOGU TOMSTAR
Moje rowery
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec2 - 0
- 2026, Czerwiec12 - 1
- 2026, Maj13 - 0
- 2026, Kwiecień8 - 0
- 2026, Marzec8 - 0
- 2026, Luty1 - 0
- 2025, Listopad2 - 0
- 2025, Październik1 - 0
- 2025, Wrzesień11 - 0
- 2025, Sierpień18 - 0
- 2025, Lipiec19 - 2
- 2025, Czerwiec17 - 0
- 2025, Maj12 - 0
- 2025, Kwiecień17 - 0
- 2025, Marzec6 - 0
- 2025, Styczeń1 - 0
- 2024, Wrzesień4 - 0
- 2024, Sierpień10 - 0
- 2024, Lipiec11 - 0
- 2024, Czerwiec14 - 0
- 2024, Maj11 - 1
- 2024, Kwiecień3 - 2
- 2024, Marzec4 - 0
- 2024, Luty1 - 0
- 2024, Styczeń1 - 0
- 2023, Grudzień1 - 0
- 2023, Listopad1 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień6 - 0
- 2023, Sierpień14 - 0
- 2023, Lipiec21 - 4
- 2023, Czerwiec13 - 0
- 2023, Maj13 - 0
- 2023, Kwiecień11 - 0
- 2023, Marzec5 - 0
- 2023, Luty2 - 0
- 2023, Styczeń3 - 0
- 2022, Październik4 - 0
- 2022, Wrzesień4 - 0
- 2022, Sierpień13 - 0
- 2022, Lipiec9 - 0
- 2022, Czerwiec12 - 3
- 2022, Maj10 - 4
- 2022, Kwiecień8 - 0
- 2022, Marzec3 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień6 - 0
- 2021, Sierpień7 - 0
- 2021, Lipiec17 - 1
- 2021, Czerwiec15 - 0
- 2021, Maj11 - 2
- 2021, Kwiecień3 - 2
- 2021, Marzec5 - 1
- 2021, Luty2 - 0
- 2020, Listopad3 - 0
- 2020, Październik2 - 0
- 2020, Wrzesień8 - 0
- 2020, Sierpień13 - 5
- 2020, Lipiec15 - 0
- 2020, Czerwiec14 - 0
- 2020, Maj15 - 0
- 2020, Kwiecień13 - 19
- 2020, Marzec7 - 6
- 2020, Luty4 - 0
- 2019, Październik2 - 0
- 2019, Wrzesień9 - 0
- 2019, Sierpień15 - 0
- 2019, Lipiec16 - 3
- 2019, Czerwiec11 - 10
- 2019, Maj11 - 4
- 2019, Kwiecień5 - 3
- 2019, Marzec7 - 13
- 2019, Luty1 - 0
- 2018, Listopad1 - 1
- 2018, Październik6 - 0
- 2018, Wrzesień10 - 10
- 2018, Sierpień7 - 0
- 2018, Lipiec7 - 2
- 2018, Czerwiec4 - 0
- 2018, Maj7 - 5
- 2018, Kwiecień5 - 0
- 2017, Grudzień1 - 0
- 2017, Wrzesień1 - 0
- 2017, Sierpień3 - 0
- 2017, Lipiec6 - 0
- 2017, Czerwiec4 - 10
- 2017, Maj8 - 0
- 2017, Kwiecień2 - 0
- 2017, Marzec2 - 0
- 2017, Styczeń1 - 0
- 2016, Październik1 - 4
- 2016, Wrzesień1 - 0
- 2016, Sierpień7 - 0
- 2016, Lipiec14 - 31
- 2016, Czerwiec5 - 4
- 2016, Maj5 - 6
- 2016, Kwiecień9 - 11
- 2016, Marzec6 - 6
- 2016, Luty3 - 2
- 2016, Styczeń1 - 2
- 2015, Grudzień1 - 0
- 2015, Listopad1 - 2
- 2015, Październik6 - 11
- 2015, Wrzesień7 - 0
- 2015, Sierpień14 - 18
- 2015, Lipiec11 - 3
- 2015, Czerwiec9 - 11
- 2015, Maj11 - 6
- 2015, Kwiecień4 - 0
- 2015, Marzec8 - 0
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń3 - 3
- 2014, Grudzień3 - 0
- 2014, Listopad7 - 3
- 2014, Październik7 - 2
- 2014, Wrzesień7 - 1
- 2014, Sierpień15 - 11
- 2014, Lipiec17 - 5
- 2014, Czerwiec16 - 8
- 2014, Maj9 - 5
- 2014, Kwiecień3 - 0
- 2014, Marzec1 - 0
- 2014, Luty2 - 0
- 2014, Styczeń1 - 0
- 2013, Listopad9 - 7
- 2013, Październik9 - 9
- 2013, Wrzesień12 - 11
- 2013, Sierpień17 - 34
- 2013, Lipiec19 - 23
- 2013, Czerwiec16 - 35
- DST 59.19km
- Czas 02:07
- VAVG 27.96km/h
- VMAX 41.48km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 1751kcal
- Podjazdy 322m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Testowanie nowych przerzutek
Środa, 22 czerwca 2016 · dodano: 22.06.2016 | Komentarze 0
Dziś rower został wyposażony w nowe przerzutki. Niestety stare już odmawiały posłuszeństwa i ciężko było je wysterować. Postanowiłem więc zakupić nowe. Niestety w grupie SLX ciężko było znaleźć komplet w ustawieniu 3x9, wszystko jest już robione na 3x10. Więc po naradach z kolegami ze serwisu stwierdziliśmy, że teraz kupię wszystko w Deore, a za dwa sezony jak przyjdzie czas na wymianę kasety i łańcucha, wymienię wszystko na 3x10 i wtedy wszystko chyba już w SRAM X7, ale jeszcze zobaczymy. Tak więc wskakuję dziś po 17 na rower i lecę na małą trasę na Chocz i Gizałki. Szybka sześćdziesiątka i do domu. Jest bardzo gorąco i nie ma się co przemęczać. Przerzutki jeszcze do małego wysterowania, ale jest ok. Szybko wracam do domu. Już za trzy dni lecimy w trasę do Władysławowa. Jak już pewnie niektórzy wiedzą robimy 400km w 24h dla Otylki. Plakat i info wisi na głównej w wydarzeniach, także serdecznie zapraszam.

Manetki Deore © tomstar

Przerzutka tylna Deore Shadow © tomstar

Przerzutka przednia Deore © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|
- DST 86.77km
- Czas 03:04
- VAVG 28.29km/h
- VMAX 41.63km/h
- Temperatura 24.0°C
- Kalorie 2624kcal
- Podjazdy 353m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Szybki wypad od rana
Niedziela, 19 czerwca 2016 · dodano: 19.06.2016 | Komentarze 0
Wczoraj rano wróciłem z tygodniowego urlopu, więc dziś od rana obowiązkowo trzeba było wyskoczyć na rower. Miałem tydzień odpoczynku od wysiłku, chociaż trochę deptałem na rowerze stacjonarnym, także trzeba teraz ostro przygotować się do wyjazdu w sobotę na 400km. 25 czerwca jedziemy dla Otylki i muszę się rozjeździć. Budzik ustawiłem na 5 rano, jednak wstałem o 5:40, zrobiłem sobie kawę i uszykowałem rzeczy. Zanim jednak wyjechałem musiałem na szybko ustawić przednie koło i hamulce. Nie wiadomo dlaczego czujniki od licznika na kole zaczęły o siebie ocierać. Poluzowałem się zacisk piasty i ustawiłem wszystko od nowa, wiązało to się też z szybkim ustawieniem hamulców. Zrobiłem to wszystko w 10 minut i mogłem już jechać. Planowałem zrobić szybką stówę, ale ze względu na to, że wstałem chwilę później postanowiłem lekko ten dystans skrócić. Poleciałem na Dobrzycę potem w stronę Krotoszyna, ale po drodze odbiłem na trasę na Ostrów. Jedzie się rewelacyjnie, jest bardzo ciepło, zero wiatru i piękne słońce. Jadę bez przerwy przez 30km, robię małą przerwę i dalej na Ostrów. Tam kawa i kiełbasa, bo zgłodniałem i dalej przez piaski do domu. Tutaj postanowiłem odbić na Szczury i z powrotem przez Raszków do domu. Wyszło mi 86km, ale na dziś wystarczyło, bo średnia wyszła 28km/h. Dobry czas. Po drodze mijałem wielu rowerzystów. Przypominam jeszcze raz, że w sobotę Jedziemy dla Otylki. Każdy kto chce pomóc sześcioletniej dziewczynce chorej na białaczkę może wpłacać pieniądze na konto. Cała akcja opisana jest w wydarzeniach na stronie głównej. Z góry dzięki za pomoc.

Mała pauza po przejechaniu 30km © tomstar

Widok na drogę na Ostrów © tomstar

Jezioro na piaskach w Ostrowie © tomstar

Droga przed Bronowem © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|
- DST 112.16km
- Czas 04:12
- VAVG 26.70km/h
- VMAX 44.18km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 3161kcal
- Podjazdy 573m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Wszystko wraca na dobre tory
Środa, 8 czerwca 2016 · dodano: 08.06.2016 | Komentarze 0
Dziś przyszedł czas na kolejny wyjazd z cyklu sprawdzamy moje kolano. Miałem pojechać wczoraj z Baką, ale miałem za dużo zajęć i się nie wyrobiłem. Dlatego dziś o godzinie 7 rano wyskoczyłem sam. Plan na małe 70km, na spokojnie, na Żerków, bo trasa tam dobra i przyjemna. W plecaku oczywiście shot z lodem. Nie ma co jedziemy. Skoro 25 czerwca mam przejechać 400km dla Otylki to już najwyższy czas wrócić do treningów. Co będzie to będzie. Jadę spokojnie na Dobrzycę, oczywiście kolanko lekko czuję, więc zapobiegawczo w Dobrzycy mały strzał z lodu. Potem kieruję się na Jarocin. Ból się nie powiększa, więc jestem dobrej myśli. Niestety w Jarocinie znowu mały strzał, bo kolano cały czas czuję, a nie chcę żeby coś strzeliło. Poleciałem szybką trasą na Żerków. Tam mały odpoczynek i kieruję się przez Grab do domu. I tutaj nagle jak ręką odjął kolano przestaje boleć. W Grabie już nic nie czuję, więc bardzo zadowolony lecę dalej. W Czerminie odbijam w stronę Grodziska, stamtąd kieruję się na Gołuchów i dalej bokami na Pleszew. Jak już jedzie się tak dobrze szkoda marnować dnia i nie zrobić stówy. Ostatecznie kolano leciutko boli, ale w perspektywie tego co przejechałem i z takim tempem jest świetnie. Pogoda dzisiaj wyśmienita, piękne słońce, gorąco i tylko lekki wiaterek. Może w końcu wszystko wraca na dobre tory. Trzymam kciuki.

W parku w Dobrzycy © tomstar

Mała pauza w Jarocinie © tomstar

Na rynku w Żerkowie © tomstar

Logo Bikestats na torbie © tomstar

Droga z Grodziska © tomstar

I na koniec jeziorko w Gołuchowie © tomstar
Kategoria POWYŻEJ 100KM|, SAMOTNIE|
- DST 55.51km
- Czas 02:25
- VAVG 22.97km/h
- VMAX 48.77km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 1330kcal
- Podjazdy 242m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Kolejna próba kolana
Niedziela, 5 czerwca 2016 · dodano: 05.06.2016 | Komentarze 0
Przyszedł czas żeby sprawdzić stan kolana. Przerwa trwa już ponad trzy tygodnie. Przez ostatni tydzień miałem założone plastry na kolanach stabilizujące rzepkę. Ból minął całkowicie. Wczoraj jeszcze trochę pracowałem w ogrodzie i dużo kucałem, pochylałem się i klękałem. Nic mi nie było. Plastry ściągnąłem wieczorem. Trzeba więc sprawdzić na niedużym dystansie jak wszystko wygląda. Zabezpieczyłem się w lód w sprayu i pojechaliśmy. Umówiłem się z Baką na 6 rano na rynku. Lecimy jak zwykle na Kalisz. Pogoda jest wyśmienita, jest bardzo ciepło, zero wiatru i chmur. Cały czas uważam na kolano, deptam spokojnie i bez niepotrzebnych zrywów. Po przejechaniu 15 km lekko czuję mały ból z boku kolana, ale psiknąłem lodem i przestało. Potem operację powtórzyłem w Kaliszu. Na prawdę bardzo to pomaga i ból całkowicie mija. Niestety nie na długo. Ale nie jest aż tak źle, kolano tylko lekko boli. Wracamy spokojnie do domu. Teraz mała rehabilitacja, maść chłodząca i odpoczynek. Umawiamy się na wtorek, zobaczymy jak będzie. Planujemy zrobić 100km. Wszystko jak bardzo kolano będzie chciało współpracować. Przy okazji pierwszy raz wyjechałem z Baka na jego nowym rowerze. W sumie na starym, jednak na nowej ramie. Baka kupił sobie ramę Meridy XT z 2013 roku i cały sprzęt z Unibike do niej przełożył. Rama jest świetna i przede wszystkim większa od poprzedniej. Teraz rowerek prezentuje się genialnie.

Widoczek na jezioro w Gołuchowie © tomstar

Nowa rama Baki - Merida XT Edition 2013 © tomstar

W drodze powrotnej przy parku © tomstar
Kategoria |50-100KM|, Z BAKĄ|
- DST 28.98km
- Czas 01:16
- VAVG 22.88km/h
- VMAX 47.43km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 706kcal
- Podjazdy 135m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Spacerek z Dorotką
Niedziela, 22 maja 2016 · dodano: 22.05.2016 | Komentarze 0
Dziś pierwszy raz po powrocie z Liberca wskoczyłem na rower. Niestety kontuzja kolana okazała się poważniejsza niż myślałem. Dałem sobie tydzień na ustąpienie bólu. Wszystko było ok, ale po tygodniu mieliśmy zaplanowany start w Runmageddonie. I niestety tam ból powrócił. Cały tydzień smarowałem kolano maściami i dziś było już ok. Testowo wyskoczyliśmy sobie na małe, bezpieczne 30km. Niestety w połowie dystansu zacząłem lekko czuć kolano. Pojechaliśmy na plażę w Gołuchowie, chwilę tam posiedzieliśmy i wróciliśmy do domu. Pogoda świetna, trochę wieje wiatr, ale słońce grzeje bardzo mocno. Spokojnie wróciliśmy do domu, ale wiem, że jeszcze tydzień, albo dwa muszę odpocząć żeby kontuzja przeszła całkowicie. Na całe szczęście mamy początek sezonu, a nie chce stracić najlepszych letnich miesięcy, bo planów mam dużo.

Z Żonką na plaży © tomstar

Rowerki na plaży © tomstar

Dorotka i ja © tomstar

Widoczek © tomstar

Rowerki © tomstar
- DST 247.27km
- Czas 10:47
- VAVG 22.93km/h
- VMAX 52.56km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 6102kcal
- Podjazdy 1781m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Liberec - dzień 3
Piątek, 6 maja 2016 · dodano: 07.05.2016 | Komentarze 4
Nadszedł czas na powrót. Wstajemy o 5 rano. Ubieramy się i robimy sobie śniadanie. Jak zwykle jajecznica z kiełbasą i kawa. Zawieszamy na rowerach sakwy i szykujemy się do drogi. Od rana bardzo zimno. Mimo, że ma być dzisiaj ponad 20 stopni, to rano w górach bardzo chłodno i mgliście. Zakładamy czapki, rękawice i wiatrówki. Przebijamy się przez poranne miasto i lecimy na trasę w stronę Jawora. Jedzie się źle, bo straszny ruch i dużo tirów. Bardzo szybko się rozbieramy, bo na podjazdach szybko się rozgrzewamy. Na całe szczęście najgorsze podjazdy mamy na początku. Trzeba dojechać do Jawora, a potem będzie już dobrze. Jedziemy trasą do Bolkowa, zatrzymujemy się żeby zrobić zapasy na drogę i odbijamy na Jawor. Bardzo dobrze, bo ruch był za duży. Teraz się uspokaja i lecimy już bez przeszkód. Pogoda jest genialna, robi się coraz cieplej i przede wszystkim bez wiatru. Rafał walczy ze swoimi kolanami, nafaszerował się przeciwbólami, maściami i założył ściągacze, ale kolanka dają mu się we znaki. W Jaworze zastanawiamy się czy nie pojechać inną trasa przez Legnicę i Rawicz, bo mapa pokazuje o 30km mniej, ale nie chcemy ryzykować, bo cała droga trasą krajową i musielibyśmy przebijać się przez dwa duże miasta w sam środek dnia. Jedziemy więc tak samo jak w poprzednią stronę. Zmieniamy tylko odrobinę trasę w jednym miejscu żeby ominąć straszne dziury i kostkę. Potem już dalej na Wołów. Zatrzymujemy się znowu w Lubiążu na pauzę. Niestety kolana Rafała nie chcą współpracować i coraz bardziej bolą. Przejeżdżamy jeszcze kilka kilometrów i na jednym z podjazdów wysiadają już na amen. Rafał stwierdza, że dalsza jazda nie ma sensu, bo nabawi się jeszcze poważnej kontuzji i będzie źle. Nie chce nas także spowalniać i każe nam jechać dalej. Ma zaklepany transport, więc ktoś po niego przyjedzie, ale mimo wszystko ciężko zostawiać przyjaciela na trasie. Chwilę się naradzamy i z bólem serca podejmujemy kolejną męską decyzję. Jedziemy we trójkę dalej, a Rafał spokojnie spacerkiem dojdzie sobie do Wołowa. Transport już po niego jedzie. Mnie kolano także boli jednak nie na tyle mocno żeby przeszkadzało w jeździe, a ból się nie pogłębia, więc jest dobrze. Dojeżdżamy do Wołowa. Standardowa kiełbasa i kawa na stacji oraz zapas energetyków. Wyznaczamy sobie inną drogę do domu. Nie pojedziemy na Milicz, tylko kilka kilometrów przed nim odbijemy na Jutrosin, a do domu wrócimy przez Koźmin. Teraz lecimy już bez przygód, pogoda jest super, nastroje dopisują. Jedziemy na Żmigród, potem w stronę Milicza i odbijamy na wspomniany Jutrosin. Cały czas jesteśmy w kontakcie telefonicznym z Rafałem, który mija nas samochodem na kilka kilometrów przez Sułowem. Wiemy, że bezpiecznie jedzie już do domu. Zmęczenie daje się we znaki, kilometry robią swoje, krótkie noce i zmęczone mięśnie, ale jedziemy. Każdy myśli już o domu. Planujemy być na 22 w Pleszewie. Robimy kolejne pauzy w Jutrosinie, potem chwile przed Koźminem, w Koźminie na kawie i w Dobrzycy. Gdy zaszło słońce zrobiło się chłodno, więc ubieramy się w wiatrówki i zapalamy lampki. Do domu coraz bliżej. Gdy dojeżdżamy do Pleszewa robimy jeszcze pamiątkowa fotkę przy tablicy i każdy leci już do domu. Przy szpitalu żegnamy się z Miłoszem, a na Sienkiewicza z Adamem. O 22:10 jestem w domu. Jestem wykończony, a kolano boli. Chociaż jestem pod wrażeniem ile te nasze nogi wytrzymały na tym wyjeździe. Łącznie zrobiłem 650km przez 3 dni. W tym ponad 7000 metrów podjazdów. Ale najważniejsze, że się udało. O własnych siłach dojechaliśmy w góry, pokonaliśmy je i wróciliśmy pedałując do domu. Wielkie gratulacje dla chłopaków i szacunek za podjęcie wyzwania, bez Was na pewno bym tego nie zrobił. Jesteście wielcy!

Wschód słońca na Jelenią © tomstar

Wschód słońca nad Jelenią Górą © tomstar

Rowery gotowe do drogi © tomstar

Rowery w świetle wschodzącego słońca © tomstar

Gotowi do powrotu © tomstar

Po pierwszym podjeździe, widok na Jelenią © tomstar

Żegnamy się z Jelenią Górą © tomstar

Trasa na Jawor, chłopaki w pędzie © tomstar

Widok w stronę Lubiąża © tomstar

Na widoczku © tomstar

Opactwo cystersów © tomstar

Przed opactwem w Lubiążu © tomstar

Widoczek za Wołowem © tomstar

Chłopaki © tomstar

Na pauzie na Żmigrodem © tomstar

Na pauzie © tomstar

Przed Jutrosinem © tomstar

Za Jutrosinem © tomstar

Selfik musi być © tomstar

Zachód słońca przed Koźminem © tomstar

Miłosz w jeździe © tomstar

I wszyscy razem © tomstar

Jesteśmy w domu © tomstar
Kategoria LIBEREC 2016|, POWYŻEJ 200KM|, Z BAKĄ|, Z MIŁOSZEM|, WYPRAWY|
- DST 135.29km
- Czas 06:25
- VAVG 21.08km/h
- VMAX 54.93km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 3128kcal
- Podjazdy 3324m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Liberec - dzień 2
Czwartek, 5 maja 2016 · dodano: 07.05.2016 | Komentarze 2
Plan na dziś - zdobyć Liberec. Mieliśmy wstać o 5 rano i o 6 wyruszyć, ale wiedzieliśmy, że po wczorajszym dniu będzie to raczej niemożliwe. Wstaliśmy spokojnie o 6 rano. Powoli się ogarnęliśmy, zrobiliśmy sobie jajecznicę z kiełbasą i kawę, a potem poszliśmy wyczyścić rowery. Sakwy mieliśmy w pokoju, więc dziś powinno się jechać lżej. Po wczorajszym dniu były strasznie ubłocone. Trzeba było wyczyścić ramy, przetrzeć łańcuchy i wszystko porządnie nasmarować. Gdy rowerki gotowe poszliśmy się uszykować. Na całe szczęście dziś ma nie padać. Od rana jeszcze chłodno i chmury, ale pogoda jest bardzo przyjemna. Bierzemy wiatrówki, batony i wodę. Wyjeżdżamy dopiero chwilę po 8. Kierujemy się w stronę Szklarskiej Poręby i dalej do granicy państwa. I od razu zaczynają się podjazdy. Byliśmy na to przygotowani, jednak mimo wszystko, dla nas rowerzystów nizinnych, takie góry to wielkie wyzwanie. Chyba nic nie było w stanie nas przygotować na taką wspinaczkę. Wysiłek rekompensują nam przecudowne widoki. Piękne lasy, potoki i skały. Jedziemy bardzo powoli, ale do przodu. Często się zatrzymujemy żeby zrobić zdjęcia i przy okazji chwilę odpocząć. Dojeżdżamy do Szklarskiej, odpoczywamy chwilę dłużej i wspinamy się dalej. Bardzo, bardzo powoli dokulaliśmy się do granicy. Podjazd od hotelu do tego miejsca miał 20km! Cały czas się wspinaliśmy. Jechaliśmy pod górę nieustannie przez 20km. Szok. Na granicy dopiero widzimy, że droga prowadzi w dół. Oczywiście tutaj się zatrzymujemy żeby uwiecznić chwilę przekroczenia rowerami granicy. Pstrykamy fotki pod polską i czeską tablicą. Wsiadamy na rowery i dzida w dół. Zjazd jest rewelacyjny. Na liczniku od razu prędkość 50-60km/h. Jednak trzeba uważać, bo ruch duży i co chwila zdradzieckie zakręty. Palce cały czas w gotowości na hamulcach. Tym bardzo długim zjazdem dojeżdżamy praktycznie do samego Harrachova. Zatrzymujemy się przy potoku i wysokim moście, robimy fotę i jedziemy dalej. Zaczyna się kolejny duży podjazd. Może nie jest taki długi ale o wiele bardziej stromy. Niestety w połowie Miłosz stwierdza, że jest już wykończony. Ledwo co wjeżdżamy na szczyt. Tutaj robimy naradę. Niestety Miłosz stwierdza, że do Liberca nie dojedzie. Mamy przed sobą jeszcze 40km, ale oczywiście trzeba jeszcze wrócić. Męska decyzja. Wojtek postanawia wrócić z Miłoszem do Harrachova, odpocząć tam, pozwiedzać i wrócić do domu. Zdrowy rozsądek zwycięża, bo zmęczenie i możliwość złapania poważniej kontuzji może zniszczyć plany i skomplikować powrót. Ja z Baką jedziemy dalej. Żegnamy się i ruszamy. Duży podjazd okazał się ostatnim takim w drodze do Liberca. Mamy piękną serpentynę na dół aż do samego Jablonca, a potem tylko spokojne, krótkie podjazdy. W Jabloncu robimy zakupy na stacji. Mimo bariery językowej spokojnie się dogadujemy. Czesi są bardzo mili i serdeczni. Po drodze mijamy wielu rowerzystów, którzy nas pozdrawiają czeskim "Ahoj". Ruszamy, omijamy główną drogę i bokiem kierujemy się na Liberec. Dojeżdżamy do niego zaskakująco szybko, bo aż zdziwiliśmy się gdy minęliśmy tablicę miasta. Zatrzymaliśmy się i zawróciliśmy żeby zrobić sobie zdjęcie. Teraz zaczyna się ruchliwe miasto, światła, tramwaje i auta. Jedziemy prosto, główną drogą i kierujemy się po znakach do centrum. Trochę kluczymy po Libercu i gdy już stwierdzamy, że zrobimy sobie zdjęcie byle gdzie i wracamy, trafiamy na starówkę. Wjeżdżamy na przepiękny rynek. Pogoda zrobiła nam się w międzyczasie świetna, jest ciepło i słonecznie. Siadamy przy fontannie na rynku i odpoczywamy. Miasto jest piękne, bardzo ładny ratusz i fontanna. Zrobiliśmy kilka fotek i jeszcze chwilę posiedzieliśmy. Byłem w fantastycznym nastroju. Mimo świadomości trudnego powrotu rozpierała mnie duma, że w końcu udało mi się osiągnąć cel i siedzę na rynku w Libercu. Nie ma co, na zegarku 14, więc czas wracać. Sam wyjazd z miasta i droga do Jablonca jest w miarę łatwa, jedzie się dobrze, a podjazdy nie są takie straszne. W pewnym momencie mamy jeszcze bardzo szybki i długi zjazd. Przez chwilę zaczyna nawet padać, ale to tylko mały deszczyk, może 5 minut i za chwilę znowu wychodzi słońce. Teraz się zaczyna. Pierwszy z dwóch najgorszych podjazdów. Wspinamy się bardzo powoli. Ten podjazd musimy brać na dwa razy, bo brakuje nam w pewnych momentach sił. Gdy dojeżdżamy na górę padamy z sił. Jesteśmy w miejscu, w którym rozstaliśmy się z chłopakami. Ale nie robimy pauzy, bo wiemy, że teraz czeka nas długi zjazd i odpoczniemy na rowerach. Lecimy znowu ponad 50km/h. Szybko zjeżdżamy na dół i rozpoczynamy drugi, duży podjazd. Jesteśmy już zmęczeni, ale w głowie cały czas mamy świadomość, że w nagrodę do domu poprowadzi nas 20km zjazdu. Wspinamy się do granicy i ruszamy w dół. Hamulce się gotują, bo cały czas lekko hamuję, żeby za bardzo się nie rozpędzić, bo na każdym zakręcie można wylecieć z drogi. W połowie zatrzymujemy się na chwilę w Szklarskiej, żeby kupić pamiątki i lecimy dalej. Mamy fantastyczny czas, bo o 17:30 jesteśmy już w domu. Nie spodziewałem się, że tak dobrze nam pójdzie. Tym bardziej, że poprzedni dzień dał nam mocno w kość. Trochę zaczęło boleć mnie kolano, ale nie na tyle, żeby się tym niepokoić. Chłopaki są już na miejscu, wykąpani i po zakupach. Zwiedzili sobie Harrachov, wodospady, skocznię i kupili Krecika. Do kolacji mamy jeszcze dwie godziny, więc spokojnie się kapiemy, pijemy kawę i odpoczywamy. Po kolacji pakujemy się i szykujemy, bo o 6 rano chcemy wyjechać w drogę powrotną do domu.

Na starcie przed hotelem © tomstar

Na podjeżdzie przy potoku © tomstar

Górski potok © tomstar

Giant w górach © tomstar

Skały © tomstar

W Szklarskiej Porębie © tomstar

Szklarska Poręba © tomstar

Szklarska Poręba © tomstar

Na kolejnej przerwie © tomstar

Podjazd © tomstar

Granica Polski © tomstar

Granica Czech © tomstar

Most po zjeździe przed Harrachovem © tomstar

Przed Harrachovem © tomstar

Na stacji w Jabloncu © tomstar

Panorama Liberca © tomstar

Przy tablicy Liberec © tomstar

Przy tablicy Liberec z Baką © tomstar

Na rynku w Libercu © tomstar

Ratusz w Libercu © tomstar

Przed fontanną w Libercu © tomstar

Giant w Libercu © tomstar

Morderczy podjazd © tomstar

Widok na serpentynę © tomstar

Piękne widoki za Jabloncem © tomstar

Za Jabloncem © tomstar

W hotelu, widok z okna © tomstar
Kategoria LIBEREC 2016|, POWYŻEJ 100KM|, Z BAKĄ|, WYPRAWY|, Z MIŁOSZEM|
- DST 268.08km
- Czas 12:02
- VAVG 22.28km/h
- VMAX 56.49km/h
- Temperatura 5.0°C
- Kalorie 5534kcal
- Podjazdy 2464m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Liberec - dzień 1
Środa, 4 maja 2016 · dodano: 07.05.2016 | Komentarze 0
Na dużą wyprawę rowerem za granicę szykowałem się od dawna. Były różne plany. Myślałem o Berlinie lub ewentualnie o Czechach. Już w zeszłym roku przymierzałem się do takiego dystansu, ale niestety jakoś nie wypaliło. Na całe szczęście w tym roku już nic nie stało na przeszkodzie. W dodatku na wyjazd chętni byli także Adam, Miłosz i Rafał. Plan był na trzy dni. Mieliśmy dojechać do Jeleniej Góry, drugiego dnia pojechać do Liberca i wrócić, a trzeciego dnia wrócić do domu. Załatwiłem nocleg w Jeleniej Górze i wszystko zaklepałem. Kupiliśmy sobie sakwy i wszystko co potrzebne na wyjazd. Nie pozostało nam nic innego jak pojechać. Cały długi weekend było bardzo ładnie i niestety na dzień wyjazdu pogoda miała się popsuć, a my mieliśmy jechać w deszczu. Ale oczywiście nie odpuszczamy. Spotykamy się we środę na rynku o godzinie 5. Przyjeżdża jeszcze Gajor i Mareczek żeby nas pożegnać. Jeszcze nie pada, ale niebo zasłane ciemnymi chmurami. Robimy sobie zdjęcia, żegnamy się z chłopakami i jedziemy. Od razu zaczyna kropić. Na całe szczęście wszystkie rzeczy w sakwach popakowane w torby, a same sakwy zasłonięte jeszcze przeciwdeszczówką. Jak zaczęło padać tak już nie przestało. Jedziemy powoli w stronę Krotoszyna. Tam od razu zatrzymujemy się na ciepłą kawę i hotdoga. Niestety w deszczu jedzie się bardzo źle, jesteśmy wyziębieni i nie mamy tyle mocy. Z Krotoszyna prowadzi nas Baka. Wyjeżdżamy bocznymi drogami w stronę stawów milickich, tak aby ominąć centrum miasta. Mamy tutaj bardzo ładne widoczki, choć na pewno byłyby ładniejsze gdyby świeciło słońce. Tutaj także robimy mała pauzę i jedziemy dalej, bocznymi drogami w stronę Wołowa. Oczywiście cały czas pada. Buty mam mokrutkie, a nogi zmarznięte. Na całe szczęście mamy dobre drogi i one trochę pomagają. Zdarzają się chwilę, że się odrobinę przejaśnia i gdy już cieszymy się, że nie będzie padać za chwilę zaczyna znowu. Spokojnym tempem dojeżdżamy do Wołowa. Tutaj mamy przejechane już jakieś 140km. Na stacji znowu odpoczywamy, jemy kiełbasę i pijemy kawę. Połowa drogi za nami. Teraz z każdym kilometrem będziemy mieli bliżej. Jedziemy przez Lubiąż gdzie jest bardzo ładnie położone opactwo cystersów. Tam też się na chwilę zatrzymujemy. Od pewnego czasu Rafał walczy także z kontuzją kolana, która zaczęła mu się odnawiać. Zapobiegawczo ma ściągacze i stara się oszczędzać nogi. Docieramy teraz do małych miejscowości przez które musimy przejechać aby ominąć trasę. Niestety drogi tutaj są fatalne, same dziury w wielu przypadkach kostka brukowa. Miasteczka straszne, brudne, puste i smutne. Jakoś się przez to wszystko przebijamy, przejeżdżamy nad A4 i jedziemy na Jawor. W Jaworze odpoczynek na stacji. Tutaj troszkę się dobijamy, bo wychodzi, że do Jeleniej mamy jeszcze ponad 60km. Gdy analizowaliśmy drogę na całości wychodziło nam około 250km, teraz wychodzi 270km. Nie wiemy czy to przez te boczne drogi i zakamarki, którymi jechaliśmy. W normalny dzień 60km to raczej malutki dystans, ale mając w nogach już 200 km i ciągły deszcz ta odległość wydaje się wiecznością. Na dodatek zaczynają się już góry. Przed nami mordercze podjazdy, których jest tutaj bardzo dużo. Wjeżdżamy bardzo powoli, mamy przecież na rowerach dodatkowe 40 kilogramów w sakwach. Plusem są tylko długie zjazdy, na których można odpocząć. O godzinie 20 mijamy tablicę Jelenie Góra, jednak do samego hotelu jeszcze daleko. Jedziemy przez miasto, dookoła robi się już ciemno. Znaleźliśmy jeszcze sklep, w którym kupiliśmy wszystko potrzebne na śniadanie. Do hotelu dokulaliśmy się o godzinie 21:45, cali mokrzy, zmarznięci i potwornie zmęczeni. Niestety państwo gospodarze strasznie niemili, ponieważ przyjechaliśmy później niż zapowiadaliśmy i bardzo późno musieli robić dla nas zamówioną kolację o czy nie zapomnieli powiedzieć i zwrócić nam nieładnie uwagę. No cóż... Zanim jeszcze poszliśmy na kolację wykapaliśmy się. Jak miło było założyć czyste i suche rzeczy. Chwilę jeszcze posiedzieliśmy i o 24 poszliśmy spać, bo jutro atak na Liberec.

Na starcie na rynku w Pleszewie © tomstar

Na stacji w Krotoszynie © tomstar

Przerwa na stawach milickich © tomstar

Widok na stawy © tomstar

Przerwa na pierwszych 100km © tomstar

Posiłek na pauzie © tomstar

Na stacji w Wołowie © tomstar

Opactwo cystersów w Lubiążu © tomstar

Widok na opactwo © tomstar

Ruiny fabryki w Malczycach © tomstar

W ponurych Malczycach © tomstar

Widok na A4 © tomstar

Pauza nad A4 © tomstar

Zaczynają się góry © tomstar

Pauza za Jaworem © tomstar

Jeden z pierwszych trudnych podjazdów © tomstar

Na hotelu po kolacji © tomstar
Kategoria LIBEREC 2016|, POWYŻEJ 200KM|, Z BAKĄ|, Z MIŁOSZEM|, WYPRAWY|
- DST 116.68km
- Teren 3.00km
- Czas 04:37
- VAVG 25.27km/h
- VMAX 40.22km/h
- Temperatura 12.0°C
- Kalorie 3089kcal
- Podjazdy 702m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Książ Wielkopolski z chłopakami
Niedziela, 1 maja 2016 · dodano: 01.05.2016 | Komentarze 0
Na dziś zaplanowaliśmy ostatni przed Libercem wyjazd. Planujemy zrobić 115km i przez kolejne dwa dni odpoczywać żeby być świeżym i gotowym na środę. Umawiamy się jak zawsze na 6 rano. Baka przyjeżdża po mnie i lecimy razem po Miłosza. Kierujemy się na Dobrzycę. Od rana trochę chłodno. Mamy założone wiatrówki getry. Na całe szczęście nie ma za mocnego wiatru. Z Dobrzycy jedziemy na Koźmin, tam mała pauza na rynku i dalej na Borek. W Borku słońce już ładnie świeci. Zatrzymujemy się na rynku, jemy batony i ściągamy wiatrówki. Jest już na prawdę przyjemnie, więc można jechać tylko w bluzach. Jedziemy kawałek przez las żeby wyjechać na ładna drogę na Książ. W Książu robimy dłuższą przerwę na stacji na kiełbasę i kawę. Teraz kierujemy się w stronę Klęki i Żerkowa. Niestety wiatr zaczął mocniej dmuchać i to jest prosto w twarz. Na całe szczęście w pogotowiu są lemondki. Spokojnym tempem dojeżdżamy do Żerkowa. Mała pauza na rynku i lecimy już prosto do domu. Jeszcze na chwilę zatrzymujemy się przed sklepem w Grabie i teraz prosto do domu. Wypad super, a teraz czas na zbieranie siły na wyprawę do Liberca. Jeszcze tylko dwa dni.

Mała pauza na rynku w Koźminie © tomstar

Pauza na rynku w Borku © tomstar

Leśna droga do Książa © tomstar

Rynek w Książu © tomstar

Przerwa na parówę na stacji w Książu © tomstar

Na rynku w Żerkowie © tomstar

Standardowo przed sklepem w Grabie © tomstar

Rowerek gotowy do podróży do Liberca © tomstar
Kategoria POWYŻEJ 100KM|, Z BAKĄ|, Z MIŁOSZEM|
- DST 51.62km
- Czas 02:02
- VAVG 25.39km/h
- VMAX 39.88km/h
- Temperatura 7.0°C
- Kalorie 1390kcal
- Podjazdy 199m
- Sprzęt Giant Roam 2 Disc
- Aktywność Jazda na rowerze
Nowa korba SLX - testy
Sobota, 30 kwietnia 2016 · dodano: 30.04.2016 | Komentarze 2
Lawina ruszyła. Po wymianie hamulców w zeszłym miesiącu, nie mogłem się powstrzymać przed wymianą korby. Stara strasznie mnie irytowała, była krzywa i łańcuch obcierał o wózek przerzutki. Dodatkowo w środę jedziemy do Liberca i chciałem aby rowerek był dobrze przygotowany. Dzięki kolegom z nowego sklepu rowerowego Force w Pleszewie szybko ściągnęliśmy korbę. A sama wymiana to już tylko formalność i w ciągu kilku godzin była założona. Dziś miałem nigdzie nie jechać, ale w zaistniałej sytuacji musiałem wyskoczyć na testy. Zrobiłem małe kółeczko 50km, bo popołudniu jadę jeszcze na turniej kosza, więc nie chciałem przesadzać. Pierwsze wrażenie - korba jest rzeczywiście sztywniejsza. Przy stawaniu na pedałach i wspinaczce w ogóle się nie krzywi i czuć na SPDekach jak mocno się trzyma. No i oczywiście nic nie obciera, łańcuch dobrze leży i już nie trze o wózek. Po za tym w sklepie powiedzieli mi, że gdy rozkręcili stary suport wyleciała z niego woda i był cały zardzewiały. Więc to był chyba ostatni dzwonek na wymianę. Cieszę się, że to zrobiłem mimo, że nie było to tanie. Jutro jeszcze małe przetarcie na 100km z chłopakami, a w środę lecimy już na Liberec. Dziś też muszę uzbroić rower do wyprawy w bagażnik i błotniki, bo ma trochę padać.

Nowa korba SLX © tomstar

Wschód słońca za Pleszewem © tomstar

Piękna korba SLX © tomstar

W Koźmińcu przed opuszczonym domem © tomstar

Panorama w Ligocie © tomstar
Kategoria |50-100KM|, SAMOTNIE|







